Popełniwszy poprzedni wpis zdałem sobie sprawę z rzeczy naprawdę ważnych w życiu. Wyraziłem to odwołując się do Małego Księcia i Róży. Okazuje się bowiem, że pewien stan niedopowiedzenia pozwala każdemu znaleźć coś właściwego sobie. Taki jest właśnie wymiar tej przywołanej książeczki. Jak zapewne zauważyli nieliczni, acz najwierniejsi goście tego bloga, coraz rzadziej odnoszę się do bieżączki, z jaką można się zetknąć w publikatorach wszelakiej maści, czy blogach będących refleksem tego wszystkiego, co można nazwać sieczką.
Podróże kształcą? To prawda, ale podróże służbowe i te niepowtarzalne chwile o poranku to cudowny czas na refleksje i emocje... Z przykrością przenoszę się w codzienność i walkę o byt po godzinie ósmej, gdy dźwięk telefonu wyrywa mnie z objęć metafizyki. Ale zanim to nastąpi napotykam takie miejsca i widoki, jak poniżej, że zatrzymuję samochód na poboczu i przenoszę się w inny wymiar...


PS. To tyle tytułem powrotu do Was. Dziękuję za pamięć i wpisy przywołujące mnie z planety Małego Księcia :-)
6:00 - 6:10
OdpowiedzUsuństoję w tej głuszy
otwieram oczy za pomocą empetrójki
o szóstej tuż przed świtem
moja senność kurczy się
gdy zmarznięty mężczyzna leżący na chodniku
wyciąga rękę łapiąc pustkę
reprezentuje minimum na wykresie
podczas gdy pierwszy promień dnia wschodzi
nawet nie wie jak śmierdzi
dzieli nas zaledwie metr i ten wiatr
przeglądający porzucony magazyn
o czterech pierwszych manekinach
które dotarły do diamentowych wrót raju
świta i nikt nie chce tego dostrzec
obywatel rozpoczyna dzień snem o wygranej
kończy poceniem się i strachem przed snem
szkoli swoje dzieci skrupulatnie
jak się śmiać zappingiem
sponsorować przyszłość silnikiem
jeść szybko i skutecznie
szósta pięć
dzielą nas dwa kroki
chciałbym go zagadnąć
jednak mówimy innym językiem
całą noc spacerowałem
nieraz już robiłem to samo
w innych ubraniach tych samych
i bez nich kiedyś wierzyłem
że pewne oczy są latarnią na wybrzeżu utopii
mit przeznaczonego sprzężenia
ktoś przechodzi inny zostaje ktoś odchodzi
rejsy na wszystkie kierunki
i jeszcze jedna zjawa społeczności
ginie w szkielecie nowoczesnej budowli
teraz wiem lepiej
nie było łatwo
przeżyć wewnątrz tej przestrzeni
która obejmuje wszystkie skrajności
z prądem czy pod prąd
tysiące stóp pod szarobiałym niebem
szósta dziesięć
to co mnie łączy z tym człowiekiem
jest śmiertelność wstręt i litość
te trzy elementy z powodu których gapię się
na srebrne samoloty mknące po mroźnym niebie
czekając kiedy tramwaj ruszy z pętli
Christos Kargas
..i zamglony uśmiech od czytelniczki (;
Nie ucieknij nam kiedyś poza tę orbitę.
ps. skoro juz ta fraktalna tu wisi uparcie, to pod nią podczep link spod nicka; i tak poczta pantoflowa dociera nawet do mysiny zadolnej ((: To możesz zaś śmiało wyprosić, jako ambiwalentnie niemerytoryczne (;
OdpowiedzUsuńNie przykrywałeś kloszem......,nie mówiąc o nawadnianiu
OdpowiedzUsuńto masz..co masz :roll:
Mgielny odpływaczu.Nawiasem nówiąc zazdroczę Ci takich nagłościowych
miejsc.U mnie wrrr,hrrrrrrr,ględu ględu,smog i smoki 2-nożne.
Jedynie niebieżaczki mogą ocalić od soloposągowania :)
Cudne te opadnięte mgły. Pamiętam podobne widoki z czasów licelanych, kiedy rano bieglismy na autobus. Zostaje pod powiekami na całe życie - na szczęście :)
OdpowiedzUsuńNie wierzę w stwierdzenie, że " Popełniwszy poprzedni wpis zdałem sobie sprawę z rzeczy naprawdę ważnych w życiu" Zabrzmiało fałszywie Sadoqu.
OdpowiedzUsuńGdybyś zrozumiał przesłanie tej książeczki to byś był odpowiedzialny za to c co oswoiłeś, a Ty "olałeś" towarzystwo.
To nie kwestia wiary Sarno:), ale kwestia częstotliwości. Obieram twój przytyk, jako wyraz zniecierpliwienia i życzliwości.
OdpowiedzUsuńakurat ?........Sarna nie pisała o wierze,tylko zgrzebnym życiu.
OdpowiedzUsuńWszyscy popełniamy błędy,a nawet niektórzy przyjmują ktytykę z
"japońskiem" uklonem , dziekując za życzliwość :).
Gdzie Twój zapał polemisty i komentatora? ....przecież mgły juz opadły:)
Foto zanakomite.
Drogi Bzyku,
OdpowiedzUsuńTo nie kwestia utraty energii koniecznej do polemiki... to raczej jakaś mutatis mutandis metanoia:-)
Patrząc na te zdjęcia, aż czuję tą mglistą wilgoć i chłód poranka.
