Marian nie należy do śpiochów. Irytuje Helę, gdy w wolne dni wstaje przed szóstą i tłucze się po domu jak Marek po piekle. Są jednak dni, że po pracy zje tylko obiad i odda się na godzinkę popołudniowej wersji Morfeusza.
Kilka dni temu Marian położył się w salonie przed telewizorem i zasnął na nieco dłużej. Po kilku godzinach, tak około dwudziestej drugiej, podeszła do niego Hela, potrząsnęła za ramię i powiedziała:
— Marian, może pójdziesz już spać?
— O co ci chodzi?
— Już późno. Może pójdziesz spać? — powtórzyła.
— A co ja robię od paru godzin? — nad wyraz przytomnie zapytał Marian.
*Stanisław Jerzy Lec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz