Marian i Hela są małżeństwem od czasu studiów, o czym niejednokrotnie wspominał Pan C. Na przestrzeni lat różnie się układały ich relacje, ale najczęściej było (i jest) tak, jak życzy sobie Hela. Owszem były i są okoliczności, gdy Marian jest górą. Są to jednak sporadyczne i wyjątkowe okazje.
Był piątkowy wieczór, obydwoje położyli się do łóżka, w powietrzu unosił się zapach świeżo wykąpanych ciał. Marian przysunął się do Heli i zaczął muskać ustami jej szyję i ramiona. Hela odwzajemniała pocałunki. Ich dłonie delikatnie i czule błądziły po wilgotnej skórze. Marian czuł, jak krew coraz żywiej krąży w ciele, a skronie pulsują intensywniej. Emocje osiągnęły wysokie napięcie, by nie powiedzieć... naprężenie. Marian już chciał przejść do kolejnego etapu namiętności, gdy Hela powiedziała:
– Dziś pragnę, byś mnie przytulił tylko... nic więcej.
– Ala jak to? – zaoponował zaskoczony Marian.
– Marian, ty i mężczyźni w ogóle nie znacie i nie uwzględniacie emocjonalnych potrzeb kobiet.
Marian zamarł i poczuł się, jakby grom z jasnego nieba strzelił. Wiedział, że z amorów już nici. Pomyślał nawet, że dobrze byłoby rozchodzić powstałe napięcie, ale koniec końców zasnął niespełniony.
Kilka dni później Hela wyciągnęła Mariana na wycieczkę po galeriach handlowych. Wybierali się na jakieś przyjecie i postanowiła sprawić sobie jakieś wdzianko. W jednym z salonów dostrzegła coś, co mogłoby pasować na nią. W sumie były trzy sukienki i nie była zdecydowana, w której chciałaby pokazać się najbardziej.
– Weź wszystkie – powiedział Marian.
Oczy Heli rozbłysły, a na twarzy pojawił się promienny uśmiech. Jej wzrok padł też na buty, które pasowały do wybranych sukienek. Bagatela, kosztowały sześćset złotych! Marian stał obok i uśmiechał się przyzwalająco.
– Nie krępuj się – powiedział – chyba nie przepuścisz takiej okazji.
Twarz Heli zmieniła się nie do poznania, a oczy były zamglone, jak w fazie plateau. Radosna i szczęśliwa, że niebawem będzie posiadaczką wybranych rzeczy, podała je ekspedientce, by ta przygotowała rachunek.
– To teraz może pójdziesz i zapłacisz, kochanie? – zwróciła się do Mariana.
Ten odwrócił się ku Heli, rozchylił szeroko ramiona i z uśmiechem powiedział:
– Teraz to pragnę tylko się przytulić... nic więcej.
– Jak to? – zapytała zdezorientowana Hela.
– Hela, ty i kobiety w ogóle nie uwzględniacie możliwości finansowych mężczyzn.

Pyszne!
OdpowiedzUsuńCaddicusie, a gdyby tak odwrócić kolejność opisanych zdarzeń. Uważam, że byłoby nie mniej śmiesznie:-)
OdpowiedzUsuńPS. Podziwiam wenę i pomysły na cykl o Heli i Marianie. Mam wrażenie, że wiele osób może się utożsamiać z opisywanymi przez Ciebie sytuacjami.
Nio, gdybym był Helą to pewnie by mnie na dłuższy czas rozbolała głowa
OdpowiedzUsuńHahahahahaha! Caddi, albo jesteś samobójcą, albo twoja Hela posiada kolosalne poczucie humoru. Albo dwa w jednym, a żyjesz tylko i wyłącznie dzięki przedmiotowemu poczuciu...
OdpowiedzUsuńRewelka!
OdpowiedzUsuńojj, ależ ten Marian pamiętliwy! Na pewno Hela dawno już zdążyła zapomnieć o " tamtej sprawie", a On nagle tutaj " wyskakuje" z takim czymś! hmmm..
OdpowiedzUsuń;)))
Normalka;) Raz na wozie, raz pod wozem..;)
OdpowiedzUsuńTrochę się dziwię, ze Heli nie zapaliło się ostrzegawcze światełko w głowie, gdy Marian przyzwalał na wszystkie jej zachcianki..
Pyszne:))
Zagranie okrutne i trochę ryzykowne. Może zaowocować bólem głowy Heli przy najbliższej próbie marianowych amorów :)
OdpowiedzUsuńJarku,
OdpowiedzUsuńWitaj w miejscu, gdzie relacje pomiędzy kobietą i mężczyzną znajdują stosowny opis. Jeśli seria Hela i Marian wydaje się pyszna zapraszam do częstszych odwiedzin.
HerbaTee,
Oczywiście, że można odwrócić kolejność, gdyz opisana sytuacja jest uniwersalna.
Wugusiu,
To się nazywa migrena:-)
Charmee,
przyznam, że przy życiu trzyma mnie dystans do siebie i poczucie humoru. W przeciwnym razie nie miałby kto prowadzić tego bloga.
Cane,
w istocie swej nie jest to śmieszne, ale... cóż mi pozostało.
Angie,
Marian nie ma aż takiej pamięci, jak Hela. Przypomnij sobie wpis o Heli i Marianie, jaki umieściłem przed rokiem: TRAMWAJ NA RAPAKA
Co zostało? A wszystko co tylko przyjdzie do głowy. ;)
UsuńHebius,
OdpowiedzUsuńchyba wiesz, co mówisz. Podobną opinię wyraził Wuguś:-)
Upsss... faktycznie. Jakoś przegapiłem.
UsuńGolden,
OdpowiedzUsuńHela zachowała się klasycznie, tak jak Marian w pierwszej scence. Poszła na całość:-)
Kiedyś, autentycznie wściekłą będąc, dyscyplinując Szczęście Moje wywaliłam stertę jego ciuchów na środek pokoju. Szczęście odpłaciło tym samym. Złość i oburzenie, które mną miotały to za łagodne określenia. Ela Klucznica, obserwator i powiernik naszych poczynań skręcała się ze śmiechu. jaki z tego morał?
OdpowiedzUsuńkurde, ja to mam sklerozę jednak;) nie mniej opowiadanie Twe Waść fantastico:)
OdpowiedzUsuńi vice versa;)
Caddi.... :)
OdpowiedzUsuńPozostawię bez komentarza, gdyż nie wiem, co powiedzieć :):)
"A kiedy czegoś nie wiem- milczę."
Znam podobny przypadek "na zachowania" :)... kolega w nerwach rzucił o "płytkową" podłogę szklankę z duraleksu a ona podskoczyła do góry i wpadła do niklowanego zlewu i nie potłukła się... na to jego żona w spokoju wyjęła 12 dużych talerzy i delikatnie jemu podając powiedziała:
OdpowiedzUsuń-chcesz to stłucz jeszcze i te talerze... i w tym momencie... delikatnego stawiania talerzy... stłukły się trzy talerze.
Szklanka mocno rzucona nie stłukła się a talerze delikatnie stawiane... stłukły się.
Trzeba bardzo uważać co się robi... bo nie zbadane są wyroki boskie... raz się jest na wozie a raz pod wozem:))))
Emko,
OdpowiedzUsuńTwa porywczość i rewanż Szczęścia twojego nadają się na dłuższy wpis. Może pokusisz się u siebie popełnić opowiastkę o tym zdarzeniu dodając jej nieco kolorów, a zdystansowanego uśmiechu?:-)
Dablju,
:-)
DeGwiazdko,
Mowa srebrem, amilczenie złotem?
Mmrr,
Taaak, trzeba bardzo uważać:-)
Heh Marian, a tyle razy rozmawialiśmy, że warto przejść na islam. Chociaż - z drugiej strony - nie jest wykluczone, że w polskich realiach nagle cztery żony naraz rozboli głowa. Nasze kobity potrafią przelicytować nawet to, co nawet Mahometowi się nie śniło.
OdpowiedzUsuńMoże się pokuszę!
OdpowiedzUsuńprawidłowo! to sie nazywa facet z .... charakterem ;)))))))
OdpowiedzUsuńcaddi, ale panią za tą szybką, to mogłeś dać troszkę bardziej rubensowskich kształtów, a nie taką naleśniczkę. ;) gdzie ty takie kobiety widzisz, chyba na wybiegu u dolcze end gabany ;))) hie hie
pozdrawiam
oj, oj, oj... emocjonalne potrzeby kobiet to swego rodzaju studnia bez dna. Łatwiej byłoby samcom rozumieć kobiece potrzeby, gdyby istniała możliwość ich kodyfikacji. Takiej opcji jednak nie ma z uwagi na nieskończoną zmienność tychże potrzeb. Coś, co dzisiaj jest przedstawiane jako absolutnie uniwersalna potrzeba związana z kobiecą emocjonalnością, jutro już traci na znaczeniu.
