Druga połowa lat siedemdziesiątych, późny Gierek, Polska dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie mało kto wierzył w nachalną kreację serwowaną przez Radiokomitet sterowany przez wydział propagandy KC PZPR. Zawodowi funkcjonariusze przewodniej siły narodu mieli sporo wątpliwości, ale starali się dostosowywać do sytuacji i panujących warunków.
Józef C. był młodym, bo raptem trzydziestokilkuletnim adiunktem w instytucie nauk politycznych UAM w Poznaniu. Pisał habilitację. Był członkiem PZPR i jednocześnie sekretarzem POP* na wydziale nauk społecznych, w ramach którego funkcjonował jego instytut. W okresie pierwszej Solidarności zaangażował się w tzw. struktury poziome stawiające sobie za cel zastąpienie hierarchicznego i scentralizowanego zarządzania państwem i partią przez porozumienia lokalne. Po 13 grudnia nie przeszedł weryfikacji prowadzonej przez SB i posłuszne jej władze uczelni, stracił pracę i został usunięty z PZPR. Późniejsze jego losy są dość ciekawe i pełne dramatycznych zwrotów akcji, ale o tym może przy innej okazji.
Pan C. poznał Józefa C. (zbieżność "C." przypadkowa) w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy współpracowali przy pewnym projekcie medialnym. Podczas wielu godzin spędzanych razem był czas na zwykłe pogaduchy o pierdołach i różne wspominki.
Tak więc w tej drugiej połowie lat siedemdziesiątych Józef C. był lektorem KW w Poznaniu. Partia szczyciła się takimi ludźmi i chętnie ich wykorzystywała do pracy w terenie. Wiadomo, że skoro taki uniwersytecki doktor jakichś tam nauk jest w partii i ją popiera to takie żuczki i krówki boże, do których jechał na prowincję upewniały się, że są po właściwej stronie mocy. Była jesień i właściwa jej szaruga. Późnym popołudniem dotarł do jakiejś podpoznańskiej pipidówy, gdzie powitał go szef lokalnych struktur partyjnych. Na wstępie zwrócił się do niego konfidencjonalnie:
- Towarzyszu, wiecie... to są prości ludzie, ale oddani partii. Proszę, by wykład był niezbyt długi, najwyżej pół godziny. Przygotowaliśmy skromny poczęstunek, by w bardziej kameralnym gronie podyskutować o problemach stających przed aktywem.
Na sali było około dwudziestu towarzyszy, w tym kilka kobiet w różnym wieku. W większości byli to etatowi funkcjonariusze lokalnych instytucji osadzeni na stanowiskach z rekomendacji partii. Gdy wykład towarzysza lektora dobiegł końca gospodarz miejsca dał znać i na stołach pojawiło się gorące jadło, szkło i żytnia uchodząca w owym czasie za trunek szlachetny. Po kilku toastach zebrani towarzysze stali się bardziej rozmowni i skłonni do bezpośredniego wyrażania obaw i nadziei związanych z sytuacją społeczną i polityczną. W pewnym momencie szef lokalnych struktur partyjnych powstał dając gestem znać, by wszyscy uciszyli się. Trzymając kieliszek w lewej ręce zwrócił się dowszystkich donośnie:
- Szanowne towarzyszki! Szanowni towarzysze! Jesteśmy w swoim gronie i o pewnych sprawach możemy mówić otwarcie.
W tym momencie wystrzelił palcem wskazującym w kierunku kilku wybranych towarzyszy i wskazując po kolei każdego z nich kontynuował:
- Tobie chuja, tobie chuja, i tobie...
W tym momencie jedna z towarzyszek zaczęła protestować uznając zapewne, że ta propozycja z chujem to niekoniecznie dla niej, że to może... przez pomyłkę.
- Nie przerywaj i słuchaj - uciszył ją i kontynuował: - Tobie... i koleżance obok też, chuja! I nam wszystkim chuja zrobią, gdy będziemy trzymać się razem!
*POP - podstawowa organizacja partyjna, czyli taki najbardziej elementarny składnik - poza członkami i członkiniami (tfu!, co za feministyczne określenie) - dwumilionowej przewodniej siły narodu.
Published with Blogger-droid v2.0.2
Witaj Caddicusie,
OdpowiedzUsuńpozwolisz, że ośmielona Twoim zaproszeniem,wygłoszę oświadczenie.
Zabierając uprzednio głos na twoim blogu, nie zamierzałam nikogo dotknąć, obrazić czy też w inny niestosowny sposób się zachować.Wyszło może inaczej. Przepraszam. Nie zmienia to jednak faktu, że było mi naprawdę przykro. Skoro tu jednak dziś weszłam, to proszę o zaniechanie zemsty wobec mnie i powstrzymanie się od złośliwości (Chociaż też jestem zdania, że to cecha ludzi inteligentnych).
Wyznałam ze skruchą swoje grzechy, choć do własnej winy nie jestem aż tak bardzo przekonana.:)
Pierwsza!!!
OdpowiedzUsuńDokładnie tak, Caddi. W grupie siła. Mimo, że liczy się głównie na siebie...
Ło! D*** mnie uprzedziła. Ale to nic, srebrny medal, to nadal podium.
OdpowiedzUsuńTy jedna nie rzuciłaś wtedy we mnie kamieniem- z serca dziękuję
OdpowiedzUsuńD***, z zainteresowaniem przeczytałem oświadczenie, ale przeprosiny niekonieczne. Ot, ferwor dyskusji. Proszę nie przyjmuj uwag i złośliwości aż tak osobistycznie. Jesteś tu mile widzianym gościem. Nadwrażliwie odebrałaś słowa tutejszych bywalców.
OdpowiedzUsuńPuk, puk!
OdpowiedzUsuńTo nie ja pukałem, tylko chyba jakiś ksiądz mi puknął na odpuszczenie grzechów
OdpowiedzUsuńCaddicusie, dziękuję :) Postanawiam poprawę itd... :)
OdpowiedzUsuńCzy tu się można wyspowiadać?
OdpowiedzUsuńTak, Charmee, mów dziecko, słuchamy
OdpowiedzUsuńZacznij od słów: i on mnie wtedy pocałował, a ja jego też. Ten przydługi wstęp pomiń.
OdpowiedzUsuń:):) ale pokuty to się boję, liczę na miłosierdzie:)
OdpowiedzUsuńWielebny WG, czy przyjmie Wielebny mą rękę nieśmiało wyciągniętą do zgody...:)
OdpowiedzUsuńOczywiście D*** ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że chcesz tu, u Caddicusa bywać, bo warto.
I on mnie wtedy pocałował, a ja jego też...I zamiast się zaczerwienić, wycofać, zniesmaczyć, zakiełkowała we mnie nadzieja na ciąg dalszy, na jeszcze i jeszcze... Niczym jej nie mogłam ugasić, nadal nie mogę. Stąd moje pytanie. Czy jest jeszcze dla mnie nadzieja? I czy pokuta może być jakaś przyjemna?
OdpowiedzUsuńWiem, zaglądam tu już od dłuższego czasu, tylko byłam, jak to określił Caddi, cichym czytelnikiem ( a raczej: cichą czytelniczką :) )
OdpowiedzUsuńA Chermee jest po prostu niesamowita!
OdpowiedzUsuńCudne, pamiętam te czasy i tak było jako żywo.
OdpowiedzUsuńNo i już się zrobiło milej. Działa magia święta... Trzech Króli, a Wuguś ujawnił swe prawdziwe powołanie: spowiada i rozgrzesza. Ciekawe kto pomaga zapełniać kuferek z przewinami?
OdpowiedzUsuńPS. Wugusiu!!! Czy to od innych muszę dowiadywać się o prowadzonej przez Ciebie uroczej knajpce?
http://blogpartyzancki.pl/ (wpis z 2 stycznia)
emko, to geograficznie Twoje rewiry. Może i samego Józefa C.spotkałaś, gdzieś na korytarzach uczelni:)
OdpowiedzUsuńCaddi, no co ja poradzę, że redakcja radiowej "trójki" lubi u mnie bywać ;)))
OdpowiedzUsuńCaddi :)) Przypomniałeś mi pewne zdarzenie, gdy pekaesem wywieziono mnie "w teren", gdzie miałem czytać swe poezyje. Wchodzę do środka, a tam sala po brzegi wypełniona krasnoludkami, tak w wieku wczesno szkolnym, a nawet przedszkolnym... Ja, prawie egzystencjalista, miałem im czytać swoje dywagacje z pogranicza życia i śmierci!!!?? :))
OdpowiedzUsuńNa szczęście woziłem wtedy ze sobą gitarę. Okazało się, że znają ogniskowe piosenki. Myślę, że miło spędziliśmy czas śpiewając... Ja na pewno! :)))
Mam pytanie. Czy wszyscy zauważyli i zakonotowali, iż jestem niesamowita? Niesamowita, wyspowiadana, rozgrzeszona...
