Pan C. bardzo lubi spacerować z kijami trekingowymi po sobie znanych ostępach i duktach leśnych. Ostatnio wdarli się w jego przestrzeń drwale i poczynili spore spustoszenie. Dzięki Bogu, jeszcze wszystkiego nie wykarczowali. Teraz tylko intensywniej odczuwa zapach żywicy, gdy mija ścięte i poukładane bale drewna. Ulubioną trasę w kształcie dużej pętli pokonuje w sto trzydzieści minut. Czasami modyfikuje ją nieznacznie lub idzie w przeciwnym kierunku niż zwykle. Zawsze towarzyszy mu Pestka, czworonożny domownik, który przed dziewięciu laty - za sprawą dzieci -został sprowadzony ze schroniska. Pan C. czułby się samotny jak palec, gdyby nie ktoś jeszcze...
No właśnie! Zacznijmy od początku.
Jakiś czas temu, bodajże w sierpniu lub wrześniu ubiegłego roku, Pan C. przemierzał swoje leśne ścieżki. Przed nim biegła Pestka, która cały czas czuje się bardziej właścicielką i opiekunką Pana C. niż odwrotnie. Jest to układ dość sprawny i dający wzajemną satysfakcję. Gdy byli mniej więcej w połowie drogi Pan C. zauważył, że Pestka, co jakiś czas nadstawia uszu i wbiega w chaszcze. Słyszał też jakiś dziwny szelest, jakby ktoś przedzierał się skrycie przez gęstwinę. Nikogo nie widział, ale zaczął odczuwać niepokój. Zdawało się , że ktoś skrycie przebiega ścieżkę za jego plecami. Gdy się odwracał widział tylko falujące gałęzie czeremchy porastającej pobocze duktu. W pewnym momencie kątem oka zauważył sylwetkę mieniącą się kolorami tęczy.
- Ki diabeł? Bóg wiara, czart mara! - zamruczał pod nosem Pan C., a Pestka nastawiła uszu i zamarła w bezruchu.
Wyraźnie słyszał za sobą kroki, jakby się ktoś skradał. Postanowił wytrzymać narastające napięcie i przyłapać intruza wzrokiem.
Jak postanowił tak też uczynił. Zamarł w bezruchu sparaliżowany tym, co ujrzał.
- Zuzanna?!!! - krzyknął.
Stała przed nim ubrana w różnokolorowe fatałaszki, z nierównym, acz wyrazistym makijażem, dawno zapomniana przyjaciółka z dzieciństwa.
Pojawiła się, gdy miał trzy lata i towarzyszyła mu do siódmego roku życia. Była jego jedyną szczerą i bezwarunkowa przyjaciółką, której powierzał swe sprawy i sekrety. Miała tę właściwość, że zawsze była przy nim, gdy jej potrzebował. Nikt poza bardzo młodym Panem C. jej nie widział i nie słyszał. Była oddana mu bezwarunkowo, ale nadszedł taki dzień, gdy po przebudzeniu się nie zastał jej w fotelu, na którym siadała tuż przy jego łóżku. Opuściła go bez uprzedzenia. Na początku tęsknił, złościł się i płakał. Później zrozumiał, że była tylko tworem jego wyobraźni. Zuzanna odpowiadała jego potrzebie bliskości i oddania.
Pojawiła się, gdy miał trzy lata i towarzyszyła mu do siódmego roku życia. Była jego jedyną szczerą i bezwarunkowa przyjaciółką, której powierzał swe sprawy i sekrety. Miała tę właściwość, że zawsze była przy nim, gdy jej potrzebował. Nikt poza bardzo młodym Panem C. jej nie widział i nie słyszał. Była oddana mu bezwarunkowo, ale nadszedł taki dzień, gdy po przebudzeniu się nie zastał jej w fotelu, na którym siadała tuż przy jego łóżku. Opuściła go bez uprzedzenia. Na początku tęsknił, złościł się i płakał. Później zrozumiał, że była tylko tworem jego wyobraźni. Zuzanna odpowiadała jego potrzebie bliskości i oddania.
Spojrzała na niego, jak dawniej i obdarzyła tym charakterystycznym zniewalającym uśmiechem.
- To ja, Caddi! - wyszeptała wzruszona. - Poznałeś mnie... Dawno się nie widzieliśmy.
Nic się nie zmieniła przez te lata. Zawsze była stara. Jedno oko zachodziło bielmem, a w uśmiechu szczerzyła wszystkie trzy zęby. Miała jednak w sobie coś, co sprawiło, że Pan C. znów poczuł się małym chłopcem. Czuł się bezpiecznie.
- Tęskniłem - wypowiedział z trudem. - Nie sądziłem, że kiedykolwiek się spotkamy.
- Wróciłam... - oznajmiła Zuzanna. - Chcesz bym została?
- Tak!
cdn.
![]() |
| Pestka nasłuchuje odgłosów lasu. |
![]() |
| Zuzanna Odnaleziona:-))) |
Czyżby kiedyś też z nim była?
W swe miejsce nad rzeką
Zabiera cię Zuzanna
Możesz słuchać plusku łodzi
Możesz zostać z nią do rana
Wiesz że trochę źle ma w głowie [...]
Zabiera cię Zuzanna
Możesz słuchać plusku łodzi
Możesz zostać z nią do rana
Wiesz że trochę źle ma w głowie [...]
Dziś Zuzanna za rękę
Prowadzi cię nad rzekę
Cała w piórach i w łachmanach
Z jakiejś Akcji Dobroczynnej [...]
Cała w piórach i w łachmanach
Z jakiejś Akcji Dobroczynnej [...]
I już chcesz z nią powędrować
Powędrować chcesz na oślep
Wiesz że można jej zaufać
Bo dotknęła twego ciała
Myślą swą
Powędrować chcesz na oślep
Wiesz że można jej zaufać
Bo dotknęła twego ciała
Myślą swą


Już nie wiem, co jest lepsze. Potęga wyobraźni, czy cud niepamięci :)))
OdpowiedzUsuńWiem za to, że chciałabym, aby ciąg dalszy, który ma nastąpić, nastąpił jak najszybciej.
Caddicus :)
OdpowiedzUsuńNie wiem co Ci Hela dodaje do posiłków, ale widać, że korzystnie to działa na Twoją płodność, pisarską oczywiście.
Patrząc na obraz Zuzanny, tak sobie myślę: może być to "udoskonalona" przez autora wizja Heli... ;))
Ona nie ma bielma na oku, jedno jest niebieskie, drugie brązowe. Zrób jej dwa takie same. Niebieskie będą pasować do karnacji ;)
@Charmee,
OdpowiedzUsuńWyobraźnia nie jest dla mnie przekleństwem, a cud niepamięci?... jeśli już to tylko w wykonaniu Soyki:-)
http://www.youtube.com/watch?v=T-wsmx3wxQg
@Ejcz,
OdpowiedzUsuńMuszę zaprzeczyć Twym sugestiom, jakoby Zuzanna i Hela były tożsame. Są to dwie różne postaci, które Pan C. poznał w zupełnie odmiennych okolicznościach. Nie należy zapominać, że hela jest zawsze w duecie z Marianem... nie inaczej.
Okazuje się, że Zuzanna zna nie tylko Pana C., o czym ten był łaskaw wspomnieć w powyższym wpisie, ale zna Leonarda C., Mariana i Helę i jeszcze parę innych osób.
Teraz już wieczory będą coraz dłuższe, a Zuzanna przy szklaneczce wódki lubi opowiadać:-)
O! Moja Zuzia znalazła się!
OdpowiedzUsuńWG,
OdpowiedzUsuńMówisz o tej na powyższej fotce???
Ta jest moja:-)
Żartowałem, ale przecież każdy z nas ma swoją Zuzię ;)
OdpowiedzUsuńWG, wiem, ale wolałem zaznaczyć. Wiesz jak to jest z kobietami. Ta zniknęła na 43 lata.
OdpowiedzUsuńJak to mówią Poszła w cug:-)
Zaprawdę i nie wiesz kogo możesz spotkać w krzakach.
OdpowiedzUsuńZ mistrza- arcymistrz. Trochę mojej krwi... I ta Zuzia przeszło-teraźniejszo- przyszła... Moje sny, moje... Ale sypiam coraz krócej oraz z oporami,,,Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCadyku najmilszy,
OdpowiedzUsuńPiękną piosenkę zapuściłeś, a tu się okazuje, że jej polski autor - pan Zembaty Maciej odszedł był, jak nas cały czas na to przygotowywał tym swoim czarnym humorem trójkowym. Ech, Maurycy, Maurycy... Znów się jakoś wszystko połączyło.
A co do Twojej Zuzanny ze zdjęcia, to chyba miałem już ją gdzieś przyjemność poznać. Czyż nie jest to przypadkiem madame Ginette "la clocharde"? Z bardzo "gościnnego" filmu?
@Emka,
OdpowiedzUsuńTo prawda! Ścieżki, po których kroczymy często wiodą nas w zaskakujące sytuacje.
@Barnaba,
Cieszę się, że podobnie śnisz. To chyba rodzinne:-)
@Maciek,
W rzeczy samej: Ginette grana była przez Marie-Anne Chazel.
A Maciej Zembaty? Cóż? Taka kolej rzeczy, ale zostaną jego piosenki, skecze, kabarety. Taka kolej rzeczy
Caddicus:)
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
To doskonałe!!
:))
Ciąg dalszy będzie, choć losy Zuzy będą przeplatać się z historyjkami Heli i Mariana:-)
OdpowiedzUsuń