Marian to człowiek światły niczym Księżyc w pełni. Jest taki zawsze, no chyba, że obok jest Hela, której blask przesłania wszystko.
Niedawno Marianowi stuknęła pięćdziesiątka, szczególna cezura, która nieco podkręciła jego nastrój i wzmogła hipochondrię. O swoich przemyśleniach na temat upływu czasu i stanu zdrowia wspominał Heli, która podpowiedziała mu, że powinien pójść do lekarza i gruntownie się przebadać. Profilaktycznie rzecz jasna. Nie obyło się bez wykładu na temat tego, co i jak powinien sobie przepadać. Na szczęście na początku nie było tak drastyczne, jak w przypadku bakterii e.coli. Dramat Mariana rozpoczął się nieco później.
Urodziny dawno minęły, ale zawsze znajdował pretekst, by odsunąć w czasie zapowiadane badania. Przeszkód było mnóstwo. Praca, brak czasu, zajęty telefon w przychodni itp. itd. Musiało upłynąć kilkanaście tygodni nim, nie mogąc znieść zrzędzenia Heli, ustawił się karnie w kolejce i po odczekaniu kilkudziesięciu minut wszedł do pokoju rejestracji. Pani rejestratorka sprawnie odnalazła jego kartę, sprawdziła aktualność ubezpieczenia i wydała... numerek. Jakież było jego zaskoczenie, gdy oprócz numerka dostał formularz zatytułowany Oświadczenie. Widząc pytający wzrok Mariana rejestratorka pospiesznie wyjaśniła:
- To taki dokument, który musi pan wypełnić na wypadek śmierci.
Mariana przeszył zimny dreszcz. Czyżby Hela uknuła coś, by się mnie pozbyć?
- Czy pan się dobrze czuje? - spytała kobieta spoglądając na Mariana
- Tak... chyba tak - odpowiedział niepewnie.
- Może zbadam panu ciśnienie? Wygląda pan jakoś niewyraźnie.
- Nie, nie... wszystko w porządku tylko... - Marian zawiesił głos - to oświadczenie mnie zastanawia.
- Ależ to zwykłe oświadczenie. Wypełni pan na spokojnie w domu i odda pani doktor, gdy przyjdzie na wizytę.
Ładnie mi spokojnie - pomyślał. Wyszedł na korytarz i zaczął się intensywnie zastanawiać, czy aby na pewno powinien tu wrócić, gdy przyjdzie jego kolej. W domu przeczytał dokument, wypełnił i powiedział głośno cytując Grabowskiego ze skeczu SPA:
- Srał pies! Trudno, idę tam. Nie zabiją mnie chyba.
Marian pogodzony ze swym losem udał się do przychodni i wszedł do gabinetu lekarki. Po zwyczajowym powitaniu, trzymając w ręce wypełniony formularz, drżącym z przejęcia i zdenerwowanym głosem powiedział:
- Pani rejestratorka kazała mi oświadczyć się pani doktor...
- Lekarka spojrzała znad okularów lekko zdziwiona. Widząc wyciągnięty w swoją stronę arkusz papieru wzięła go do ręki.
- Aaaaaaa.... - uśmiechnęła się - ale mnie pan zaskoczył. A już myślałam...
- A co ja mam powiedzieć, gdy przychodzę w sprawie swojego zdrowia, a tu każą mi wypowiadać się w sprawie mojej śmierci?
- To tylko formalność... - powiedziała łagodnym i uspokajającym tonem - i nie chodzi tu o pańską śmierć, panie Marianie. Proszę się nie denerwować. Widzę, że wyprowadziło to pana z równowagi. Całkiem niepotrzebnie. Proszę powiedzieć, co pana sprowadza do mnie?
- Jak by tu powiedzieć... - zaczął Marian - Jestem całkowicie zdrowy i dziś tak naprawdę nic mi nie dolega. Czy pani doktor przyjmuje takich pacjentów?
- Rzadko, ale zdarza się - odpowiedziała z uśmiechem.
- To w takim razie proszę przebadać mnie na okoliczność, że wszystko ze mną w porządku.
- Ależ to zwykłe oświadczenie. Wypełni pan na spokojnie w domu i odda pani doktor, gdy przyjdzie na wizytę.
