Tak było i w miniony piątek.
--------
Noc minęła i bladym świtem siostra sobota witała wszystkich fanów weekendu.
Kobietę obudził dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek. Była piąta rano. Nie zamierzała wstawać, gdyż sobota jest dniem, w którym może sobie pospać. Pewnie znów jakiś tirowiec szuka właściwej drogi. A niech poczyta sobie Alchemika Coelho to się dowie, gdzie jego cel - pomyślała złośliwie i przewróciła się na drugi bok.
Dzwonek zadzwonił ponownie tyle, że natarczywiej i znacznie dłużej. Nie wytrzymała i zerwała się z łóżka. Zeszła na parter i uchyliła drzwi. Półtora metra od niej stał szczupły mężczyzna z jednodniowym zarostem. Sportowa marynarka, biała koszula z rozpiętym kołnierzykiem, dopasowane spodnie dżinsowe i czarne buty. Mimo dziwacznej pory na odwiedziny gość wydał się całkiem szykowny.
- Słucham pana? - powiedziała z chłodem w głosie.
- Proszę pani... - mówił niepewnym i zrezygnowanym głosem - czy może mi pani powiedzieć, gdzie ja właściwie jestem?- Nie rozumiem - odpowiedziała zaskoczona.
- No, gdzie jestem? W jakiej miejscowości?
- Jak to w jakiej - żachnęła się. - W Płońsku...
- W Płocku???
- Nieeee! W Płońsku! Przecież mówię wyraźnie. Płock jest kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Na twarzy mężczyzny pojawiło się przerażenie i rezygnacja. Było widać, że znalazł się w sytuacji, na którą nie miał wpływu.
- O Boże!!! - zawołał.
- Stało się coś? Pan chciał dojechać do Płocka? - spytała i rozglądała się, gdzie może stać jego samochód.
- Proszę pani - zaczął mówić łamiącym się głosem - jestem z Krakowa. Wczoraj z kolegami wyskoczyliśmy za miasto, by pogawędzić przy kieliszeczku czegoś mocniejszego.
- Jak to???? - spytała zaskoczona. - Gdzie Kraków, a gdzie Płońsk?
- No właśnie! Wiem tylko, że złapałem okazję, by wrócić do domu. Obudziłem się tutaj i kierowca wysadził mnie na rondzie. Nie wiem, jak ja wrócę do domu i co powiem żonie.
- To może zadzwonimy do żony, żeby się nie denerwowała. Ona tam musi się strasznie zamartwiać o pana...
- Wszystko!!! Wszystko, tylko nie dzwońmy do Heli!!!! - jęknął przerażony.
[zasłyszane - opowieść oparta na faktach]
_________________________
Taaaa... Szkopuł w tym, że jeśli się powie prawdę, to nikt, a szczególnie Hele w to nie uwierzą. Dlatego należy wymyślać historyjki obrazkowe. Wiem coś o tym, jakem Hela, bo Hele też muszą je wymyślać. Muszą, bo prawda bywa za prosta albo za kosmiczna. Kiedyś wracałam do domu, z Gdańska. Miałam być o jakiejś tam godzinie, w końcu to około 200 km tylko i można wycyrklować. Spóźniłam się parę godzin, przedstawiłam prawdziwy powód spóźnienia, a było nim zawalenie się wiaduktu w Tczewie... I usłyszałam, że mogłam wymyślić coś bardziej wiarygodnego...
OdpowiedzUsuńJutro piątek. Planuję robić rzeczy głównie na literę "u". No to też może się skończyć w Płońsku.
OdpowiedzUsuń@Charmee;
OdpowiedzUsuńSamo życie i - jak łaskawie zauważyłaś - mało wiarygodne.
@wg108
Zatem, gdy tam dotrzesz szukaj ronda i pytaj o drogę do swojej Heli:-)
Mnie się kiedyś zdarzyło wracać ze stolicy i niestety po drodze był objazd. Po paru godzinach znalazłam się około 23.30 w środku pól sama a rozdrożu dróg i żadnego drogowskazu. Ani jednego człowieka, ani jednej chałupy.Marzyłam o jakimkolwiek domu by móc zakołatać do drzwi i zapytać zdziwionych gospodarzy : gdzie ja jestem?
OdpowiedzUsuńdr_ewa999
@dr_ewa999,
OdpowiedzUsuńKilkanaście lat temu jadąc do Stargardu Szczecińskiego (ponoć szczeciński to jest tylko paprykarz) zerknąłem na mapę i postanowiłem jechać na skróty. Zamiast jechać z Poznania około trzech godzin, jechałem jakieś sześć. Po wertepach i wybojach nie szło przyspieszyć. Wylądowałem w Drawieńskim Parku Narodowym.
Po tej lekcji pokory już wiem, że to, co na mapie wydaje się BLIŻEJ jest tak naprawdę DALEJ i DŁUŻEJ.
A propos objazdów. Noc, leje jak cholera, drogę mniej więcej znam, bo już nią kiedyś jechałem. Pojawia się biała tablica: Bytom. W chwilę później zwężenie drogi, remonty, objazdy, no to jadę za żółtymi strzałkami z napisem "objazd". Po godzinie kluczenia pojawia się biała tablica z napisem: Bytom.
OdpowiedzUsuńNo myślałem, że mnie szlag trafi...
Déjà vu??? :-)))
OdpowiedzUsuńTaaa, faktycznie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu ;)
OdpowiedzUsuńcaddicusie,
OdpowiedzUsuńDo wpisu nie będę się odnosić. Podoba mi się i już.
Zwrócę tylko uwagę na link znajdujący się pod rysunkiem. Prowadzi do klimatycznego miejsca. Chciałoby się tam być....
A Hela swojego Mariana i tak w końcu odnajdzie... i nie chciałabym wtedy być w jego skórze! ;(
OdpowiedzUsuń@HerbaTee -
OdpowiedzUsuńLubie takie klimaty, jak ten przywołany linkiem :-)
@babciabezmohera -
Właśnie!!! Niech wsze mMriany wiedzą, że nie ma ucieczki i odpocznienia. Prędzej, czy później zostaną dorwani:-)
wg- z tym Śląskiem to jest dziwnie, ja tam często jeżdżę do instytutu do Gliwic i już nic mnie nie dziwi choc na początku było inaczej. Gdy jechałam pierwszy raz to nie mogłam wyjśc z podziwu, bo jeszcze nie ujechałam 2 km za tabliczką oznajmiającą BYtom a juz byłam przy tabliczce Zabrze by za chwile znów mijać tablicę z napisem Bytom. Ot taki to urok naszego Śląska. ;)))
OdpowiedzUsuńdr_ewa999
@dr-ewa999
OdpowiedzUsuńCzasami wystarczy przejść na druga stronę ulicy, by znaleźć się w drugim mieście.
Ante Portas, cokolwiek to znaczy, to bardzo urokliwe miejsce. Tylko ma granice. Mury, zasieki, zapory. W postaci kodu, który trzeba wpisać, jeśli chce się skrobnąć słów zachwytu parę... Mnie ciągle wyskakuje, że błędny kod i mam spróbować jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńJakież tam granice???
OdpowiedzUsuńWystarczy dobrze wpisać kod i wszystko:-)))