Pan C. lubi czasami badać opisane w Ewangeliach zdarzenia, które wydają się w racjonalny sposób trudne wyjaśnienia. Owszem, bierze poprawkę na odległość czasową opisywanych faktów i charakterystyczną ludziom wschodu skłonność do ubarwiania opowieści, ale nie kwestionuje samej ich istoty. Ostatnio trafił na fragment Ewangelii spisanej przez kogoś, kto nie cieszył się poważaniem i estymą prawowiernych Żydów. Krótko mówiąc był niewiarygodny. Mowa o Mateuszu, celniku i poborcy podatkowym z Kafarnaum, pracującym na rzecz Rzymian. Dziś w tej materii nic się nie zmieniło i nadal nie lubimy tych, którzy dybią na nasze pieniądze. Wróćmy jednak do głównego przesłania zawartego w tytule wpisu.
(25) [...] o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. (26) Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. (27) Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! (28) Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! (29) A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. (30) Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! (31) Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (32) Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył.(33) Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. - Mateusz 14, 25-33
Rozwiązanie zagadki opisanej w powyższym fragmencie przyszło niespodziewanie. Pan C. w sobotnie południe wjeżdżał do swojego Kafarnaum i z lekkiego wzniesienia zobaczył ludzi chodzących po wodzie... Eureka!!!
Po palach, idioto? Sorry, ale no... No z tym mi się skojarzyło. Jak przestanę strzelać skojarzeniami, to postaram się merytoryczniej.
OdpowiedzUsuńCharmee
OdpowiedzUsuńSkojarzenia to ponoć przekleństwo, a może zaleta:-)))
No przecież napisałem, że widziałem chodzących po wodzie wjeżdżając do mego Kafarnaum:-)
OdpowiedzUsuńW przypadku pewnych zjawisk zdani jesteśmy tylko na hipotezy, podobnie jak ludzie rozważający kilkaset lat temu kształt ziemi. Oczywiście, o ile część niewyjaśnionych zagadek znajdzie z biegiem czasu swoje rozwiązanie, to i tak pozostanie sporo tajemnic. Jak choćby cud uzdrowienia chorej na parkinsona zakonnicy Marie Simon-Pierre.
OdpowiedzUsuńAd wg108
OdpowiedzUsuńToteż moja sobotnia obserwacja jest tylko hipotezą.
Zaś co do przywołanego przypadku Marie Simon-Pierre nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, by sądzić iż nieżyjący JPII uzdrowił ją.
To wszystko, co na ten temat się pisze i sądzi jest przedmiotem wiary, że tak było. I to wiary w rzeczy, które - zgodnie z nauką Matki Kościoła - nie są konieczne do zbawienia. Ważne, że kobieta jest zdrowa.
O ile wcześniejsze wpisy rozumiałam i czułam ich smaczek, o tyle dzisiejsza notka wydaje się jakąś dywagacją na tematy, o których niewiele mogę powiedzieć. Może von Daeniken miałby tu więcej do powiedzenia:-)
OdpowiedzUsuńPodobnie jak HerbaTee też czuję się nieco zagubiona... A bez przymrużenia oka to byli wędkarze czy przypadkowi piesi, którzy skracali sobie drogę?
OdpowiedzUsuńAd HerbaTee
OdpowiedzUsuńAd babciabezmohera
Rzeczywiście dywagacja w stylu dociekań Ericha von Dänikena:-)))
A tak naprawdę to tylko taka gra skojarzeń. Wjeżdżając do miasta ujrzałem na jeziorze tzw. moczykijów i w pierwszej chwili żachnąłem się O, k...a!!! Czy ich pogięło? .
Edukacyjne pisanie o tym, jak to nie należy chodzić po lodzie na jeziorze w czasie odwilży nie byłoby najciekawszym wpisem, stąd pomysł na Genezaret.
Czyli moja intuicja szła w prawidłowym kierunku. ;)
OdpowiedzUsuńPogieło ich, a... Caddicusa nie mniej. Ale takie odloty, jak ten wpis też są fajoskie.