OdpowiedzUsuńwszystko to jednak blednie wobec pułapki, w którą mężczyźni wpadają zaskakująco często: słuchając kobiety (o ile to czynią, rzecz jasna) starają się zapamiętywać znaczenie słów, a później miewają głupi i ogólnie zbędny zwyczaj szukania korelacji pomiędzy ustnymi informacjami o potrzebach kobiecych a działaniami kobiet. Brak korelacji - dostrzegany oczywiście tylko przez szczególnie złośliwych samców - jeśli podniesiony do rangi problemu, skutkuje oczywiście poważnym urażeniem kobiecej sfery emocjonalnej. Ale tacy samcy to rzadkość, na szczęście... ;-)
Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
OdpowiedzUsuńgdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość
[Jan Twardowski: " Sprawiedliowość"]
To tak na marginesie różnic między nami. Dzien dobry:)
Podobną sytuację też świetnie obrazuje Z.Zamachowski w swej interpretacji piosenki niejakiego Piotra Bukartyka (znany z radiowej Trójki ) ze słowami refrenu : "Kobiety jak te KWIATY...kto żonaty ten wie...powąchać TAK, dotykać NIE "...itd.
OdpowiedzUsuńPowołując się na powyższe wykonanie i treść piosenki, nie ujmuję absolutnie niczego AUTOROWI czytanej właśnie opowieści - pikantnej, ale ze smakiem, dowcipnie i z POINTĄ ;))
Żona leży już w łóżku, mąż powolutku wsuwa się pod kołdrę i mówi szeptem:
OdpowiedzUsuń- Kochanie...Nie mam majtek..;)
- Oj, dobrze.. Jutro ci wypiorę!
Wugusiu,
OdpowiedzUsuńTeż o tym myślałem, ale w głowie pojawiły się obawy podobne do Twoich:-)
Onibe,
Swoim komentarzem tylko udowadniasz po jak grząskim gruncie przyszło nam mężczyznom stąpać. Co krok to pułapka:-)
DeGwiazdko,
Twardowski na każda okazję.
Kwoko,
Zamachowski piosenką opowiedział to, co wszyscy wiedza i doswiadczają od zarania dziejów:-)
Golden,
Widocznie gość miał problem z... majtkami, albo z żoną, która słabo kojarzyła:-)
Szczerosrebrna Złotosypka,
OdpowiedzUsuńBardziej zwracałem uwagę na dyskretne ujęcie niż tuszę Heli. Szyba zaparowana, więc każdy może wyobraźni ukształtować wszystko tak, jak mu się podoba:-)
Mam nieodparte wrażenie że gospodarz tego blogu prowadzi go skrycie przed żoną. Wszystkie te historyjki są dość mocno fabularyzowane by nadać im pikanterii i polotu piszacego.
OdpowiedzUsuńCaddicus przypomina mi jako żywo Felicjana Dulskiego . Zapewne w wolnym czasie ,w największej tajemnicy , otwiera swój skarb ( blog ) by wpisać tam słowa które nigdy by nie wypowiedział przy żonie. To swoista zemsta za lata upokorzeń i dominacji.
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńNo i tu mnie masz. W rzeczy samej, jest tak, jak napisałaś/napisałeś.
W przyszłości będę zobowiązany, gdy włączając się do dyskusji nie będziesz używać logowania anonimowego dla Dulskich i innych tchórzliwych podszczypywaczy.
To pisałem ja...(podniesienie okularów) Mikosz...
OdpowiedzUsuńPo prostu zapomniałem się podpisać. Jednak w kazdej chwili możesz skojarzyć i ujawnić mój numer IP , jak to uczynił Twój kolega Katon.
Jeśli chodzi o tchórzostwo... no cóż każdy sądzi według siebie.Nauczyłes się Caddicusie pochwał i głaskania po głowie wszak - amicus stultorum similis efficietur- nieprawdaż?!
