21 grudnia 2012 miał nastąpić koniec świata. Tak w każdym razie interpretowano wyczerpanie się dat w kalendarzu Majów. Koniec świata nie nastąpił, ale że coś nastąpiło to pewne. Sami Majowie wyjaśniali, że ta przemiana to ma raczej charakter duchowo-emocjonalny niż katastroficzny, jak chcieli to widzieć i jak opisywali wszelkiej maści sensaci. Pan C. doświadczył tego już podczas świątecznej wyprawy w okolice Złotej Góry. Nastąpiło coś w rodzaju zawieszenia praw fizyki w znanej mu rzeczywistości. Owszem, poradził sobie ze wszystkim, co go spotkało, a oskarżenia wyrażone ustami prokuratora obrócił w perzynę. Blogosfera opowiedziała się po stronie Pana C.
W pierwszym dniu nowego roku, przerzucając kanały telewizji, trafił na program dokumentalny o najpoczytniejszym grafomanie świata. Paul Coelho, bo o nim mowa, w ciekawy sposób opowiedział o swoim pisarstwie. Z całego programu najdonośniej pobrzmiewało wyznanie pisarza: We wszystkim, co piszę jest cząstka mnie, cząstka mojego życia. Swoim czytelnikom daję siebie.
Coelho w tym, co i jak pisze, jest tak subtelny, że ulegają mu stateczne żony i matki, a nawet babcie. Niektóre dały publiczne świadectwo, jak choćby Werka, we wpisie pod wymownym tytułem UWIEDZIONA.
Coś nieodwracalnie zmieniło się w Panu C. Odczuwał dziwny niepokój, a może raczej rodzaj podekscytowania. Imperatyw, nad którym nie był w stanie zapanować, skłonił go do umówienia się na spotkanie z Marianem.
– Musimy sobie pewne sprawy wyjaśnić raz na zawsze – powiedział Pan C. – Nie jestem w stanie tego dalej tak ciągnąć. Trzeba wreszcie postawić kropkę nad "i".
Marian spojrzał wymownie na Pana C., pociągnął łyk piwa i delektował się jego smakiem.
– Nie patrz tak na mnie – fuknął nerwowo Pan C. – Dobrze wiesz, co mam na myśli.
– Może wiem, a może nie wiem...
– Udajesz i wcale mi nie ułatwiasz, a wiesz, że tego nie odpuszczę.
W słowach Pana C. pobrzmiewała wyczuwalna groźba, ale Marian puścił ją mimo uszu i wyzywająco patrzył mu prosto w oczy.
– Mam dość udawania – powiedział Pan C.
– Ale ja niczego nie udaję – obruszył się Marian. – Przyszedłeś mnie obrażać?
– Maniek! Nic nie rozumiesz! Chodzi mi o to, że tak naprawdę zajmujesz moje miejsce przy Heli. Czytelnicy bloga gotowi pomyśleć, że Hela jest kobietą twojego życia, a nie mojego...
– Przecież to ty mnie wymyśliłeś, jako swoje alter ego! - podniósł głos Marian – a Hela przez wszystkie te lata nawet się nie zorientowała, że Pan C. i Marian są tożsami.
– Owszem, sam to wymyśliłem, ale dziś trzeba to zakończyć. Od dziś zwalniam cię. Teraz w sposób otwarty i jawny to ja będę Marianem.
W pierwszym dniu nowego roku, przerzucając kanały telewizji, trafił na program dokumentalny o najpoczytniejszym grafomanie świata. Paul Coelho, bo o nim mowa, w ciekawy sposób opowiedział o swoim pisarstwie. Z całego programu najdonośniej pobrzmiewało wyznanie pisarza: We wszystkim, co piszę jest cząstka mnie, cząstka mojego życia. Swoim czytelnikom daję siebie.
Coelho w tym, co i jak pisze, jest tak subtelny, że ulegają mu stateczne żony i matki, a nawet babcie. Niektóre dały publiczne świadectwo, jak choćby Werka, we wpisie pod wymownym tytułem UWIEDZIONA.
Coś nieodwracalnie zmieniło się w Panu C. Odczuwał dziwny niepokój, a może raczej rodzaj podekscytowania. Imperatyw, nad którym nie był w stanie zapanować, skłonił go do umówienia się na spotkanie z Marianem.
– Musimy sobie pewne sprawy wyjaśnić raz na zawsze – powiedział Pan C. – Nie jestem w stanie tego dalej tak ciągnąć. Trzeba wreszcie postawić kropkę nad "i".
Marian spojrzał wymownie na Pana C., pociągnął łyk piwa i delektował się jego smakiem.
– Nie patrz tak na mnie – fuknął nerwowo Pan C. – Dobrze wiesz, co mam na myśli.
– Może wiem, a może nie wiem...
– Udajesz i wcale mi nie ułatwiasz, a wiesz, że tego nie odpuszczę.
W słowach Pana C. pobrzmiewała wyczuwalna groźba, ale Marian puścił ją mimo uszu i wyzywająco patrzył mu prosto w oczy.
– Mam dość udawania – powiedział Pan C.
– Ale ja niczego nie udaję – obruszył się Marian. – Przyszedłeś mnie obrażać?
– Maniek! Nic nie rozumiesz! Chodzi mi o to, że tak naprawdę zajmujesz moje miejsce przy Heli. Czytelnicy bloga gotowi pomyśleć, że Hela jest kobietą twojego życia, a nie mojego...
– Przecież to ty mnie wymyśliłeś, jako swoje alter ego! - podniósł głos Marian – a Hela przez wszystkie te lata nawet się nie zorientowała, że Pan C. i Marian są tożsami.
– Owszem, sam to wymyśliłem, ale dziś trzeba to zakończyć. Od dziś zwalniam cię. Teraz w sposób otwarty i jawny to ja będę Marianem.
Szczęśliwego i Zdrowego Roku Caddi!
OdpowiedzUsuńDziękuję, Cane. Przyda się w nowym roku szczęście:-)
Usuńożesz te schizofrenie
OdpowiedzUsuńszczęśliwego Nowego
buziak
Hahaha... Nawzajem, Margarithes:-)
Usuńno ja tak wiesz, z humorem i żartem, bez tego ani ani :* ściski
UsuńO żesz, och Karol, to i może ja powinienem pogadać z Patyczakiem?
OdpowiedzUsuńWugusiu, koniecznie, ale... nie wiem, czy Pajęczarka się zgodzi:-)
UsuńOj, to będzie rok..;) Takie przemiany, takie niespodzianki:))
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego Nowego Roku:))
Rok przemian i odnowy. W końcu Majowie wiedzieli, co czynią, a raczej co nas czeka po 21 grudnia.
UsuńGrafoman grafomanowi nierówny:-)
OdpowiedzUsuńPolecam link do bloga Werki. Naprawdę znakomity.
Hmmm... Poradzisz sobie bez Mariana?
OdpowiedzUsuńOdpowiem cytatem z klasyka:
UsuńFrancja to ja:-)))
No fakt. Głupi komentarz dałem :D
Usuńraczej... dociekliwy, Hebiusie, i skłaniający do deklaracji. Powiedziałbym nawet, że dobry komentarz śledczy:-)))
UsuńFiu, fiu, Caddi!:)
OdpowiedzUsuńżyczę prawdziwego szczęścia!
...także przy Heli, choć jakoś trudno sobie wyobrazić Ciebie w roli Mariana...;)
rozumiem, że trochę to taka licentia poetica...
Otóż to, Even, licentia poetica!
UsuńPowodzenia więc, Caddi! Niech Cię w nowym roku muza nie opuszcza!:)
UsuńHela to muza nad muzami. Muszę otwarcie zadeklarować, że Wugusiowe (wybacz kolego) Pajęczarka i de Glisda nie umywają się do Heli:-)
UsuńOch, Caddi! To piękne i niezwykłe, gdy mężczyzna mówi o kobiecie: Jesteś moją muzą!:)))
UsuńZmiany nastaną? grunt to ruch w interesie:)))
OdpowiedzUsuńwszelkiej pomyślności Caddi na ten Nowy rok!!!
Majowie zmiany zapowiedzieli, a one nastąpiły. W życiu każdego stosowne do jego potrzeb, oczekiwań i... marzeń.
UsuńNie robie noworocznych postanowień.lubie na koniec roku byc mile zaskoczona:)O dziwo jest we mnie przedziwny spokój.Hmm a moze ten spokój przychodzi po prostu w wiekiem:)))
Usuńno proszę,co za przemiany...taka chęc dania cząstki samego siebie...pięknie z jednej strony,ale,czy wytrzymasz ten ciężar Caddi?ciężar obnażania też i tej cząstki...:P)
OdpowiedzUsuńja kiedyś zastanawiałam się nad Twoim pewnym zdaniem w komentarzu,że znasz Mariana lepiej i dłużej niż Hela jego...i wtedy jakby mi się malutka lampka zapaliła...:P
smoki tak mają,haha
Caddi,życze pomyślności w Nowym Roku,żegnaj Marianie,witaj...Caddi!:)
Smoczyco, ostrożnie z tą dosłownością, bo można samemu wyprowadzić się na manowce:)
OdpowiedzUsuńto żegnamy Mariana,czy nie?...Caddi,porozmawialiście przecież sobie szczerze...:P))))))
Usuńmyślałam ,że coś w rodzaju:umarł król,niech żyje...król..:P
:)
Czekaj cierpliwie na rozwój akcji. Dosłowność prowadzi na manowce:)
UsuńCaddi,wiem,wiem...przeczytałam UWIEDZIONĄ właśnie...:P)))
Usuńczasem zatraca sie granica miedzy rzeczywistościa a...fikcją.Tak się nieraz dzieje z bohaterami lubianych seriali...:P)))
pozdrówki:)
no to Hela "narozrabiała"...:P)))
UsuńCaddi, to już się nazywa manipulacja, haha!:)))
OdpowiedzUsuńTeraz już nic nie będzie takie samo.
UsuńNorma, każdy wkłada siebie w to, co pisze. Nie da się inaczej. Może być mniej lub bardziej autobiograficznie, ale nigdy nie będzie wcale. Z Marianem zaskoczyłeś. Ktoś umarł... Trudno, "The old king is dead, long live the king" jak śpiewali Coldplay na podstawie staroangielskiego powiedzenia...
OdpowiedzUsuńI ja Tobie raz jeszcze życzę Szczęśliwego Nowego Roku!
W tym rzecz, Maurycy, że Marian pozostaje, ale to będzie inny Marian, bo taki z pierwszej ręki.
UsuńWszystkiego dobrego w Nowym Roku Caddi :))
OdpowiedzUsuńDziękuję i niech się spełni nam wszystkim.
UsuńNo no, jaki noworoczny coming out ;) To dlatego ciągle mylił mi się pan C. z Marianem! ;)
OdpowiedzUsuńWszystkiego Najlepszego w Nowym Roku, dla Heli i Mariana :)
Dobre określenie dla zmiany konwencji w pisaniu o Heli i Marianie.
UsuńDziękuję.
Wszystkiego najlepszego panie C.
OdpowiedzUsuńzgłupłam w tym momencie nie wiedząc,czego się spodziewać.
Czekam.....i wierzę w pana C.
Z Helą i Marianem wszystko możliwe, bo to niespożyta i nieogarniona przestrzeń dla emocji.
UsuńSzczęśliwego Nowego Roku!!!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję i nawzajem Krystiano.
Usuńno i znowu się porobiło... z odcinka na odcinek coraz bardziej się robi... gdzie Ty nas Caddi doprowadzisz? ;-)
OdpowiedzUsuńSam tego jeszcze nie wiem, ale używając kolokwializmu powiem: sytuacja jest dynamiczna i rozwojowa:)
UsuńTa tożsamość była do przewidzenia, ale dlaczemu teraz? Było fajnie i śmiesznie tak w parze :)
OdpowiedzUsuńTo nadal licentia poetica, Petroff, i nie należy iść po linii dosłowności:-)
UsuńNo jednak cieńka niewidzialna żyłka pękła :-)
UsuńRozumiem, że się pobiliście. ;)
OdpowiedzUsuńAle kto z kim?
UsuńPan C. i Marian, jak w Fight Club'ie ;)
Usuń