OdpowiedzUsuńWłaśnie, Wuguś. Czy my się musimy od Caddiego, a Caddi od innych dowiadywać? A tak miło tam...
Charme, jeszcze tylko dwa tysiące zdrowasiek, i będziesz mogła się cieszyć...;))
OdpowiedzUsuńKacio za mnie zmówi. On się lubi modlić :P
OdpowiedzUsuńEch, przypomniał mi się jeden z moich wieczorów autorskich. Bo ja też tak bardziej kameralnie piszę i zostałem wzięty z zaskoczenia. Po spotkaniu w Baranowie Sandomierski podleciał jakiś "działacz kultury" żeby jeszcze do nich na wieś zawitać. Miało być małe spotkanie, które na miejscu okazało się amfiteatralną salą lokalnego Domu Kultury. Światło w oczy. Za światłem młodzi ludzie, którzy by chętnie zobaczyli kapelę w stylu Dżem... Opatrzność czuwała, że kumpel miał gitarę, a Wiewiórka wtedy niezły wokal ;)
OdpowiedzUsuńPośpiewaliśmy Stachurę...
OdpowiedzUsuńJak ja Wam zawiszczam i zazdraszczam, że umiecie grać i śpiewać, ja tylko znam nuty :(
OdpowiedzUsuńJa nie potrafię tańczyć, śpiewać, grać. I nut też nie znam, więc spoko :)
OdpowiedzUsuńOch Charmee, od razu wiedziałam, że jesteś mi bliska :) ( i też skorpionka) :)
OdpowiedzUsuńKurdę, Wugi, no zobacz. Jak to plotą się ludzi losy podobnie, choć gdzie indziej. Wzruszyłeś mnie ponownie :)
OdpowiedzUsuńKto to jest D*** i skąd ona wie różne takie? :>
OdpowiedzUsuńI czy miałyśmy kiedyś przyjemność bądź nieprzyjemność gdzie indziej?
Charmee, prowadzisz bloga to poczytałam sobie, przepraszam, że bez pytania. A w googlach wygooglałam notkę Angie dla Ciebie na urodziny. Nie, żebym Cie śledziła, tylko wiesz, jeśli powyżej miałam okazać skruchę, to chciałam się przekonać, czy mój głos nie będzie głosem wołającego... I pozaglądałam też na inne blogi TWA. Pragnę przy okazji oznajmić Katonowi,że rzeczywiście Wasze wpisy pobudzają mnie intelektualnie oraz rozwijają.Niestety ze zrzuceniem zbędnych kilogramów nie trafił, gdyż urodziłam się chuda, drobna i tak mi zostało:) Co do zmarszczek zaś, to nie przyjmuję ich nerwowo, gdyż " w zmarszczkach rozum mieszka" :) że powtórzę za XBW.
OdpowiedzUsuńJestem znajomą Caddicusa i on wie, kim jestem.
Nie należy się mnie obawiać, bo ja nie jestem szkodliwa. Czasem tylko się odzywam zupełnie niepotrzebnie.
Przepraszam,że pozwoliłam sobie na takie spoufalenie wobec Ciebie.
Eeeee, ja tylko chciałam wiedzieć, nie masz za co przepraszać, no weź... A spoufalanie nie jest mi niemiłe ani odstręczające. Zaś mój blog jest otwarty i można go sobie czytać do woli, od początku, od końca, na wyrywki, albo wcale.
OdpowiedzUsuńNo i jak tu Cię nie lubić ? No powiedz sama. To jest awykonalne :)
OdpowiedzUsuńAleż zapewnim Cię, że to jest jak najbardziej wykonalne i ze widzę wiele łyżek z wodą, w których by mnie z chęcią utopiono :)))
OdpowiedzUsuńTo chyba jakieś pały dębowe, że się tak brzydko wyrażę, z tymi łyżkami latają.Widzę jednak, że jesteście tu bardzo solidarni i nie musisz się niczego obawiać i to takie budujące wiedzieć, że ludzie potrafią nie tylko ranić ale i kochać.Ten Caddi to ma szczęście, że Was ma, a ja byłam niesprawiedliwa, oceniając Was jako grzecznych, taktownych, ale zimnych.I za to też przepraszam.
OdpowiedzUsuńI przed " ale" powinien być oczywiście przecinek :)
OdpowiedzUsuńD***, dziękuję, że pod moja nieobecność pilnowałaś bloga i zaprzyjaźniłaś się z częścią TWA. Mnie niestety wezwały obowiązki, czyli tête-à-tête z Morfeuszem. Pora roku taka, że mam wrażenie, iż w poprzednim wcieleniu byłem misiem brunatnym.