Mikosz
Mikoszu,
OdpowiedzUsuńTwoje oceny dotyczące mojej osoby są... niestety prawdziwe! Tak samo prawdziwe, jak kiedyś wyrażone przez Ciebie przekonanie, że należałem do PZPR. Przyznam, że jestem pod wrażeniem Twojej przenikliwości, a Twoja obecność w tych progach jest znacząca:-)
Amicus stultorum similis efficietur - tu wyłuszczasz powód, dla którego nie zamierzam z Tobą przestawać.
Bo my tu wszyscy na blogach "wzmacniamy nadwątlone poczucie własnej wartości i dodajemy sobie złudnego znaczenia", zwłaszcza gdy deprecjonujemy jednych,a chwalimy wyłącznie siebie. Autora cytowanego tekstu uprasza się o zapoznanie z zasadami interpunkcji.:)
OdpowiedzUsuńDziekuję Caddi..Ty już tam wiesz za co:)
OdpowiedzUsuńa z innej beczki, że tak się wtrącę...bloga piszemy przede wszystkim dla siebie i niekoniecznie wszystko musi być zgodne z prawdą, bo nie ma takiej klauzuli.
Każdy tu pisze jak chce, kiedy chce i to co chce. Szufladki są faja sprawą w kredensie nie na łamach bloga, gdzie zasiada się wklepać tekst, którym chcemy się podzielić..i jeśli on między słowami czegoś uczy, czemuś dowodzi,coś pokazuje lub wywołuje emocje to właśnie dlatego fajnie się uczestniczy w jego życiu.
ja tam byłam w PCK, SKO, PKP, ZHP, PZU..i nie mówię o sobie żle bo się lubię, mimo iż uważam się za szaloną wariatke:) A jak ktoś nie wierzy i mnie nie zna, niech się nie martwi. Wszystkiego dowie się od ludzi, którzy nawet ze mną nie rozmawiali;p
DeGwiazdko,
OdpowiedzUsuńNo nie czepiaj się PT Autora. Szanujmy gości bez względu na to skąd przychodzą, choć patrzmy im na ręce (intencje):-)
Dablju,
Nadinterpretowałaś mój komentarz, ale miło, że rozwinęłaś wpis:-)
ZHP, SKO też były moim udziałem.
Dobrze, Caddi :) Przepraszam :) Więcej nie będę.... albo będę... :) Jeszcze nie wiem :)
OdpowiedzUsuńNadinterpretacja Caddi, to mój kolejny konik;)
OdpowiedzUsuńNajzwyczajniej w świecie zrobiło mi sie przykro że zabrakło tam tyle cudnych ludzi, ot co:)
DeGwiazdko,
OdpowiedzUsuńNie przepraszaj tylko... rób swoje. Wszak mój komentarz jest tylko osobistą reakcją na Twoje przecinki i takie tam:-)
Dablju,
OdpowiedzUsuńWidocznie moje słowa uświadomiły Ci to, co i tak nosiłaś w sobie. Ot, taki katalizator:-)
no nie inaczej Caddi, przecież wszyscy tu jesteśmy wzajemnym katalizatorem..;)
Usuńa patrz, znajdzie się taki, co nie lubi jak inni sa wobec siebie mili..
Uważasz, że w przecinkach mógłbyś być lepszy? ( Mądry wie, czego nie wie; a głupi nie wie, czego nie wie :) I tego drugiego właśnie miałam na myśli... )
OdpowiedzUsuńPrzecinki to moja zmora. Oddaję Ci palmę pierwszeństwa:-)
OdpowiedzUsuńo, moja też, widać to na każdym kroku..czasami się nawet potykam;)
UsuńDablju,
OdpowiedzUsuńZazdroszczą. Życie jest dość upierdliwe, więc nie ma powodu, by jeszcze tutaj szukać w wolnym czasie guza i nieprzyjemnych osób/nicków. Owszem spierać się ze sobą na argumenty to nawet fajnie i pobudzające zwoje mózgowe. Widocznie są jednak osobowości, których psychiczny konstrukt nie pozwala inaczej funkcjonować, jak w złośliwej i podszytej resentymentem opozycji do innych.
tak, to musi być ten jeden z grzechów głównych o których pisze ksiązke. paskudna sprawa;)ale w zasadzie jak sie taki przerywnik trafi, to też do refleksji skłania;)Spierać sie i pobudzać zwoje to fajna sprawa, natomiast kolega chyba żałuje że nie ma konfensjonału albo lampki prosto w twarz jak za czasów poprzedniego ustroju;)
UsuńZgadzam się z Wami i w ramach wzajemnego umilania sobie życia pomogę Wam w przecinkach :) Całkowicie bezinteresownie :):) Bo Was lubię :)
OdpowiedzUsuńNo to DeGwiazdko na początek przesuń znacząco w prawo przecinek na moim koncie
OdpowiedzUsuńWugusiu, nie uważasz, że to zbyt konkretna prośba?;-)
OdpowiedzUsuńMoże jednak kupisz los na loterii i pozwolisz Najwyższemu, by trafione były Twoje liczby?
Hmmm... skad ja to znam... c'est la vie!
OdpowiedzUsuńAż taka dobra w tych przecinkach to nie jestem :)
OdpowiedzUsuńWildrose, no właśnie:-)
OdpowiedzUsuńKoleżanka mojej dziewczyny znalazła sobie kiedyś takiego jednego chłopaka, dość bogatego. Wybrały się kiedyś razem na zakupy i koleżanka przyszła razem z chłopakiem. Powybierała sobie ciuchów, butów, kosmetyków na pół sklepu, a potem zostawiła go z tym przed kasą i poszła na kawę. Gdy moja dziewczyna się spytała, co ona robi, to odpowiedź była krótka - Jak kocha, to zapłaci. I chłopak zapłacił, a pół roku później się rozstali :-)
OdpowiedzUsuńAdamie,
OdpowiedzUsuńprzykład dość skrajny i smutny, ale jestem przekonany, że to margines kobiet.
Już tak jesteśmy skonstruowani, że pamięć przywołuje w pierwszej kolejności wydarzenia, które głęboko nas poruszyły. Podany przez Ciebie przykład właśnie taki jest. I dobrze, że go podajesz, bo wtedy uświadamiamy sobie, jakie mamy szczęście z nasza Helą.
Moja opowieść jest esencją wielu różnych zdarzeń i ma charakter żartobliwy, bo przecież wszyscy wiedzą, że Marian i Hela uwielbiają się i nie mogą bez siebie żyć, czego sobie i wszystkim innym Helom i Marianom życzę:-)
Caddicusie teraz ciebie musze przydusić do muru bo wysłałam na maila komentarz do ciebie a tu go nie widzę:(Dzis dopadłam na troche kompa i widze co tu sie dokładnie swięci:))Jak przeczytałam to nie żle sie uśmiałam:))No ma ten Marian no tu cisnie mi sie na usta tylko jedno niecenzuralne słowo:...:))))Ale o taka riposte dla swojej Heli nie podejrzewałabym go nigdy!!!BRAWO!:))Czytam tu o PZPR.Mój tato był w niej kupe lat i nie uwazam tego za wstyd.Każdy nalezy do tego do czego chce.ja 30 lat temu zapisałam sie do ZSMP celowo bo wysyłali na szkolenia:)))Przez to zwiedziłam prawie cała Polske!!i sie tego nie wstydze bo niby dlaczego?No właśnie na temat przecinków i pisowni.Mam dysgrafie i dysortografie.Powinnam poprawiac błedy piszac ale mi sie nie chce bo trwałoby to długo.PRZEPRASZAM za moje błedy szefa blogu.Inni nie musza przeciez czytac moich komentarzy:))))Wracając do poczatku.Caddicusie zobaczysz że przydusze cię do tego muru:))))))
OdpowiedzUsuńElu,
OdpowiedzUsuńNa maila żaden komentarz nie dotarł... teraz widzę, że jest w spamie. W tych okolicznościach nie będę już go umieszczać skoro drogą bezpośrednią dokonałaś komentarza.
Co do przynależności do PZPR to mimo propozycji nie należałem i śmieszą mnie - tu uwaga do jednego z komentatorów, który był łaskaw u siebie na blogu przypisywać mi różne dziwne rzeczy w tym przynależność do nieboszczki Partii - próby oceniania innych wyłącznie poprzez taki pryzmat. Nie należałem, nie chciałem, było trudniej w życiu, ale taki mój wybór.
A Marian, cóż... wiele zaryzykował. On sam siebie nie podejrzewał o taką słodką zemstę, ale jak to mówią ten się śmieje, kto się ostatni śmieje. Pan C. nie omieszka donieść o kolejnych przypadkach przesympatycznej pary:-)))
Dysortograficy mają ulgę u DeGwiazdki, ale nie zwalnia ich to ze starań:-)
Jak się nie spieszę to się staram ale jak mam kompa na chwilę wtedy nie ma czasu na poprawę.:)))a już myślałam że i mail wysyłany do ciebie z komórki poszedł na księżyc.Od poniedziałku znowu tylko komórka.to jest bardzo uciążliwe :(A tak na marginesie to az dziw bierze ze Marian nie wstał wtedy żeby to rozchodzić:))
UsuńEla,
OdpowiedzUsuńWidocznie wystarczyło, że próbując zasnąć leżał wyłącznie na jednym z dwóch boków i plechach. A może... już wtedy zaczął obmyślać sprawę zakupów i dolegliwość ustąpiła:-)
Dolegliwość to ustąpiła na moje oko szybko ale nerw został aż do owych zakupów:))
UsuńWitajcie :) Myję okna, umyć komuś? :) Hurtem taniej. :)
OdpowiedzUsuńDeGwiazdko,
OdpowiedzUsuńSuper, mam dwanaście. Zapraszam.
Ja mam ich 11 i to niemałych!Piwnicy nie liczę bo tam czyszczę kona raz do roku:)))
UsuńDeGwiazdko ja tez podnoszę rękę jako oznakę chęci skorzystania z twojej dobrej formy ...No jak twoich ci małoooo
No to DeGwiazdka ma przechlapane. Ciekaw jestem jej reakcji i zapału, gdy zgłosi się reszta towarzystwa.
UsuńJa mam czternaście, to może u mnie zacznij, żebyś nie była wyczerpana ;)
UsuńŻartowałem! Już są wiosennie umyte.
Zlać skórę obydwojgu!
OdpowiedzUsuńWzajemna współpraca się opłaca ;).
Kadarko,
OdpowiedzUsuńHela i Marian radzą sobie od ponad trzydziestu lat, więc i tym razem wszystko szybko wróci do ustalonych kolein. Pan C. to zaświadcza, jako świadek i komentator różnych wydarzeń związanych z ich pożyciem:-)
Hela mi coraz bardziej imponuje. Szalenie imponuje.
OdpowiedzUsuńCo zaś do PZPR - byłem tylko kandydatem. Ostatecznie Polski Związek Piłki Ręcznej zrezygnował z moich zdolności...
Kacio,
OdpowiedzUsuńW liceum należałem do HSPS*, ale tylko dlatego, że wychowawcą był członek (tfu!) egzekutywy w Komitecie Wojewódzkim PZPR i cała klasa bez wyjątku musiała należeć.
*Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej - nazwa ZHP w końcówce rządów Edwarda Gierka.
A ja to mam życiowego pecha, co się przymierzałem do czegoś zapisać to okazywało się to awykonalne. Zazwyczaj następował splot nieprzewidzianych zbiegów okoliczności, zdarzeń które normalnie się nie zdarzają i sru, zupełnie jak w filmie Oszukać Przeznaczenie czy jakoś tak. Weźmy na ten przykład ZHP. Już miałem zostać zuchem, mama mi śliczny mundurek zakupiła, pas prawdziwy, chustę niebieską. I co? Kurza twarz okazało się, że wybuchła afera, przyłapano druha drużynowego jak pędził bimber w harcówce. Kiedy drużynę po roku reaktywowano to okazało się, że z mundurka już wyrosłem, bluzy nie dopnę, a rękawy kończą się wysoko nad nadgarstkami. No to nijak się było w takim mundurku zapisywać
UsuńPamiętam, pamiętam - piaskowe mundurki i krawaty czerwonawe. Ja w szkole należałem tylko do SKO. W sumie już od przedszkola byłem elementem antysocjalistycznym, taki mały zapluty karzełek reakcji. Wywrotowiec znaczy się.
OdpowiedzUsuń(Nocniki wywracałem w ramach walki z reżimem)
OdpowiedzUsuńKacio, od czegoś trzeba było zacząć:-)
OdpowiedzUsuńNo tak, zawsze jest ten indywidualny, pierwszy krok przy obalaniu ustroju. :)
OdpowiedzUsuńButy i sukienki kupuję sobie sama. Ważne, żeby było się do kogo poprzytulać :)
OdpowiedzUsuńGuard,
OdpowiedzUsuńMy tu z Katonem o ustroju, komunie, a Ty o czułościach i romantycznościach:-)
Oj ja przepraszam bardzo, naprawdę. Ale wiosna przecie.... :)
OdpowiedzUsuńKurtka w dętkę, zapomniałem!!! Zatem pora dać pierwszeństwo wiośnie:-)
OdpowiedzUsuńCaddi, ja wobec tego zamawiam tekst u Ciebie blogowy, bardzo wiosenny, czuły i romantyczny. O miłości! Poproszę na jutro, ewentualnie na pojutrze :)
OdpowiedzUsuń(trza kuć żelazo póki gorące)
Guard, z tym wpisem na zadany temat to umówmy się, że w ciągu tygodnia coś będzie.
OdpowiedzUsuńUWAGA! Polecam zakochanym i kochającym rewelacyjny wpis dla trwających w miłości od lat:
Kobieta i prawdziwy Mężczyzna.
Poświęćcie chwilę, a nie pożałujecie.
Marian! Jaki Ty jesteś złośliwy wobec Heleny... Tak nie można, kobiety są bardzo delikatne w tej materii. (nie powiem przecież, że zawzięte).
OdpowiedzUsuńNo w końcu wyczaiłem tutaj, ukryte w prawym górnym rogu miejsce z napisem: 'zaloguj się'... :)))
OdpowiedzUsuńNever,
OdpowiedzUsuńPodzielam Twoje zdanie. Już wcześniej zwróciłem uwagę Marianowi, że przesadził, że narusza prawa człowieka, że Konwecnja Genewska itp. Toż to grozi nie tylko zimną wojną, ale wojną termojądrową:-)
Nosił wilk razy kilka... ;-)))
OdpowiedzUsuńBardzo lubię czytać te Twoje opowieści
o Heli i marianie Caddi. Uśmiechy!!!
Dzień dobry:)
OdpowiedzUsuńPomyłam te okna, Wasze też :) Nie zauważyliście zmiany ?:):)Ależ jestem pracowita :) A jaka skromna :)
Viola,
OdpowiedzUsuńLubię pisać o Heli i Marianie, bo bardzo ich lubię. A lubię ich, bo w nich, jak soczewce, widzimy wszystkich Marianów i wszystkie Hele... Są taką pigułką informacji o nas samych:-)
Degwiazdko,
Dziś blask porannego słońca wpadającego przez zamknięte okno poraził mnie. Czyste szyby, jak nigdy:-)
Marian mojej koleżanki, będąc młodym mężem,zapragnął ugotowac obiad,. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że mięso mielone wypłukał... w durszlaku... :)
OdpowiedzUsuńOdważny mężczyzna. Nie boi się wyznań i lubi eksperymentować:-)
OdpowiedzUsuńJako że nie mam w zwyczaju czytać żadnych spisów treści, instrukcji obsługi i przepisów moje pierwsze wykonanie barszczu było niesmaczne w skutkach, ponieważ zapominając równocześnie chemicznego przysłowia "pamiętaj chemiku młody, wlewaj zawsze kwas do wody" ugotowałam najpierw barszcz, a pózniej wrzuciłam ziemniaki. Czas oczekiwania na zupę - pora kolacji;)
UsuńPodobno zemsta jest słodka...:)
OdpowiedzUsuńDobrze, Caddicusie, że znasz Mariana i Helę - przykro by było, gdyby z nadmiaru słodyczy któreś z nich miało poczuć gorycz...;)
Z przedszkola chłopców jakoś nie pamiętam, być może byłam przejęta rolą recytatora wierszy w każdym przedstawieniu..natomiast w 2 klasie podstawówki skrycie podkochiwałam się w swoim nauczycielu uczącym mnie gry na klarnecie. Dla małych drobnych dziewczynek nie polecam - ciężki instrument, ale z braku miejsc na inny, właśnie nań grałam jako dodatkowy do fortepianu. Chodziłam zawzięcie i dęłam śliniąc ustniki z miłości do Pana K.;)
OdpowiedzUsuńmobbing w czystej postaci
OdpowiedzUsuń