Ładnie mi spokojnie - pomyślał. Wyszedł na korytarz i zaczął się intensywnie zastanawiać, czy aby na pewno powinien tu wrócić, gdy przyjdzie jego kolej. W domu przeczytał dokument, wypełnił i powiedział głośno cytując Grabowskiego ze skeczu SPA:
- Srał pies! Trudno, idę tam. Nie zabiją mnie chyba.
Marian pogodzony ze swym losem udał się do przychodni i wszedł do gabinetu lekarki. Po zwyczajowym powitaniu, trzymając w ręce wypełniony formularz, drżącym z przejęcia i zdenerwowanym głosem powiedział:
- Pani rejestratorka kazała mi oświadczyć się pani doktor...
- Lekarka spojrzała znad okularów lekko zdziwiona. Widząc wyciągnięty w swoją stronę arkusz papieru wzięła go do ręki.
- Aaaaaaa.... - uśmiechnęła się - ale mnie pan zaskoczył. A już myślałam...
- A co ja mam powiedzieć, gdy przychodzę w sprawie swojego zdrowia, a tu każą mi wypowiadać się w sprawie mojej śmierci?
- To tylko formalność... - powiedziała łagodnym i uspokajającym tonem - i nie chodzi tu o pańską śmierć, panie Marianie. Proszę się nie denerwować. Widzę, że wyprowadziło to pana z równowagi. Całkiem niepotrzebnie. Proszę powiedzieć, co pana sprowadza do mnie?
- Jak by tu powiedzieć... - zaczął Marian - Jestem całkowicie zdrowy i dziś tak naprawdę nic mi nie dolega. Czy pani doktor przyjmuje takich pacjentów?
- Rzadko, ale zdarza się - odpowiedziała z uśmiechem.
- To w takim razie proszę przebadać mnie na okoliczność, że wszystko ze mną w porządku.
| Jan Kaczmarek i Ewa Szumańska |
Badania okresowe gonią mnie ...
OdpowiedzUsuńŻycie to nie je(st) bajka, życie to je(st) bój:-)
OdpowiedzUsuńZatem do boju o zdrowie i długie życie.
Mnie po badaniach zawsze dopuszczają do pracy warunkowo /krzywy uśmiech/... Taka już już jestem chyba, uwarunkowana...
OdpowiedzUsuńJakbym przy tym był! Ale podziwiając akcję " prozdrowotną we właściwym czasie- nie np. na stole, jak niżej podpisany, jeszcze bardziej podziwiam lekkość pióra oraz poczucie humoru. Tylko dystans może nas dziś ratować. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKażdy ma jakieś warunki... Ty Charmee masz wyjątkowe... i mówię tu o dostępie do mazurskich jezior, żeby nie było /ta uwaga skierowana asekurancko do Pokera/:-)))
OdpowiedzUsuńBarnabo, wpis jest pokłosiem tak naprawdę Twoich opowieści o przygodach ze służbą zdrowia, tak więc do mojej profilaktyki przyłożyłeś rękę. Dziekuję
Widzę, Caddicusie, że dbasz o siebie, a to rzadkość. Niektórzy wolą nic nie badać i nie wiedzieć. Myślą, że jeśli choroba nie jest zdiagnozowana to jej nie ma. Jakież to złudne.
OdpowiedzUsuńPS. Widzę, że w Twoim otoczeniu pojawiła się kolejna postać. Czy to zapowiedź większej aktywności na blogu?
Mam na myśli oczywiście Zuzannę.
OdpowiedzUsuńNa zdjęciu jawi się przesympatycznie. Oby z Helą się nie pozabijały:-)
No i co? Pani doktor zleciła jakieś badania krwi czy tylko potrzymała za rączkę i popatrzyła w oczy?
OdpowiedzUsuńHerbaTee,
OdpowiedzUsuńDbam, a jakże! Plany mam na czas do maja/czerwca 2054 roku. Chcę w zdrowiu i jako takiej sprawności działać.
WG108,
Wszystko było:-)
Radość ma nie zna granic! Nareszcie, w mym wieku dojrzałym, ktoś wyznaje, że miałem nań wpływ twórczo-dobry.... Dzięki, czuję się podtrzymany na wątlejącym duchu, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńHela dla Mariana to wielki skarb :) Mam nadzieję, że Marian to docenia...właściwie ;)
OdpowiedzUsuń@Echa Wydarzeń (Barnaba),
OdpowiedzUsuńA miał i ma!!!
@Ejcz,
Też mam taką nadzieję, że jest tak, jak napisałaś.