W starożytnej łacinie funkcjonowało przepiękne słowo pontifex. Oznacza ono ni mnie ni więcej tylko mistrza, który potrafi budować mosty i łączyć oddzielone rzeką brzegi. W łacinie kościelnej w średniowieczu jednym z tytułów papieży był pontifex maximus – oznaczający najwyższego kapłana, czyli tego, który łączy ludzi w jednej owczarni. Z tym praktycznym łączeniem bywało różnie, ale idea i metafora budowniczego mostów jest przepiękna i z gruntu słuszna. Szkoda, że nie zawsze ujawnia się w praktycznym wymiarze.
Od ponad 30 lat mieszkam i żyję w Koninie, 100 tys. miejscowości w Wielkopolsce. Przez ćwierć Konin był jednym z 49 województw, dziś prowincjonalne miasto powiatowe. Konin ma te przypadłość, że w czasach powojennych stał się miastem leżącym po dwóch brzegach rzeki Warta, wcześniej całość 10 tys. miasteczka mieściła się na lewym brzegu i most w kierunku stacji PKP i na północ Polski nie odgrywał aż tak wielkiej roli. Dziś jedna przeprawa stanowi problem i w razie jakiejkolwiek kolizji na mości stają kilkukilometrowe korki.
W kampanii wyborczej w 2002 roku most stał się motywem przewodnim kandydatów na prezydenta miasta. Problem mostu był podnoszony już wcześniej, ale teraz nabrał realnego a nie tylko studyjnego charakteru. Chwalić Pana Boga most ma być oddany do użytku 15 grudnia tego roku…
Powinna być radość i feta wszystkich koninian, ale… Starożytna maksyma i metafora mostu, który łączy rozdzielone została obalona w Koninie. Oddanie mostu ma mieć charakter bardzo uroczysty. Prezydent miasta wystosował zaproszenia na uroczystość do premiera, marszałka województwa i wielu innych ważnych osobistości. Zapomniał o jednym, że nie byłby w stanie niczego zdziałać, gdyby nie miał wsparcia rady miasta. Zapomniał o tym, by współgospodarzem i współzapraszającym był przewodniczący rady. Fochy po obydwu stronach tego ambicjonalnego sporu pokazują jak w soczewce, że most bardzo biegnie nie w poprzek rzeki, ale wzdłuż podziałów politycznych. Gdy zwrócono uwagę prezydentowi, że powinien inaczej postąpić, ten idzie w zaparte i jak dobrze pójdzie to poza nim samym i jego kolegami z SLD nie pojawi się nikt, kto nadałby szczególną rangę temu wydarzeniu.
Most zostanie i będzie pełnił swoją potrzebną funkcję jeszcze przez wiele lat po tym, jak przeminie pokolenie, które je zbudowało. Emocje związane z jego uroczystym oddaniem kiedyś zostaną zapomniane (i dobrze!!!) i być może dzięki temu uda się uratować przepiękną metaforę.
Szkoda, że prezydent nie zna tej przepięknej metafory… miał szansę stać się pontifexem. Ale jaki budowniczy (czytaj: mizerny!!!), taki praktyczny wymiar łączenia ludzi.


Metafora jest rzeczywiście ładna, ale słowo *łączyć w dzisiejszych czasach powoli zaczyna *zanikać...
OdpowiedzUsuńZastanawia mnie, czy nie powinna być dwukadencyjność na stanowisku prezydenta miasta, skoro jest takowa na stanowisku prezydenta kraju - w końcu uczestniczymy w wyborach bezpośrednich. Ile by to uprościło i eliminowało to wszystko, o czym mówi się w Koninie. Wieloletnie mianowanie i namaszczanie kolegów i kolesiów weszło prezydentowi w rutynę i nie potrafi zrozumieć, że "jego dobre czasy" ostatnich 12 lat już minęły. Konin potrzebuje nowego spojrzenia i nowej krwi, ale wyeliminować betonowe bereciki nadzwyczaj trudno.
OdpowiedzUsuńNo cóż, ryba się zawsze zaczyna psuć od głowy. Ci "wysoko postawieni" zawsze zniszczą to, z czym "ci na dole" świetnie dają sobie radę. A mogło być tak miło, przyjaźnie i sympatycznie...
OdpowiedzUsuń