João Santos po blisko trzech godzinach dotarł do hacjendy. Najgorsze chwile miał już za sobą. Odchodząc z targu czuł przenikliwe spojrzenie Herschela. Miał wrażenie, że ten szpakowaty mężczyzna znał jego myśli i było w tym coś tak przejmującego, jak... nadepnięcie bosą stopą obłego i chłodnego płaza w trawie.
Podjechawszy przed rodzinne siedlisko rzucił lejce stajennemu, który podbiegł w jego kierunku.
- Zaprowadź tych dwóch do Carlosa - wskazał lekkim skinieniem dwóch niewolników znajdujących się w klatce umieszczonej na tyle powozu. - Zastąpią tych, którzy padli w ubiegłym tygodni na plantacji.
- A ona? - spytał się ciemny jak heban Edmar.
- Weź ją do Inês, niech ją przysposobi do pracy w domu i obejściu.
Przed zadaszony taras wyszła Maria Santos, matka João. Była ciekawa, czy wyjazd okazał się owocny. Wiedziała z jakim trudem zmaga się każdego dnia próbując utrzymać opłacalność upraw. Odkąd pięć lat wcześniej zmarł jego ojciec Franscico, nad wszystko musiał mieć pieczę. Zamiast bywać na salonach w stolicy prowincji, bawić się, poznawać towarzystwo i wypatrywać dobrych partii matrymonialnych zmuszony był wrócić i zająć się prowadzeniem rodzinnego interesu.
Maria podniosła prawą dłoń i osłaniając oczy przed jaskrawym słońcem spojrzała na przywiezionych niewolników. Wprawnym okiem dostrzegła pośród nich młodą czarnoskórą dziewczynę. Gdy podszedł spytała zaniepokojona:
- A ta dziewczyna to... do czego?
- Jak do czego? - odpowiedział lekko zmieszany - Inês jest juz stara i nie jest w stanie podołać wszystkiemu. Niech ją wdraża, byśmy pewnego dnia nie pozostali bez służby.
Maria poczuła lekki skurcz w sercu. Przypomniała sobie, jak przed blisko 30 laty jej Franscico przywiózł z targu Inês. Wypowiedział identycznym tonem takie same słowa. Miał ten sam wyraz twarzy. W ciągu kolejnych lat jej wierna pomocnica i służka urodziła czworo dzieci. Ich karnacja była jaśniejsza niż skóra któregokolwiek z niewolników.
Spojrzała na João i już wiedziała.
Mam nadzieję, że nie upichcisz nam tu kolejnej wersji niewolnicy Izaury :)
OdpowiedzUsuńCzyli, że będzie "pieprzniej" ;))
(Co zapowiadają choćby reminiscencje matki João dotycące Inês i jej "wprawne" matczyne oko :) )
Nie sądzę:-)
OdpowiedzUsuńBędzie jeszcze jedna odsłona i to bez udziału mecenasa Natércio Prado.
To tylko wprawki, choć nie mniej emocjonalne niż Twój wpis o rodzinnym siedlisku.
Mówisz... pieprzniej? A może po prostu przaśniej.
OdpowiedzUsuńTo tylko kwestia semantyki:-)
Panowie! Miarkujcie nieco. Taki fajny klimacik w tekście. Nie psujcie go, proszę.
OdpowiedzUsuńCaddi, długo trzeba będzie czekać na kolejną odsłonę?
OdpowiedzUsuń(jak ja nie znoszę seriali!)
HerbaTee
OdpowiedzUsuńJuż dobrze. Z Logosem nieco wczuliśmy się w chucie młodego Santosa, ale już panujemy nad sytuacją:-)
Wg108,
To tylko ćwiczenie z wyobraźni:-)... żaden tam serial. Może po trzecim lub czwartym odcinku koniec. Jak czas pozwoli to może około środy/czwartku kolejny wpis.
Poczekam do środy.
OdpowiedzUsuńJednak każdy ród ma swoją Księżną Matkę, która jedym spojrzeniem wyłapuje wszelkie emocjonalne zawirowania. Czy to XXI wiek, czy wiek, który przeminął z wiatrem. A ja to bym chciała, żeby on ją pokochał miłością szczerą i odrzucił wszelkie uprzedzenia. I na tym by się kończyło podobieństwo z Isaurą. Bo przestraszyłby się tej swojej namiętności do taniej siły roboczej i zabił ją w afekcie, z wrodzoną sobie empatią. A potem posadziłby na jej grobie wrzos. Albo borówkę amerykańską. I zapadł na suchoty, ze zgryzoty. A jej astral nękałby go do końca jego żywota, rzucając przy okazji klątwę na ród, jak u Grimaldich...
OdpowiedzUsuńJakby co - jestem po znieczuleniu. Mam prawo przybredzać.
A mnie się podoba to dawkowanie emocji
OdpowiedzUsuńAż boję sie pomyśleć jak to się rozwinie
Tak, jak to widzę nie zanosi się na happy end, ani coś w rodzaju a potem żyli długo i szczęśliwie. Osnowa całej opowiastki dość prozaiczna i brutalna w swej wymowie, ale ze szczegółami poczekajmy.
OdpowiedzUsuńTak myslałam,ze nie będzie happy end . Nie będzie jej dane oprzeć się (bo na kim i ew.o co ;-)oj,cokolwiek to znaczy.....i tu wodze fantazji,przynajmniej mojej poooooszły :-D
OdpowiedzUsuńCaddicusie, coś długo każesz nam czekać.
OdpowiedzUsuńBabciabezmohera optymistycznie założyła, że dzisiaj rozwiąże się sprawa. Charmee roztoczyła wizje sięgające rodu Grimaldich, Fioletowa czeka cała w obawie, a V puścił/puściła wodze fantazji. A ja?
Po prostu po cichu liczyłam, że coś dziś się wyjaśni.
Korekta: ... a V puściła wodze fantazji.
OdpowiedzUsuńSprawy Santosa i czarnolicej mają się na tyle poważnie, że wymaga to namysłu i czasu. Usilnie nad tym pracuję:-) Oczywiście bez wsparcia MAK, czy komisji Millera, by nie zaciemnić istotnych wątków.
OdpowiedzUsuńpanie C.pan pisze a nie zajmuje się polityką czy jakimiś kwiatkami typu MAK .....
OdpowiedzUsuń