W poprzednim wpisie Pan C. opowiedział, jak to w dzieciństwie badał składowisko rodzinnych staroci. Ta pasja okazała się trwała i dziś w jego zbiorach znajduje się wiele przedmiotów, zdjęć, listów oraz kartek, które były świadkami rodzinnych historii. Pan C., gdy tylko dotyka tych skarbów odczuwa szczególne wibracje, które przenoszą go w czasie. Ulubionym słowem, którego używa na określenie związanych z tym stanów ducha i emocji jest... metafizyka.
Dablju odnosząc się do ubiegłowiecznych eksploracji Pana C. napisała:
(...) strych, piwnica, stare opuszczone domy, kryją w sobie ogromne pokłady tajemnicy. Ktoś tam był, mieszkał, pozostawił po sobie ślad.. Czesto można tam odnalezc słowa klucze które pozostawione na widokówkach, dokumentach, gazetach mówią o życiu właściciela.
W momencie przeczytania powyższej uwagi zapach strychu znów podrażnił nozdrza Pana C. Opuszki palców szukały bezwiednie pożółkłych kartek starych listów, a wzrok padł na znajdujący się na kredensie prezent ślubny dziadków.
(Wojciech Siwiński, List nr 3 do syna Franciszka, 25 września 1910 r.)
...Stefania 1910 roku wyszła za mąż za K/-/kiego Władzia, mówie Władzia, bo to był brat cioteczny, był już wdowcem, mieszkał w Ślesinie i prowadził wars[z]tat wyrobu bryczek i powozów, obecnie nie żyje, zmarł kilka lat temu, pochowany w Ślesinie, zostało 3 synów.
Pradziadek Pana C. wykosztował się nieco, bo w sumie wydał 340 rubli. Postawienie obory kosztowało wówczas 250 rubli. Kto miał córkę musiał się liczyć z wydatkami.
Pan C. ma jedną córkę, pradziadek miał cztery.
(Pamiętnik dla potomności - Fr. Siwiński 1963).
Pradziadek Pana C. wykosztował się nieco, bo w sumie wydał 340 rubli. Postawienie obory kosztowało wówczas 250 rubli. Kto miał córkę musiał się liczyć z wydatkami.
Pan C. ma jedną córkę, pradziadek miał cztery.
![]() |
| Prezent ślubny dziadków Pana C. (sierpień 1910) |
![]() |
Podpis producenta na odwrocie podłużnego talerzaТоварищество М. С. Кузнецова |


Zaniosłem ostatnio plik zdjęć do wywołania, bo te cyfrowe lubią bezpowrotnie znikać po kolejnych awariach sprzętu. Papier to jednak papier. Co do przedmiotów codziennego użytku to wolałbym aby raczej nie przetrwały, sama chińszczyzna, aż wstyd
OdpowiedzUsuńPamietam czasy kiedy moja Babuszka Katarzyna rodzona w Leningradzie, opowiadała ze specyficznym akcentem o strasznych czasach wojny i ogromnej miłości do mojego dziadka Tadeusza. Szyła mi wtedy ubrania na starej maszynie singer, którą zakopała za domem w czasie wojny, a którą ja mam teraz w pokoju. W trzydrzwiowej ogromnej szafie trzymała same skarby i wiano dla wnuków. Czarna torebka w stylu "retro" świetnie prezentuje sie do dziś:)
OdpowiedzUsuńA ja po Babci i Dziadku ze strony Ojca mam pierścionek. Właściwie to pierścień.Nie mówię i nie będę mówić dużo o nim; niech będzie tajemnicą jaki i skąd się wziął kiedyś , dawno, dawno temu .
OdpowiedzUsuńGdy Ojciec żenił się z Mamą, otrzymał ten pierścień dla "Pierworodnego dziecka, które się narodzi" ;))) W dniu mojego ślubu, Ojciec przekazał mi go. Nigdy nie nosiłam go, miałam chudziutkie paluszki, on był trochę za duży; bałam się, że zgubię.
Teraz noszę go i wierzę, że strzeże mnie ;)
Jeśli ktoś mieszka w bloku, nie ma szans, by mu się gdzieś składzik staroci zalągł, w którym by się takie skarby uchowały. Niestety.
OdpowiedzUsuńNie zgodzę się, mieszkałem jakiś czas w bloku i to właśnie z tamtego okresu mam najwięcej "pamiątek", w tym niezwykle cenne po moich pradziadkach, trochę zebranych po rodzinie no i zbieranych samemu podczas podróży. Po przeprowadzce do domku jednorodzinnego i mimo posiadania gigantycznego strychu, tych pamiątek, skarbów i zwykłych rupieci jest o wiele mniej. Nie mówiąc już o kiczowatych "suwenirach" z XXI wieku, ale tych w sumie i tak nie żałuję :-)
UsuńWugusiu, Dablju, Angie,
OdpowiedzUsuńprzedmioty, które mają historię/swoją legendę oddziałują na tych, którzy zostali obdarzeni wyostrzonym zmysłem postrzegania rzeczywistości.
Hebius,
nawet w bloku można uzbierać coś w pawlaczach i najmniej używanych półkach:-)
Ale to są jakieś drobiazgi. No i do pawlacza nie da się wejść, by w nim pobuszować :)
Usuńhmm... a ja moim przyszłym teściom dałem deskę drewnianą, orzechową, do chleba krojenia aby wyrazili zgodę na swej córki zamążpójście. Trochę się poodwracało wszystko, w tym dzisiejszym świecie ;-)
OdpowiedzUsuńBardzo ładny prezent otrzymali Dziadkowie pana C. w dniu ślubu.Ja nie mam córki, więc rodowe pamiątki oddam wnuczce, jeśli się takiej doczekam :)
OdpowiedzUsuńOnibe,
OdpowiedzUsuńUpadek obyczajów! Zniszczono wielowiekową tradycję:-)
DeGwiazdko,
OdpowiedzUsuńWszystko się zdarzyć może. czasami wystarczy tylko cierpliwie czekać.
A tak na poważnie (to także uwaga do Onibe) przedmioty mają swoja dusze i mówią. Napisze kiedyś, a może całkiem niedługo, o takim doświadczeniu, którego byłem świadkiem.
Caddi, co porobiłeś z wpisywaniem komentarzy, czemu jest tak jakoś dziwnie? :(
OdpowiedzUsuńJakie dziwnie? Czyżby komentarze się nie wpisywały, albo samoczynnie stawały się krytyczne?:-)
OdpowiedzUsuńCaddi... wróciłam, poczytam, napiszę... Uśmiechy!
OdpowiedzUsuńA teraz jest znów normalnie:) ,ale przez chwilę było inaczej :):)
OdpowiedzUsuńCaddicusie, poruszyłeś moją pamięć i wyobraźnię.
OdpowiedzUsuńCała historia mojej rodziny mogłaby posłużyć za dobry scenariusz sagi- kolosa.Niestety nie mogę ujawniać pewnych rzeczy; tajemnice przechodzą z pokolenia na pokolenie i są pilnie strzeżone;)
Mogę uchylić tylko rąbka tajemnicy: majątki zniszczyła zawierucha wojenna i powojenna.Niewiele udało się uratować.Dziadkowie niewiele dostali od swych rodziców, którzy spieniężyli wszystko co cenne, zacierając jednocześnie ślady arystokratycznego pochodzenia, by ratować życie swoich dzieci....najpierw podczas Rewolucji Październikowej, potem podczas II W. Św.
Mieszkałam w dużej willi, ale nigdy nic nie było ani na strychu, ani w piwnicach...
Ślady "zatarte" ;)
Angie,
OdpowiedzUsuńjest jeszcze coś co pozostaje... pamięć miejsc. Warto spisywać wszystko zanim odejdą ci, którzy sa depozytariuszami tych historii. Nie chodzi tu o upublicznienie, ale o zachowanie dla następnych pokoleń.
Mamy wszystko spisane. Jedna z moich sióstr jest historyczką.To Ona trzyma pieczę nad wszystkimi dokumentami i " śladami dawnych lat"
OdpowiedzUsuńKusi mnie, kusi jak diabli, aby napisać jedną z naszych historyjek rodzinnych.Jak to Prababcia plunęła oficerowi niemieckiemu w twarz. I przeżyła!
:))))
Może napiszę ;)
Rzeczy i miejsca im dłużej z ludźmi obcują, tym bardziej nasiąkają ich duszami.
OdpowiedzUsuńJa próbowałem odtworzyć drzewo swojej rodziny - doszedłem do piątek pokolenia wstecz, a potem wszystkie ślady się urywają, bo więcej nikt już nic nie pamięta. Od strony matki nawet ciężko znaleźć osobę, która by w ogóle wiedziała, gdzie się urodziła prababka, od strony ojca znowu brak jakichkolwiek danych o pradziadku (prócz nazwiska oczywiście:).
OdpowiedzUsuńAdamie,
OdpowiedzUsuńW poszukiwaniach genealogicznych punktem wyjścia jest pamięć żywych ludzi. Dalej już mając takie wskazówki nalezy szperac w archiwach. Jest wiele pomocnych portali, ale najwazniejsze akta metrykalne już w dużej części dostępne sa od ub. roku online. Dzięki temu już jestem w kilku odgałęzieniach przy ósmym pokoleniu. Nie kryję wymagało to sporej ilości czasu i odwiedziń w archiwach państwowych, diecezjalnych, czy parafialnych. Opłaciło się. Na serio zacząłem zajmować się tym siedme lat temu i w tej chwili w moim drzewie jest już 1200 rekordów (drzewo w głab i w szerz). Odnalazłem rodzinę w USA (tu pomocne płatne serwisy m.in. z dostępem do listy pasażerów docierających do wechdoniego wybrzeża Ameryki), Finandii (odezwala sie rodzinka, kotra szukała swych korzeni - mieli tylko książeczke wojskową z 1878 roku z imieniem i nazwiskiem i miejscem urodzenia pradziadka Karola. Finlandia była wowczas częścia Rosji i wielu Polaków po odbytej sluzbie wojskowej trwającej 5 lat tam pozostawało. Oj, można na ten temat pisać i pisać:-)
Ja takiego szczęścia nie mam, rodzina liczna, ale niestety tylko dwa pokolenia wstecz, a X lat temu nikt u mnie w rodzinie nie bawił sie w zapisywanie nazwisk i imion przodków. Dodatkowo najstarszych członków rodziny dotknął już problem słabej pamięci, a od babci, która wnuczków po imionach nie rozpoznaje trudno wymagać wspominania czasów jej młodości ;) Niby coś się tam na myheritage pojawia co jakiś czas, że ją połączenia z innymi drzewami, ale zazwyczaj dotyczą pokoleń współczesnych. Co do tych akt metrykalnych, o jakie dokładnie chodzi?
OdpowiedzUsuńZacznij od tego: http://szukajwarchiwach.pl/
OdpowiedzUsuńU mnie sa stosy korespondencji między cżlonkami rodziny obejmujace kilkadziesiat lat. Jest to niesmaowita kopalnia wiedzy, bo w listach pisalo się o rodzinie, o tym co się wydarzylo i gdzie. To znacznie ułatwia poszukiwania.
Z listami będzie trudno, wiele dokumentów spłonęło w pożarze, chyba że od strony rodziny matki coś się da zrobić :-) Tak przy okazji, jak wygląda taka wizyta w archiwum diecezjalnym/parafialnym? W łapkę trzeba dać?:)
UsuńZaskoczę Cię, Adamie, ale nic a nic. Dostęp do wszelkich archiwów jest darmowy. A życzliwość zaskakująca. Zdarzyło mi się dostać kawę i słodkee, gdy pracowałem w księgach:-0
Usuńha, nie czytając jeszcze powyższych wpisów, zgadnij Caddi o czym rozmawiałam dzisiaj z moją Mamą?
OdpowiedzUsuńDrzewo. Posadżmy drzewo..taką mam koncepcję!:)
A co się tyczy przedmiotów..kiedyś mysłałam o tym..uwielbiam stare rzeczy z duszą, ale ta dusza czasami nie jest mi bliska. To się bardzo specyficznie odczuwa, kiedy dotykam taki przedmiot mam dreszcze na rękach a moja wyobrażnia pokazuje mi dziwne obrazy z nim związane. Kiedy natomiast zobaczyłam ponad 100 letnie odrapane,niemieckie drewniane pianino które zamierzałam kupić, przytuliłam do niego swój policzek i słysząc cudne dzwięki które wygrywa popłynęły mi łzy..
Uwielbiam łazić po antykwariatach, sklepach ze starociami, pchlich targach. Marzy mi się biurko z początków XX wieku, solidne, drewniane. Dziś tylko się marzy, ale może kiedyś wymarzę.
OdpowiedzUsuńJa też chcę posadzić drzewo. Genealogiczne ;).
Dablju,
OdpowiedzUsuńW razie potrzeby służę pomocą i podpowiedzią jak zacząć?. Dla mnie było i jest fascynujące jest odbywać podróż do przeszłości:-)
Maurycy,
Wszystko przed Tobą. Masz dar tropienia okruchów, więc jeśli już się zdecydujesz na pewno ci się uda.
Witam cię Caddicusie:)
OdpowiedzUsuńJa mam sporo porcelany jeszcze po mojej babci,mamie i tęściowej.One przenosza mnie w inny jakis zaczarowany świat...Mam tez duże pudło moich pamiątek które maja dla mnie szczególną wartość.to nie tylko rzeczy to ludzie kryja się za tymi przedmiotami.dlatego pewnie tak ważne są dla mnie:)
Lubię takie opowieści:) Wędrówki do świata, który bezpowrotnie odszedł, ale żyje w listach, w wazach, maszynie do szycia, starych meblach.. Od urodzenia mieszkam w tym samym mieszkaniu, wyposażenie stanowi melanż przeszłości z tzw. nowoczesnością. W domowym archiwum są stare dokumenty, jeszcze z XIX wieku, które dotyczyły mojego dziadka, pisane po rosyjsku, bo dziadek urodził się pod zaborem rosyjskim. Pamiętam też, że była taka stara maszyna do szycia Singera, nozna oczywiscie, ale gdzie się podziała? sama nie wiem..
OdpowiedzUsuńZobaczcie, ile nam się różnych wspomnień nadarzyło...:)
I niech mi ktos powie, że korzenie nie są najważniejsze. Otóż są. I nie wolno ich podcinać. Ani nieumiejętnie nas przesadzać...
OdpowiedzUsuńPotrafisz wzruszyć, Caddi. Oj potrafisz.
Ja zacząłem Caddicusie dociekania genaologiczne i doszedłem tylko do roku 1848r/daty urodzin pradziadka/ i prawdopodobnego miejsca urodzenia pradziadka. I tyle tylko osiągnąłem. Dalej powinienem pojechać w Polskę i szukać w innych archiwach ale samemu mi się zbytnio nie chce.
OdpowiedzUsuńMam w swoim drzewie genaologicznym ok 120 osób :) Malutkie to drzewko w porównaniu do Twojego, no po prostu sadzonka :)
Elu,
OdpowiedzUsuńW atkim malym pudełeczku jest cały świat... świat naszej przeszłości i nasz fundament:-)
Golden,
Szczęśliwie mieszkasz w jednym miejscu. Jesteś strażnikiem... ups! strażniczką miejsca.
Charmee,
Moj ojcie mieszka od osiemdziesięciu dziewięciu lat w jednym domu. To się nazywa zapuścić korzenie:-)
Mmrr,
cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Dojdziesz do dużego i rozłożystego baobabu.
To nie takie małe pudełeczko Caddicusie:))ale to prawda w razie pożaru gnałabym do piwnicy właśnie po to pudło....
UsuńTo może podziel to wszystko na mniejsze puzderka, by łatwiej było wynieść rodzinne skarby.
UsuńPodejrzewam, że w obecnych czasach za niejedno wesele też oborę dałoby się postawić! ;) BBM
OdpowiedzUsuńNie ,, podejrzewaj" , ,, przypuszaczaj" :):)
OdpowiedzUsuńBBM,
OdpowiedzUsuńprzypuszczenie słuszne, ale tylko w przypadku bardzo nielicznych wesel:-)
Na marginesie tematu: Maszyną do szycia dawnego typu wywołałem wspomnienie. Kiedy byłem bardzo młody oraz jeszcze bardziej niż dziś głupiutki, w mieście K. miałem kumpla- Wieśka Ślubowskiego. Mieszkał ładnie, na Kościuszki. W domu była maszyna, taka z pedałem. Ubzduraliśmy sobie, że jeśli do koła zamachowego dorobimy śmigło i będziemu dzielnie pedałować, to może polecimy w przestworza. Nie polecieliśmy, ale... pamiętam. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBarnabo,
OdpowiedzUsuńUlica jest do dzisiaj, ale czy maszyna do szycia, która miała stać się samolotem, oparła się upływowi czasu tego nie wiem:-)