W pierwszy dzień nowego roku doznałam szoku. Okazało się, że prawie od dwóch lat żyłam pod jednym dachem i spałam w jednym łóżku z dwoma mężczyznami. Nie, że tkwiłam w jakimś bezwstydnym trójkącie, czy innym związku-rozwiązku. Okazało się, że ten mój Marian chwilami był, jak doktor Jekyll i mister Hyde, choć nie w sensie morderczej patologii, żeby to było jasne dla wszystkich pliszek, ale w sensie... bogactwa osobowości. Gdy to sobie uświadomiłam, a Marian wyszedł, ale już nie do Pana C. na piwo, jak dotąd miał w zwyczaju, lecz do samego siebie, przypomniało mi się wydarzenie sprzed lat, gdy byliśmy w fazie chodzenia ze sobą.
Spotykaliśmy się już kilka miesięcy, gdy nadeszły wakacje i pojechałam z nim do jego ciotki i wujka. Wujostwo wybyło na kilka dni, a my korzystaliśmy z uroków ich domu otoczonego bujną zielenią. Nieopodal było jezioro, ale nie mieliśmy czasu na korzystanie z jego uroków. Chciałam, by ten czas spędzony ze mną, był dla Mariana szczególny i niepowtarzalny. Poza tym bardzo chciałam w pełni otworzyć Mariana na siebie, bo momentami miałam wrażenie, że otacza go jakiś kokon i że jest bardzo zasupłany i zapętlony. Miałam z tym problem od samego początku, bo zawsze sprawiał wrażenie faceta niedostępnego. Nie należał do tych, którzy uganiali się za dziewczynami. To raczej one o niego zabiegały, a on tego nie zauważał i nie było w tym nic z pozy. On po prostu taki był, choć odkąd jesteśmy razem, zawsze skręcało mnie na myśl, że mógłby spojrzeć na inną. Tak mam do dziś i nic na to nie poradzę.
W drugi wieczór postanowiłam zagrać va-banque. Ustawiłam na ławie magnetofon marki Grundig i uruchomiłam kasetę z nagraniem przeboju Sex Appeal w wykonaniu Anny Jantar. Wcześniej ubrałam się w seksownie kabaretki kupione w Pewexie za bony towarowe PKO. Marianowi muzyka w tańcu nie przeszkadzała i nadal nie przeszkadza. Chciałam wystąpić przed nim, bo pragnęłam dać mu odczuć, że jest mężczyzną, dla którego stać mnie na wiele. Gdy stanęłam przed nim, a w powietrzu rozbrzmiały pierwsze takty, Marian zamienił się w słup soli. Oczy otwarte na oścież, jak wrota stodoły, zero mimiki i jakiegokolwiek ruchu. Istny manekin.
– Porażka! Na tego faceta nic nie działa – pomyślałam przerażona w skrytości ducha.
Czułam, że sztywnieją mi mięśnie nóg i ciała, ale postanowiłam walczyć do końca. Wybrzmiał ostatni dźwięk i zapadła cisza. Po chwili usłyszałam, jak Marian wypuszcza z płuc powietrze.
– Niesamowite! – wyszeptał z zachwytem. – Nie spodziewałem się tego się po tobie.
Jego twarz stawała się wyrazistsza i zaczęła nabierać kolorów. Oczami zaczął błądzić po moim ciele. Mierzył mnie od stóp do głów i pożerał wzrokiem.
– A już myślałam, że nie podobam się tobie w tańcu.
– Boże w niebiesiech! – jęknął – Jesteś cudowna... tak mnie zaskoczyłaś, że zamarłem.
Usiadłam obok niego. Objął mnie ramionami i mocno przytulił. Nie wiem, co mną powodowało, ale było to silniejsze niż cokolwiek, niż jakikolwiek konwenans, czy mniemanie na temat tego, co wypada, a co nie przystoi młodej dziewczynie. Dusza wrzeszczała muszę, bo się uduszę! Ujęłam jego twarz w dłonie, spojrzałam głęboko w oczy i pocałowałam.
– Marian – wyszeptałam z bliska – bardzo cię kocham, jesteś mężczyzną mojego życia. Chcę wyjść za ciebie za mąż, dlatego ci się oświadczam.
Chwycił moje dłonie i delikatnie, acz zdecydowanie odsunął. Czekałam na to, co nastąpi. Nie wiedziałam, jak zareaguje i co powie. Cisza waliła obuchem w głowę, serce dudniło, jak dzwon. Czułam, że dłużej nie zniosę tej niepewności, gdy wreszcie wypowiedział tym swoim głębokim i bardzo męskim głosem:
– Heluś! To dla mnie najcudowniejszy moment w życiu. Przyjmuję!
Spotykaliśmy się już kilka miesięcy, gdy nadeszły wakacje i pojechałam z nim do jego ciotki i wujka. Wujostwo wybyło na kilka dni, a my korzystaliśmy z uroków ich domu otoczonego bujną zielenią. Nieopodal było jezioro, ale nie mieliśmy czasu na korzystanie z jego uroków. Chciałam, by ten czas spędzony ze mną, był dla Mariana szczególny i niepowtarzalny. Poza tym bardzo chciałam w pełni otworzyć Mariana na siebie, bo momentami miałam wrażenie, że otacza go jakiś kokon i że jest bardzo zasupłany i zapętlony. Miałam z tym problem od samego początku, bo zawsze sprawiał wrażenie faceta niedostępnego. Nie należał do tych, którzy uganiali się za dziewczynami. To raczej one o niego zabiegały, a on tego nie zauważał i nie było w tym nic z pozy. On po prostu taki był, choć odkąd jesteśmy razem, zawsze skręcało mnie na myśl, że mógłby spojrzeć na inną. Tak mam do dziś i nic na to nie poradzę.
W drugi wieczór postanowiłam zagrać va-banque. Ustawiłam na ławie magnetofon marki Grundig i uruchomiłam kasetę z nagraniem przeboju Sex Appeal w wykonaniu Anny Jantar. Wcześniej ubrałam się w seksownie kabaretki kupione w Pewexie za bony towarowe PKO. Marianowi muzyka w tańcu nie przeszkadzała i nadal nie przeszkadza. Chciałam wystąpić przed nim, bo pragnęłam dać mu odczuć, że jest mężczyzną, dla którego stać mnie na wiele. Gdy stanęłam przed nim, a w powietrzu rozbrzmiały pierwsze takty, Marian zamienił się w słup soli. Oczy otwarte na oścież, jak wrota stodoły, zero mimiki i jakiegokolwiek ruchu. Istny manekin.
– Porażka! Na tego faceta nic nie działa – pomyślałam przerażona w skrytości ducha.
Czułam, że sztywnieją mi mięśnie nóg i ciała, ale postanowiłam walczyć do końca. Wybrzmiał ostatni dźwięk i zapadła cisza. Po chwili usłyszałam, jak Marian wypuszcza z płuc powietrze.
– Niesamowite! – wyszeptał z zachwytem. – Nie spodziewałem się tego się po tobie.
Jego twarz stawała się wyrazistsza i zaczęła nabierać kolorów. Oczami zaczął błądzić po moim ciele. Mierzył mnie od stóp do głów i pożerał wzrokiem.
– A już myślałam, że nie podobam się tobie w tańcu.
– Boże w niebiesiech! – jęknął – Jesteś cudowna... tak mnie zaskoczyłaś, że zamarłem.
Usiadłam obok niego. Objął mnie ramionami i mocno przytulił. Nie wiem, co mną powodowało, ale było to silniejsze niż cokolwiek, niż jakikolwiek konwenans, czy mniemanie na temat tego, co wypada, a co nie przystoi młodej dziewczynie. Dusza wrzeszczała muszę, bo się uduszę! Ujęłam jego twarz w dłonie, spojrzałam głęboko w oczy i pocałowałam.
– Marian – wyszeptałam z bliska – bardzo cię kocham, jesteś mężczyzną mojego życia. Chcę wyjść za ciebie za mąż, dlatego ci się oświadczam.
Chwycił moje dłonie i delikatnie, acz zdecydowanie odsunął. Czekałam na to, co nastąpi. Nie wiedziałam, jak zareaguje i co powie. Cisza waliła obuchem w głowę, serce dudniło, jak dzwon. Czułam, że dłużej nie zniosę tej niepewności, gdy wreszcie wypowiedział tym swoim głębokim i bardzo męskim głosem:
– Heluś! To dla mnie najcudowniejszy moment w życiu. Przyjmuję!
/Helena/
cała Hela,od początku wiedziała co chce,kogo chce...i taka jest do dziś.I może tu czasem jest klucz...do szcześcia?
OdpowiedzUsuńU Heli i Mariana to sie akurat sprawdziło...:)
Że zdecydowana i wiedząca, czego chce to fakt. Niektórzy uważają, że zachowała się niezbyt kobieco, że powinna zaczekać, aż Marian wykaże się inicjatywą. Przyznam, że osobiście jej otwartość przypada mi do gustu.
Usuńja myśle,że...kobieta tak naprawdę ma wyczucie,kiedy to ona może pierwsza zacząc,znając juz trochę swojego faceta,a Hela przecież przygotowała preludium,na które Marian nie mógł inaczej zareagowac,inaczej odpowiedziec.To wcale nie odebrało jej kobiecości,to było oryginalne.
Usuńno oczywiście.....Hela i Hela.Z "tym " Marianem pewnie do tej pory chodziliby za rączkę
OdpowiedzUsuńPrzypuszczasz, że gdyby nie Hela to Marian nie wykazałby się inicjatywą?
UsuńMoże wykazałby się ale troszkę czasu upłynęłoby...dlaczego? Marian musiałby się rozsupłać sam .....no nie wiem ;-)
UsuńMusze, bo sie udusze! Swietne!Ilez to razy musimy, bo sie udusimy /smiech/
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Dobrze jest dać upust imperatywom. A takiemu, jaki naszedł Helę, bezwarunkowo należy ulegać.
UsuńHela pewnie z tego szoku zapomniała, że pan C miał swoją Dancię, czyli od dwóch lat żyła pod jednym dachem i spała w jednym łóżku z dwoma mężczyznami i z kobietą :P
OdpowiedzUsuńHebiusie, Dancia, ta mała krępa niewywrotna to inna bajka i w żaden sposób nie przystająca do Pana C., który pojawi się jeszcze, choć w ograniczonym zakresie.
UsuńAch, więc to tak powinny wyglądać oświadczyny
OdpowiedzUsuńPrawda, że ekscytujące i urocze?:-))
Usuńchłopaki,wszystko przed Wami ..trzeba tylko zachęcić Heleny
UsuńZ tego, co napisałaś, wnioskuję, że właściwie to każdemu chłopakowi - oczywiście w sprzyjających warunkach - może się taka przyjemność żeńskich oświadczyn przydarzyć:-)
UsuńZawsze należy mieć nadzieję..trzeba tylko trafić w dobry dzień lub mieć kobietę o mało purytańskich zasadach...cokolwiek by to nie znaczyło.
UsuńHela nie wygląda mi na kobietę bez zasad, co nie oznacza, że jest purytańska. Może tylko wobec swojego faceta, dla niego właśnie, potrafi być taką, jaką nie pozwoliłaby sobie być wobec innych?
UsuńAleż nie pisałam o "tej"Helenie...ona kocha swojego Mariana jak 2X2 i tylko im się takie cuda na kiju mogą zdarzać.No to co z tym pirśdzionkiem ? teraz sobie skojarzyłam,że była taka para ,która wsuwała sobie na palce śrubki i też było romantycznie .....
UsuńZ pirśdzionkiem trzeba poczekać na Mariana. Wypowie się w sprawie przebiegu opisanego zajścia do soboty. Z reakcji na powyższe wnioskuję, że będą jakieś różnice w detalach. Może nawet trafią się jakieś smaczki.
UsuńA pierścionek gdzie? ;)
OdpowiedzUsuńDobre pytanie, ale zapewne to się wyjaśni, gdy Marian opowie, jak to wyglądało z jego punktu widzenia.
Usuńa ja Helenie zazdroszczę ;))( justyna)
OdpowiedzUsuńMożesz rozwinąć tę myśl o zazdrości?:-)))
UsuńKrzysiu :))) Kokiecie;)))
Usuńże oświadczyny zostały przyjęte:)j.
Cicho szaaaa!:-)
UsuńSkąd ja znam Helę..?
OdpowiedzUsuń;)
Tym większe pozdrowienia dla Niej!
Czy jest w Tobie coś z niej i dostrzegasz to codziennie w lustrze?:-)
UsuńTaniec na rurze zamiar róży i pierścionka - są takie, co potrafią, szczęściasz z tego Mariana vel Pana C.
OdpowiedzUsuńBanda schozofreników, Hela i Danka w jedym? matko!
Hela to nie "vel Dancia":-)
UsuńEh, potwierdza się stara zasada, że to kobieta decyduje, który mężczyzna ją wybierze:)))
OdpowiedzUsuńMyślę, że to nie był akt desperacji ze strony Heli, jak sugerowaliby niektórzy, wbrew pozorom ona ma klasę i zasady, ale raczej PEWNOŚĆ uczuć Mariana do niej, która to miłość go onieśmielała...
Tę prawdę znam niemalże od zawsze. To kobiety wybierają.
UsuńJakoś nie mogę sobie odmówić tej przyjemności...:)))
UsuńDla mnie to też przyjemność... wiedzieć, jak jest w rzeczy samej:-)
UsuńCel uświęca środki. Oświadczyć sie nie oświadczyłam ale pierwsza zaczęłam mówić o ślubie :)
OdpowiedzUsuńJednym słowem pomogłaś przyszłemu mężowi odkryć jego prawdziwe przeznaczenie i szczęście:-)
UsuńTak właśnie było:)
UsuńCzasem role damsko-męskie się odwracają...:)))
UsuńI dodaj jeszcze, że jest najszczęśliwszym facetem pod słońcem i nie wyobraża sobie, że mógłby oświadczyć się komuś innemu.
UsuńTo się wie bez Eli potwierdzenia...:)))
Usuń"Się wie" to jedno, a publiczna deklaracja to drugie:-)
UsuńPubliczna deklaracja odbyła się na moim blogu, kiedy dwóch dżentelmenów po starciu z wiedźmami, wycofało się na z góry upatrzone pozycje, hehe
UsuńBo faceci to tak naprawdę słaba płeć. Każdy to potwierdzi:-)
UsuńŻałować nie będę:))) znaczy się facetów:)
Usuń(a już myślałam, że też będę musiała publicznie potwierdzić linkiem...);)
Natomiast - żartować chyba nie wypada... bo problem jest i to całkiem poważny:)
Ha ha ha aż takim ryzykantem mój mąz nie jest zeby temu zaprzeczyć:))))
UsuńElu, to jednak małżeństwo z Tobą obdarzone jest sporym ryzykiem:-)
UsuńNo proszę, oświadczyny kobietom także przystojną i dech mężczyźnie mogą zatrzymać. Jak równouprawnienie, to równouprawnienie i niech tak zostanie. Serdecznosci zostawiam.
OdpowiedzUsuńHela to kobieta z krwi i kości. Wolała pewnych spraw nie pozostawiać przypadkowi:-)
Usuńto ja miałam racje z tą babeczką, ona przeczuwała od samego początku, wiec można ulec fascynacji początkowej i pozostać w niej na długo:))
OdpowiedzUsuńI ja mam tak jak Hela:" muszę, bo się uduszę":)
Zatem zaliczasz się do tego szlachetnego gatunku Hel:-)))
Usuń