OdpowiedzUsuńJakie to wszystko proste, jak się zobaczy, posłucha, dotknie
OdpowiedzUsuńTen Tomasz miał jednak rację, że wolał organoleptycznie
Takie opowieści z piątej ręki (żeby tylko) zawsze budziły moje obawy
Witam w skromnych progach.
OdpowiedzUsuńOrganoleptyka to najbardziej pierwotne i atawistyczne instrumentarium rozpoznawania i poznawania otoczenia.
Pogięło lub nie. Wolne myśli i skojarzenia to moja specjalność.
OdpowiedzUsuńKobieca intuicja niezawodna:-)
OdpowiedzUsuńTo ja w temacie luźno związanym. Jedno z apokryficznych podań głosi, że Ostatnia Wieczerza była bardzo wystawna - świetne posiłki, znakomite wina, jednym słowem biesiada. Któryś z apostołów pyta innego - skąd były środki na taką ucztę? Zapytany odpowiada szeptem: podobno Judasz coś sppieniężył...
OdpowiedzUsuńTo chyba bardzo apokryficzne podanie i nad wyraz współczesne:-)))
OdpowiedzUsuńKażdy pretekst, by zagaić rozmowę dobry i właściwy. Apokryficzne wątki mile widziane.
Ufff... A już się bałam, że opowiedział dowcip o żonie i spóźniającym się zegarze. Katon znaczy.
OdpowiedzUsuńTego jeszcze nie znam. Możesz w jego imieniu opowiedzieć?
OdpowiedzUsuńOczywiście, że mogłabym. Ale trochę go tym pogrążę, gdyż on uważa, że to bardzo śmieszne jest. Spróbuję go przywołać, niech sam błyśnie, jak Strasburger w "Familiadzie".
OdpowiedzUsuńŻona mówi do męża: Kochanie, nie dasz wiary, dzisiaj kiedy przechodziłam przez przedpokój spadł tuż za mną zegar... Mąż: K...wa, zawsze się spóźniał.
OdpowiedzUsuńA nie mówiłam?
OdpowiedzUsuńNiestety mnie tez się kojarzy z palami. Cóż, nie jestem oryginalna.
OdpowiedzUsuńCiekawe wyjaśnienie i bardzo prawdopodobne dotyczące tego, jak Jezus chodził po jeziorze znalazłem tutaj http://www.opracowanie.eu/chodzenie.htm
OdpowiedzUsuńcharmee & katon
OdpowiedzUsuńDowcip przedni. Sprzedałem go już dalej. Moja Koleżanka Małżonka zareagowała nerwowym uśmiechem i przezornie zerknęła za siebie w kierunku zegara.
Caddicusie, w ramach, że tak napiszę, retorsji pozwoliłem sobie olinkować Kolegę u mnie na blogu;)
OdpowiedzUsuńZnam również anegdotę z Kany Galilejskiej. Poranek dzień po weselichu, wszyscy leżą "zmęczeni". Ktoś mówi "napiłbym się wody", ktoś się zgłasza "to ja pójdę". "A kto ty jesteś?", "Jezus z Nazaretu". "Nie, nie, nie! Ty nie chodź po wodę!"
Katonie, przemiła retorsja. Jak cierpieć to w dobrym towarzystwie.
OdpowiedzUsuńdlatego nie mam zegara wiszącego ;-)...."moze głupia ale taka to już nie" ,zgodnie ze słowami przecudnej pioseneczki kabaretowej .
OdpowiedzUsuńw życiu...!!! takowego zegara w domostwie brak (skąd to wiedziałam,ze nie należy nabywać ?!)a narzędzia do przytwierdzania ,jakby coś skrzętnie pochowane :-D
OdpowiedzUsuńooooooo
Ad V.
OdpowiedzUsuńZapomniałaś, że zawsze może znaleźć się życzliwy/a... Kupi zegar stosowny i małego majsterkowicza* da w prezencie:-)
*Kiedyś upragniony przez chłopców prezent niczym domek Barbie dla dziewczynek w latach 90.