– Naprawdę?
– Tak!
– A widziałaś ją?
– Nie, ale słyszałam, jak przebiega i szybko uciekłam.
Widząc ironiczny uśmiech Mariana syknęła:
– Ty zawsze sobie żartujesz, a ja mówię poważnie.
– Przecież nic nie mówię...
– Ale widzę, jak patrzysz.
– Co ci przeszkadzają te małe stworzonka? – próbował zmienić temat Marian – Idzie zima i chcą w ciepełku przetrwać.
Dyskusja na temat konieczności zastawienia łapek trwała do niedzieli. W końcu Marian uległ namowom i dla świętego spokoju pojechał do sklepu. Kupił aż trzy łapki, by obstawić wszystkie możliwe drogi mysiej ewakuacji.
Gdy zastawił pierwszą z nich poczuł się jak Hermann Brunner w Stawce większej niż życie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz