Kilkanaście lat temu, gdy pierwszym obywatelem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej był niejaki Aleksander K., przyszło mu składać wizytę w Charkowie na grobach polskich oficerów pomordowanych przez NKWD. Okazało się, że widoczny wówczas u niego stan braku równowagi to nie był jakiś tam pospolity wybryk pijacki, ale... pourazowy zespół przeciążeniowy goleni prawej (sic!!!). Tak to opisywali i z przekonaniem kłamali przedstawiciele ówczesnej kancelarii prezydenta. Kilka lat później, gdy Aleksander K., już jako były prezydent, wspierał w kampanii wyborczej koalicję LiD*, znów podczas konwencji wyborczej sprawiał wrażenie bycia w stanie wskazującym na spożycie alkoholu. Na zadane kilka dni później pytanie dziennikarza o to, czy pił wtedy alkohol zdecydowanie zaprzeczył. Powiedział, że bierze leki zwalczające wirusa grypy filipińskiej. W tym momencie ten niepozorny drobnoustrój azjatyckiego pochodzenia stał się najgłośniejszym uczestnikiem kampanii wyborczej w Polsce w 2007 roku.
To, co powyżej opisane nie powinno nikogo śmieszyć, gdyż sprawa wirusów jest bardzo poważna i może doświadczyć każdego. Dwadzieścia cztery lat temu, w styczniu 1989 roku, gdy odbywało się przełomowe dla Polski X Plenum KC PZPR**, Marian przebywał prawie osiemset kilometrów na wschód od Moskwy w malowniczych i zasypanych śniegiem Czeboksarach. Mróz przekraczał minus trzydzieści stopni Celsjusza. Organizm blisko trzydziestoletniego człowieka nie był przyzwyczajony do takich ekstremalnych warunków. Wysoka temperatura, bóle mięśni i stawów, trzęsawka pod dwoma kołdrami, jak przy ataku tropikalnej febry i wreszcie... usta i nos w opryszczce. Tego mu było za wiele. Dotąd widział tę dolegliwość tylko u innych, sam nigdy tego nie doświadczył. Już widok chorego był wystarczający, by pojawił się grymas na jego twarzy, ale żeby samemu tego doświadczać?
Po kilku dniach objawy ustąpiły, a po dziesięciu dniach już nie było śladu po opryszczce. Był przekonany, że to incydentalna przypadłość, ale niestety był w błędzie. Odtąd raz w roku pomiędzy grudniem a lutym pojawiał się ten nieproszony pasażer na gapę. W tym roku znów się pojawił bez zapowiedzi.
Marian poinformował o przypadłości znawczynię trudnych do wymówienia słów (vide: Gibraltar), by usłyszeć:
Po kilku dniach objawy ustąpiły, a po dziesięciu dniach już nie było śladu po opryszczce. Był przekonany, że to incydentalna przypadłość, ale niestety był w błędzie. Odtąd raz w roku pomiędzy grudniem a lutym pojawiał się ten nieproszony pasażer na gapę. W tym roku znów się pojawił bez zapowiedzi.
Marian poinformował o przypadłości znawczynię trudnych do wymówienia słów (vide: Gibraltar), by usłyszeć:
– Przecież już rok temu podałam ci nazwę specyfiku, po którym mija to raz na zawsze. Ponoć zamówiłeś.
– No tak, ale chyba nie użyłem, bo zanim przywieźli do apteki, to już mi przeszło.
– Sprawdź w apteczce, czy tam nie odłożyłeś. Jak zwykle jesteś niekonsekwentny.
– Jak to się nazywało? – zapytał.
– Quentakehl.– Jak? – dopytał, bo nazwa zabrzmiała jakoś tak nie-do-powtórzenia.
– Quentakehl – powtórzyła cedząc sylaby Hela. – To taki lek homeopatyczny. Jeśli nie pomoże to na pewno nie zaszkodzi. Mnie pomógł.
– Brzmi, jak imię jakiegoś azteckiego boga.
– Nieważne jak brzmi, ważne, że skuteczny.
Marian sprawdził i znalazł wszystkie inne leki, na których koncerny farmaceutyczne zarabiają krocie, ale tego potrzebnego, o którym wspomniała Hela nie było. Chcąc nie chcąc zamówił go w swojej ulubionej aptece. Odebrał tego samego dnia o siedemnastej. Przyniósł do domu i zaklinając rzeczywistość powiedział:
– Nigdy więcej opryszczki!
– Daj ci Panie Boże amen – dorzuciła Hela. – I jeszcze jedno...
– Cóż takiego?
Na twarzy Heli pojawił się słodki i dobrze znany Marianowi uśmieszek.
– Oby znów nie dopadał cię wirus gibraltarski. Gdyby jednak... to poproszę cię o wymówienie nazwy quentakehl.
* LiD - Lewica i Demokraci - koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Partii Demokratycznej (d. Unia Wolności).
**Podczas drugiej części plenum, które odbyło się w styczniu 1989 roku generałowie Jaruzelski i Kiszczak zagrozili podaniem się do dymisji, jeśli współtowarzysze nie wyrażą zgody na reaktywację Solidarności i rozmowy okrągłego stołu.
**Podczas drugiej części plenum, które odbyło się w styczniu 1989 roku generałowie Jaruzelski i Kiszczak zagrozili podaniem się do dymisji, jeśli współtowarzysze nie wyrażą zgody na reaktywację Solidarności i rozmowy okrągłego stołu.
Tyle pisania, by pochwalić się buteleczką wypełnioną homeopatycznym badziewiem:-)))
OdpowiedzUsuńMogłeś znacznie taniej napisać ten wpis i nie wydawać kasy na modne placebo. Ponoć pomaga czasami, ale tylko przy dużej wierze w skuteczność. Leczenie tym to jak próba uzyskania słodkiej herbaty wyłącznie poprzez mieszanie łyżeczką w szklance.
Miły Gościu, wyobraź sobie, że lubię tak mieszać herbatę. Nie ma obowiązku wierzyć, że stanie się od tego słodka, ale to moja herbata. Sam możesz zawsze skorzystać ze słodzika.
UsuńNazwa leku musi brzmieć tajemniczo, magicznie, inaczej nie zadziała.
OdpowiedzUsuńLeki, które już jakby trochę przestają działać dostają dodatkowe magiczne słowa (plus, forte, maxi, oszczędzasz na dużym opakowaniu, etc)
Wugusiu, a mnie podoba się ULGIX;)
Usuńhihihi:)
No widzisz ;)
UsuńA z kolei GASTRO już nie ma. Magia i czary wygasły...
Właśnie ta magia zawarta w nazwach. Zawsze podziwiałem producentów leków za to bogactwo i wielość nazw.
UsuńDobry lek powinien mieć ładną polską nazwę, proponuję Zdrowaśka @Cane ;)
UsuńNo i co? Wymówiłeś? A tak na serio to powtarzaj, powtarzaj żebyś nie zapomniał. :-)
OdpowiedzUsuńStokrotko, ćwiczę codziennie, ale jak znam Helę to wymyśli nowe trudniejsze słowa.
Usuńno niesamowite,jak Hela szybko wyłapuje takie "perełki" słowne,mające działanie podobne do Gibraltaru...
OdpowiedzUsuńbo Gibraltar znudzic się może,niestety...:P)))
Otóż to, Smoczyco! Gibraltar już był...
UsuńLeki, homeopatia... że też nie wynaleziono skutecznego leku na wirusa gibraltarskiego!:)))
OdpowiedzUsuńA esperal?
UsuńNie mówimy o alkoholizmie, lecz o wirusie gibraltarskim:))))
Usuńa ten - pojawia się sezonowo...:)))mógłby też znikać po powrocie Mariana do domu ;)
Eeee, ale Hela tutaj to pojechała! Z Gibraltarem Marian przy lekkim wirusie miałby jeszcze jakieś szanse, z Quentakeh nie ma żadnych.
OdpowiedzUsuńHela zna możliwości wysławiania się Mariana w stanie po spożyciu:-)
UsuńHelcia niestety obniża poziom. Moim zdaniem nawet na trzeźwo trudniej wymówić gibraltar niż quetntakehl. Zwłaszcza że po spożyciu człowiek ma problemy z artykulacją i kłentakel idzie jak z płatka :D.
OdpowiedzUsuńkażdy ma swoje uwarunkowania związane z wymawianiem niektórych słów. Hela wie, co obiecuje:-)
UsuńMnie się inny wirus ciśnie na usta, też geograficzny, ale nic nie piszę :)
OdpowiedzUsuńSkoro napisałeś "A" dopisz i "B". Nie trzymaj nas w niepewności:-)
Usuńpierwszy post, który czytam w r.2013 i,i podobnie , jak w minionym roku, podziwiam dowcip, pomysł oraz związek z realiami, nawet politycznymi - na czasie , w okresie grypowym i wirusowym. W homeopatyczne leki wiele osób wierzy, bardziej ci, którzy wolą medycynę naturalną i leki z " bożej apteki " - nolens - volens '.
OdpowiedzUsuńA NAZWA... jedyna w swym rodzaju, trochę jak Oscyllococcinum...nie pamiętam dokładnie, Echinacea łatwiejsza w wymowie.
Pozdrawiam w TYM ROKU ! :)
Gdybym zechciał napisać tylko o samym leku notka byłaby króciutka, a tak była okazja wygadać się i na inne tematy:-)
UsuńPrzypadłość golenia dopada ludzi bardzo często na terenach dawnego ZSRR. Byłam na Białorusi i tam bez szklanki wódki ludzie nie wychodzą z domu do pracy, a wszystko to dla zdrowotności.Nazwa leku przyda się. Serdecznosci zostawiam.
OdpowiedzUsuńZnam z autopsji tę dolegliwość i doświadczyłem jej i na Białorusi, ale w Rosji. Ciężko jest lekko żyć:-)
UsuńRzadko bo rzadko ale czasem próbuje mnie dopaść opryszczka i wtedy ratuję się SONOL-em, jest bardzo skuteczny... posmarowanie miejsca wykwitu opryszczki na samym początku czy nawet po wykwicie skutecznie i szybko ją likwiduje. Ale skoro Twoje lekarstwo Caddicusie zwalcza opryszczkę raz na zawsze... to dobrze wiedzieć i zapamiętam to sobie :)
OdpowiedzUsuńSpróbuj. To jest moje pierwsze podejście do tego leku, a o skuteczności będę mógl się przekonać w ciągu roku od zastosowania.
UsuńA ja dziś tylko, tradycyjnie już przesyłam serdeczności dla Heli :)
OdpowiedzUsuń;)))
Jeżeli Helena już śpi to ją obudź, bo ja też ją pozdrawiam.
UsuńI Marian i Hela już spali o tej porze, ale rano Helę już pozdrowię przy porannej kawie.
UsuńDziękuję w jej imieniu za wyrazy sympatii i pozdrowienia.
Homeopatia - to brzmi jak zaklęcie
OdpowiedzUsuńCzym wam Gibraltar zawinił, ech
Lubię czasami takie hokus pokus. Jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi.
Usuńa pewnie, w końcu jem pestki moreli :) spoko
Usuń:)) ja mam trudności z wymowa tych nazw na trzeźwo :)) muszę spróbować , może właśnie paradoksalnie łatwiej mi pójdzie w stanie wskazującym?:))
OdpowiedzUsuńps. największą opryszczke miałam jak sie raz całowałam w zimie na dworzu ;)) ale może tego lepiej Heli nie mów , test na Gibraltar w tym momencie traci skuteczność;))Pozdrawiam Krzysiu i miłego dnia:)( J)