Jesteśmy żarłoczni posiadania... Chcemy mieć dobra pracę, dom, ogród, samochód, mądre i wykształcone dzieci. Marzymy, by zwiedzać świat, poznawać miejsca, ludzi. Przeżyć jakąś niesamowitą przygodę.
Pożeramy wszystko, chłoniemy i ciągle nam wszystkiego mało. Jeśli kiedykolwiek zatrzymujemy się na moment to tylko po to, by znów chłonąć wszystko niczym żarłoczne koparko-dinozaury znane z księżycowych krajobrazów kopalni odkrywkowych.
Pytanie postawione w tytule wpisu padło wczoraj w rozmowie ze znajomą nauczycielką, która od kilku lat prywatnie studiuje psychotronikę. Rozmawialiśmy o tekście, jaki napisała jej córka do miesięcznika Charaktery i od słowa do słowa doszliśmy w rozmowie do pewnej techniki poznawania siebie poprzez wywiad z samym sobą.
Jedno z pytań tego autowywiadu uderzyło mnie w szczególny sposób, bo odwoływało się nie do rozumu, ale do najbardziej podstawowych emocji, jakie w nas drzemią i opisują nas takimi jakimi jesteśmy:
CO BYŚ KRZYKNĄŁ NA SZCZYCIE GÓRY?
Dosłownie w momencie przywołałem bardzo wyraziste wspomnienie niesamowitego przeżycia z lipca 1975 roku, jakim było wejście przed świtem na szczyt Trzy Korony w Pieninach. I ten cudowny wschód słońca, istna metafizyka...
Jakżesz piękny jest ten świat!!!
Tak, najgorsze jest to, tutaj nawiązuje do poprzedniej Twojej notki, że naprawdę do blogów sie przyzwyczajasz i gdy kogoś zabraknie , to tak jakby Ktoś zabrał Ci ukochana książkę :( Buuu..
OdpowiedzUsuńHmm, byłam na Trzech Koronach w Pieninach, a ponieważ mam lęk wysokości, to połowę wrażeń z przepięknego widoku, straciłam na zastanawianie sie, czy ten metalowy pomost może runąć i jakie mam szansę na przeżycie.Hihihi...
Natomiast nad morzem zachód , czy wschód słońca, to u mnie pełna kontemplacja i do tego jeszcze kojący szum morza, tak to jest to!.. :)
hm.... nie zastanawiałam się jeszcze na tym
OdpowiedzUsuńale tę piosenkę uwielbiam
miłego wieczorku sobotniego
Cóż, każdy ma COŚ innego do wykrzyczenia na szczycie góry:-) Zwłaszcza, gdy barierki budzą wątpliwości co do swej solidności.
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze, że w ogóle tego nie pamiętam, by były tam jakieś barierki... może za bardzo oszołomiony byłem kontemplowaniem piękna.
Przyjdzie kryska na Matyska tak więc i Ty Donwinko będziesz miała swoje 5 minut na jakimś szczycie.
OdpowiedzUsuńA ja jestem dziwny. Armstronga wielbię i słucham codziennie, ale osobiście bym zakrzyknął: Nareszcie wlazłem! I może nawet jeszcze coś po przecinku...Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńWitam, każdy z nas ma swój krzyk, osobisty i nie zawsze wyartykułowany, lecz czy trzeba aż wchodzić na szczyt, by go wydać z siebie? A że świat jest piękny i wyjątkowy, że czasem jakiś widok, jakiś zapach, jakieś wrażenie ściska nas za gardło i nie pozwala odetchnąć. Z zachwytu, ze szczęścia. Szczęśliwym ten, kto może wówczas powiedzieć do kogoś tuż obok... popatrz! Mnie ciągle "chodzi po głowie" cytat z "Giaura" Byrona... bo nie dzielone każde czucie nudne i szczęście samo do zniesienia trudne... Pozdrawiam serdecznie, Gosia
OdpowiedzUsuńZnając Ciebie (już trochę) wiem, że wejście na szczyt nie jest żadnym problemem, skoro basen powielokroć wzdłuż przepływasz. Ale ważne jest by mieć także okrzyk radości i zachwytu dla samego siebie... wszak jesteśmy cząstką tego piękna, które podziwiamy wokół siebie.
OdpowiedzUsuńKażdy ma swoją górę (może nawet całkiem płaską), na którą chce wejść i krzyknąć pełną piersią. A co potem? Ma z niej zejść bez żalu? A taki jest z niej piękny widok i ile radości sprawiała wspinaczka. Zakładam, że z wyższej perspektywy widzi się i inne góry, które stają się kolejnym celem do wspinaczki ;) .
OdpowiedzUsuńPiękny jest świat zdobywców.
To bardzo piękne, co piszesz... podziwiać piękno we dwoje. Dobro, a tym samym i piękno, jest tą forma przeżywania, która do pełni potrzebuje sposobności dzielenia się z drugą osobą.
OdpowiedzUsuńSą jednak chwile, gdy tego typu stany dobrze jest przeżywać w samotności.
Schodząc z góry zabierasz przeżycia ze sobą. Dobrze wiesz, że stan uniesienia i szczęśliwej radości jest tylko chwilą, do której się powraca, ale nie można w niej trwać in perpetuo.
OdpowiedzUsuńmoże przyjdzie taki czas
OdpowiedzUsuńpozdrawiam porannie
miłego dzioneczka
Ja bym chyba nic nie krzyknął ;-).
OdpowiedzUsuńCzasami milczenie więcej krzyczy niż cokolwiek. Jak mawiali starożytni: mowa jest srebrem, milczenie zlotem.
OdpowiedzUsuń