W moim rodzinnym archiwum znajduje się kilkadziesiąt listów, które zostały napisane na przestrzeni kilkudziesięciu lat XX wieku. Są to listy do moich dziadków zarówno tych po mieczu, jak tych i po kądzieli... Muszę przyznać, że listy te to kopalnia wiedzy o rodzinie. Dlaczego? Kiedyś w listach pisano o tym, co ważnego wydarzyło się w rodzinie, opisywano poszczególne osoby i ich przypadki. Z tych listów czerpałem i nadal czerpię dane i wskazówki do mojej genealogii.
Współczesne formy komunikacji już tak nie wzruszają jak pożółkłe kartki papieru przechowywane w kartonach.
Powyżej i obok próbki tego, co wzrusza i pozwala poprzez dotyk doświadczyć osób, które pisały to wszystko. Mam wewnętrzne i metafizyczne przekonanie, że przedmioty, listy, miejsca... przechowują ślady osób, które już dawno odeszły. przy odpowiedniej wrażliwości można przenieść się w tamte miejsca i sytuacje.
Może czasami potrzeba nam tej cudownej naiwności dziecka, by poczuć to wszystko... Jest to możliwe, jeśli tylko się tego bardzo chce.
Miło mi, że swoją notką wywołałam tyle pięknych wspomnień u paru osób. Podziwiam Cię za to, że tak żywo interesujesz się przeszłoscią swojej rodziny i przechowujesz pamiątki. A genealogia to już prawdziwa perełka. Za każdym razem, gdy odwiedzam Twój blog zaglądam tam i napatrzeć się nie mogę. Ja czegoś takiego nie posiadam. Myślę, że może warto byłoby spróbować... Zastanawiam się nad tym...A poza tym, widzę, że zrobiłeś mi małą reklamę. Dziękuję! Pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuń