- Nie mam już do ciebie cierpliwości - oznajmiła Hela, gdy Marian po raz drugi w tygodniu wrócił w stanie wskazującym na spożycie.
- Ale o co się rozchodzi - zapytał spowolnionym i lekko bełkotliwym głosem.
- Wiesz? - rzuciła - rozchodzi to się dupa krowie! A mnie chodzi o to, byś nie wracał pijany.
- Nie przesadzaj - skontrował Marian i machnął ręką - są sytuacje, że człowiek musi się napić.
- Jak znam życie, to oprócz twoich kumpli, były także koleżanki...
- Oooo! Poszły konie po betonie - powiedział Marian - Już się nakręciłaś.
Hela złożyła ręce, jak do modlitwy i zaczęła mówić:
- Panie Boże, daj mi dużo cierpliwości, bym mogła znieść jego impertynencje i zachowania...
- Hela! A od kiedy to stałaś się modląca i wierząca?
- Nie wierzę, ale pomodlić się nie zaszkodzi.
- To módl się dalej. Chętnie posłucham.
Spojrzała lodowato i kontynuowała.
- Daj mi Boże mądrość, bym mogła czasami go zrozumieć i dużo miłości, bym mogła mu wybaczyć.
- Pięknie, moja droga - powiedział i zaczął klaskać. - Proszę o więcej.
- Sam tego chciałeś - syknęła. - I nie proszę cię Boże o siłę, bo bym go chyba... zajebała.
_____________
*Teresa z Avila
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz