Pan C. zmienił na przełomie listopada i grudnia firmy, w ramach których prowadzi swoją działalność gospodarczą. Powody tej zmiany dla klarowności tego wpisu nieistotne, wszak jest wolność i swoboda biznesowania. Pan C. nawet musi przyznać, że w ciągu minionych 2 lat znacznie się poprawiło w sprawie ułatwień dla przedsiębiorców, bo wszystko załatwił w jednym okienku w urzędzie miasta. Nie musiał się fatygować ani do urzędu skarbowego, ani ZUS, czy też urzędu statystycznego. No postęp jakich mało. Ta sprawa Tuskowi wyszła lepiej niż włosy i orliki razem wzięte.
Optymistycznie nastawiony postanowił przenieść (fachowo określa się to cesją) dwa telefony z poprzedniej firmy do aktualnej. Jeden z telefonów jest w Play, drugi w Erze. U pierwszego operatora GSM obyło się bez problemów. Wystarczyło pokazać dokumenty nowej firmy oraz dowód osobisty. Ustalone, że cesja nastąpi na koniec okresu rozliczeniowego, czyli 31 grudnia.
20 m dalej znajdował się salon Ery. Pan C. optymistycznie nastawiony wszedł i usiadł przed panią, która swą postawą, wyrazem twarzy i miłym powitaniem dawała do zrozumienia, że zrobi wszystko, by panu C. zrobić dobrze... znaczy się dobrze obsłużyć jako klienta Ery. Pan C. podał nr telefonu i wyłuszczył w czym rzecz. Pani wklepała w system i powiedziała, że cesja jest niemożliwa, bo najpierw należy uiścić opłatę za telefon.
- Droga, Pani - klarował spokojnym tonem pan C. - termin rzeczonej platności upływa 11 grudnia, a ja chce zabukować cesję na koniec okresu rozliczeniowego, tj. na 27 grudnia. Tak więc w tym czasie Era pobierze sobie opłatę z konta samodzielnie.
Pani zaskoczona żądaniem pana C. powiedziała, że bez wniesienia opłaty nie można mówić o cesji. Poza tym jeśli chcę, by było to 27 grudnia, to muszę się właśnie w tym dniu pofatygować osobiście jeszcze raz. Błogi spokój i nastrój opuścił pana C. i lekko poirytowanym głosem powiedział;
- Przed chwilą dokonałem cesji w Play. Tam płatność wypada 17 grudnia. Nie przyszło im do głowy, by żądać ode mnie wcześniejszej zapłaty, skoro cesja ma nastąpić na koniec okresu rozliczeniowego. Chcę być potraktowany tak samo i chce by uszanowano mój czas.
Pani rozłożyła ręce i powiedziała, że oni prowadzą salon na zasadzie franszyzy i jeśli chcę to może w salonie firmowym coś wskóram. Taki głupi to nie jestem, taki głupi to aż nie... pomyślał pan C., by tułać się po salonach. Wybrał, żeby nie powiedzieć wykręcił, nr 602 900 i czekał na połączenie z konsultantem.
Połączenie - z przerwami na konsultacje pana konsultanta z kierownikiem - trwało ok. 20 minut. Oczywiście za 1 zł na koszt pana C. Konsultant zaproponował następujące rozwiązanie:
- Wpłaci pan na nasze konto kwotę za fakturę. Prześle na podany nr faksu potwierdzenie i za 4 godziny będzie miał to pan zaksięgowane.
- Dobrze - odpowiedział pan C. - ale czy będę mógł wtedy załatwić cesję?
- Tak.
- Ale czy będzie to cesja z datą 27 grudnia?
- Nieeee - odpowiedział skonsultowany konsultant - z datą dziesiejszą.
Pan C. rozeźlił się, gdyż konsultant nagrywający rozmowę - ponoć dla mojego dobra i zapewnienia jakości obsługi - nie zrozumiał nic a nic z tego, o co chodziło panu C. Posmutniał wielce i powiedział:
- Dziękuję. Mam wpływ na 5 telefonów w sieci Era. Uprzejmie informuję, że na koniec okresu ważności umowy, będę je sukcesywnie przenosił do innej sieci...
- Ale dlaczego??? - zapytał konsultant.
- Bo tam rozumieją, że klient jest najważniejszy, a takie rzeczy - jak ta dzisiaj - to tylko w Erze.
Takie rzeczy nie tylko w ERZE. Też mam niemiłe wspomnienia z telefonią komórkową. Ostatecznie komórkę mam w PLAY'U, ale wyłącznie na kartę- to mi daje niezależność.
OdpowiedzUsuńTeż mam trudne współżycie w Erą. Od prawie pięciu lat. (Sieć bezprzewodowa.) Zobaczę, co dalej.
OdpowiedzUsuńŁadne, głęboko życiowe. Ale idę o zakład, że obie wspomniane urzędowe osoby, ktore sprawy nie załatwiły pamiętały, żeby na koniec życzyć klientowi "dobrego dnia". Tak - "po amerykańsku" , niezależnie od jądra kwestii. Ja to słyszę często, jako teoretycznie miły finał niemiłej rozmowy. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńŁadne, głęboko życiowe...
OdpowiedzUsuńJuż słyszę jak to mówisz z błyskiem w oku Barnabo:-)
Na szczęście tego numeru z dobrym dniem nie zrobili. Dostałbym chyba piany na ustach.
Kolega chciał rowiązać umowę z Erą, to w punktcie otrzymał informację iż musi się udć do salonu - jedynego miejsca w Krakowie (na ul. Królewskiej) - gdzie będzie mógł rozwiązać umowę. Po kilku godz. oczekiwania w kolejce - dostał propozycję nie do odrzucenia: może jednak Pan zostanie... mamy dla Pana świetną ofertę. Na co zdecydowanym, choć sfrustrowanym tonem zripostował: Nie po to stałem 3 godziny w kolejce, żeby teraz podpisywać nową umowę!
OdpowiedzUsuńKolega chciał rowiązać umowę z Erą, to w punktcie otrzymał informację iż musi się udć do salonu – jedynego miejsca w Krakowie (na ul. Królewskiej) – gdzie będzie mógł rozwiązać umowę. Po kilku godz. oczekiwania w kolejce – dostał propozycję nie do odrzucenia: może jednak Pan zostanie… mamy dla Pana świetną ofertę. Na co zdecydowanym, choć sfrustrowanym tonem zripostował: Nie po to stałem 3 godziny w kolejce, żeby teraz podpisywać nową umowę!
OdpowiedzUsuńZapewne utrudnienie w rozwiązaniu umowy ma zatrzymać klienta. Dlatego najlepiej wysłać rezygnacje w umowy pocztą. Taniej i krócej oraz bez dodatkowych atrakcji.
OdpowiedzUsuń