OdpowiedzUsuńSodoqu,metanoj sobie
OdpowiedzUsuńdo woli :),gratuluje....oby wielkość przeszła w jakości..a nieźle się zapowiada.
Nie bendis szukandus stosowientus łacinnus esencjale,bom nieboraczek taki sobie
kwintylian:).
jasne,lepiej być,przez duze B, niż mieć
A może pismo fotoobrazkowe?
No dobrze Sadoqu, mgły opadły i co teraz? :)
OdpowiedzUsuń??????????????????
OdpowiedzUsuńMETANOIA,ot co.
Okazuje się, że kadr, potrafi i opadające mgły zatrzymać w czasie.
OdpowiedzUsuńpzdr
Witam... piękne mgiełki, cóż.... jesień jest pora mgieł i zamazanych nastrojów. Jak u mnie dzisiaj... bo rano, bo poniedziałek, bo dzisiaj dyżur.... błeeeee bo słonecznik nie świeci... i tym ponurawym akcentem... Gosia
OdpowiedzUsuńSadoq, sporadycznie tak się u Ciebie zrobiło. Może jednak tak trzeba? Może tak jest lepiej? Bo to co naprawdę, jest tylko tam gdzie jest, a nie tam gdzie chcielibyśmy aby było?
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
t
Sadoqu- BUDZENIE!!!
OdpowiedzUsuńWitam zdrożonego Wędrowca... mam nadzieję, że otrząsnąwszy z sandałów pył dalekich dróg zasiądziesz w wygodnym fotelu przed sobą mając kolorowy album wspomnień... podróże, ach podróże... że kształcą? To też, ale przede wszystkim naznaczają nas kolorami, dźwiękami, zapachami... i już nigdy nie będziemy tacy, jak wówczas, gdy zamykaliśmy za sobą drzwi... w sercu czując jednocześnie i radość, i niepokój przed nieznanym... Mały Książę też wyruszył w podróż, z której wrócił taki sam, a przecież inny, bogatszy o kolorowy pył dalekich dróg. Jesienne serdeczności, mocno zaziębiona Gosia
OdpowiedzUsuńpatrze i oczom nie wierze...:) stesknilam sie za Twoim pisaniem!
OdpowiedzUsuńBalkanblues-Tain Bo
No właśnie. Cały sukces to 1. zabrać w służbową podróż porządny aparat, o czym notorycznie zapominam i 2. wstać o świcie, co chyba udaje się tylko w okolicy listopada, bo wstać wcześnie oznacza wcześnie pojść spać.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia, Sadoqu. To drugie, to chyba z jakimś filtrem specjalistycznym?
Pewien człowiek popełnił książkę. Inny popełnił kiedyś film. Teraz czytam, że został popełniony wpis na blogu. Czy ja mógłbym powiedzieć, że moja żona popełniła dziś bardzo smaczną zupę? Dziwnie to jakoś mi brzmi. Jakoś tak nie po naszemu. Nie po polsku. Nie chcę tu nikogo pouczać. Nie mam do tego uprawnień, ale jakoś tak dziwnie się składa, że jestem uczulony na pewne wyrażenia, a jednym z takich jest właśnie to wyżej używane. To tak nawiasem mówiąc.
OdpowiedzUsuńPopełnić zupę... to właściwie fajna byłaby metafora, gdyby ta zupa miała jakieś dodatkowe, ukryte znaczenie, np. byłaby to zupa ze sromotników...
OdpowiedzUsuńPopełnić można oczywiście przestępstwo lub zbrodnię, błąd lub faux pas, nadużycie lub grzech. Zatem coś, czego (w domyśle) potem się może żałować. Dlatego ironicznie mówi się o popełnieniu małżeństwa, w domyśle popełnieniu błędu.
Natomiast gdy autor mówi: popełniłem jakieś dzieło (film, artykuł, post) to chyba stara się z jakąś autoironią przekazać, że ma pewien dystans do tego co zrobił, że dopuszcza iż dzieło nie jest doskonałe, że może się nie spodobać i niejako (pewnie z jakąś fałszywą lub prawdziwą skromnością) uprzedza ewentulaną krytykę. I jest to pewnie (świadomy lub nie) zabieg, by nie zostać odebranym za zadufanego w sobie chwalipiętę.
Sadoqu- BUDZENIE-II !!!
OdpowiedzUsuńKiedy się wreszcie Sadoqu obudzisz, to zapraszam do mojego nowego locum, które znalazłem sobie w WordPressie:
OdpowiedzUsuńhttp://wizjalokalna.wordpress.com
(Miałem już lekko dość tej Wirtualnej Polski, do której się zapisałem na początku w całej swej naiwności i nieświadomości.)
Sadoqu- BUDZENIE!!!! Kiedy wreszcie te mgły ostatecznie opadną? Pozdrawiam- Barnaba
OdpowiedzUsuńStary Sadoq mocno śpi... My go nie zbudzimy, bo się go boimy... i tak dalej. A je się nie boję, niech S. będzie zły, niech mnie zje, ale niech się wreszcie obudzi nim wiosna nadejdzie...
OdpowiedzUsuńZdjęcia przepiękne.
OdpowiedzUsuńMetafizyczny temperament może z wiekiem wzrastać ;)
W sprawie S.-E. mam jednak pewne wątpliwości. Nie wiem, cy pisał o kobiecie, ale na pewno pisał o miłości. Książkę zadedykował przyjacielowi, a niedyskretna fama głosiła, że kobiety nie interesowały Antoine'a. Znaczy - interesowały go ...bezinteresownie. Może właśnie dlatego stać go było na rozgryzanie tych orzechów?