OdpowiedzUsuńMax, Wugi już teraz wszem wiadomym jest kto będzie odpowiadał za oprawę słowno-muzyczną w czasie wakacyjnego zlotu TWA:)
Charmee , to... jesteś skorpionica niczym moja Koleżanka Małżonka. Strach się bać!
Spóźniłam się, a tu taki temat, że aż łezka w oku się szkli. Bardzo dobrze pamiętam te czasy, choć opisane układy i powiązania miałam okazję śledzić w podobnej miejscowości w Małopolsce. Sekretarze PZPR w gminach byli tymi, którzy namaszczali tych, którzy z nimi byli w układach. Byłam młoda (ehhh), ale pośledniego stanowiska w gminie wszystko mogłam obserwować.
OdpowiedzUsuńOpisana scenka przekomiczna ale faktem jest, że bez słowa na "ch" nie dało się stosownie wyrazić właściwej oceny sytuacji społeczno-politycznej w... gminnej sitwie.
Ps. Pozdrawiam D***, która, jak widzę odnalazła się w TWA:)
Dobra, to ja zapytam wprost. Czy ja jestem tępa? Że nie zauważyłam, iż D*** to Stokrotka? Czy D*** to nie jest Stokrotka, a mnie zmyliła literka. Że M jak Miłość, a D jak Dorota?
OdpowiedzUsuńWitaj HerbaTee /fajny nick, tak swoją drogą/... A tak żeśmy wczoraj się poznawałały, trochę jak dwa jeże...
Każdy ma jakieś swoje wspomnienia z czasów minionych, jeśli tylko odpowiednio wcześnie się urodził. Bez podtekstów, HerbaTee:)
OdpowiedzUsuńA tak przy okazji, ale w związku z porą obiadową muszę się pochwalić, że wczoraj na blogu Ziemianina trafiłem na rewelacyjny przepis na Ślimaczki. Dziś upitrasiłem zgodnie z rozpiską, wszystko dojrzewa w garncu, przenika się zapachami i smakami. Za dwie godziny będzie: podano do stołu:)
Charmee, nie wiem czy Stokrotka jest tożsama z D***:)
OdpowiedzUsuńEj, te ślimaki to może być rewelka! Wyglądają dużo bardziej apetycznie niż małże
OdpowiedzUsuńWugusiu, sprawdzone już organoleptycznie. R e w e l a c j a!!!
OdpowiedzUsuńŚlimaczki ślimaczkami, znane i smaczne, ale notka Caddicusa pierwyj sort!
OdpowiedzUsuńUbawiłam się!
:)))
No ja nie wiem co to za tajemniczy przepis, ale faktem jest, że po jego spróbowaniu zatrzęsła się w Wielkopolsce ziemia
OdpowiedzUsuńBo my w Pyrlandii mamy różne dziwne i zaskakujące obyczaje. Jedne pamiętające czasy Edwarda, gdy nie tylko goździkami obdarowywano niewiasty (vide: powyższy wpis), drugie współczesne polegające na pitraszeniu wielkopolskiej wersji ślimaków. Ot i co!
OdpowiedzUsuńNie tylko goździki, ale i rajstopy , a my raz nawet dostałyśmy...podpaski...
OdpowiedzUsuńDzień dobry, witam w ten dżdżysty poranek.
Witaj D*** wieczorem, nie rankiem, ale też pada cudnie...
OdpowiedzUsuńMoże teraz się uda?...
OdpowiedzUsuńŚwietny felieton, Caddi!
KatoNie, udało się:-)
OdpowiedzUsuńA co do tekstu to, jak sam widzisz, z wiekiem pamięć niczym wulkan wyrzuca różne wspomnienia.
A gówno prawda! W kupie siła! Kupy nikt nie rusza, tylko czasem się wykrusza... ;)
OdpowiedzUsuńAkliklaczku, a cio tio, prawda Ci się objawiła jak Matka Boska wychodząca z zakrystii o trzeciej nad ranem?
OdpowiedzUsuńNie, jak Szatan wychodzący z monopolowego, też o trzeciej nad ranem.
OdpowiedzUsuńSzef tych lokalnych struktur PZPR to prawie jak Mate Bukara z Przedstawienia Hamleta we wsi Głucha Dolna, no poprostu urodził się mądry i swoje wie... tak kiedyś było :)
OdpowiedzUsuń