Nie samym chlebem żyje człowiek... To prawda, ale samo jedzenie, a wcześniej całe przygotowanie posiłku jest znakomitą okazją do tworzenia przestrzeni, w której spotykają się ludzie. Jedzenie jest przyjemnością dla podniebienia, powonienia i oczu. Tak naprawdę to jemy najpierw oczami... na pewno Pan C. tak ma, a i powonienie ma wysublimowane w sposób szczególny.
Mówi się o endorfinach, że to hormony szczęścia wydzielane z różnym natężeniem w zależności od tego, co je wyzwala. Znawcy tematu wymieniają pośród aktywatorów śmiech, smakowanie czekolady, pikantne przyprawy, zakochanie, czy choćby coś tak prozaicznego, jak... orgazm. Co prawda Pan C. nie zna przypadku orgazmu wywołanego jedzeniem, ale kto wie, może nauka radziecka odnotowała takie przypadki.
Przy dobrym jedzeniu odczucie przyjemności jest tak dojmujące, że współbiesiadnicy są szczęśliwi i łagodni. A skoro tak to otwarci na innych i sposobniejsi do rozmowy, w której j e s t e ś m y r a z e m.
Jest dużo prawdy w powiedzeniu byle co jesz i byle co gadasz. Warto zatem jeść rzeczy, które pozytywnie wpływają na stan ciała i... ducha.
I tym oto sposobem Wordpress jest biedniejszy o Cadiccusa. :(
OdpowiedzUsuńGraforomanie,
OdpowiedzUsuńJestem tam obecny cały czas. Odwiedzam znajomych, czytam, czasami też komentuję.
Jako osobnik z typu "marnotrawnych"( czytaj - mających problemy z trawieniem, wprawdzie nie tak - "od Dziecka", ale...)preferuję bardziej powiedzenie - " nie samym chlebem..." ( bo pieczywo też nie każde, absolutnie). A trochę się zmartwiłam tym drugim, bo się raczej wypowiadać nie powinnam, a czasem głównie LUBIĘ POGADAĆ - ot, co ... ;)) Ale życzę SMACZNEGO und Gute Apetite ...itp.
OdpowiedzUsuńCukinię polecam również smażona w panierce jak kotlety schabowe i do tego ostry meksykański sos.Smacznego.
OdpowiedzUsuńNo widzę, że i Ciebie wciągnęła walka z letnim naporem owoców i warzyw. Korzystajmy póki sezon, potem korzystajmy z tego co w sezonie zbierzemy i achowamy na zimowe chłody
OdpowiedzUsuńTo prawda, Cadiicus jest obecny, odwiedza i czasami komentuje /samozwańczo wcieliła się w rolę rzecznika prasowego Charmee/...
OdpowiedzUsuńJa cukinię i kabaczka robię albo faszerowane, albo jako wypełniacz do leczo, a najbardziej lubię pokrojone w plastry, maczane w cieście naleśnikowym i smażone na duuuużej ilości oleju z pestek winogron. Mniam!
Grunt, to dobry język. Żeby się wysłowić i kosztować ;). Spróbuję.
OdpowiedzUsuńPrzepadam, no przepadam za Caddicusem Gotującym!
OdpowiedzUsuń:)))
A cukinia...mniam, w każdej postaci! Naj-ulubieńsza moja to ta w leczo i z grilla w ziołach. Ale i takiej zupki by się pojadło.. Pycha!
A ja to nie rozróżniam cukini od kabaczka, za trudne. Za to dobrego łiskacza wyczuwam na kilometr w zamkniętej butelce. Pewnie tak mam dla równowagi.
OdpowiedzUsuńWg108, jesteś po prostu wyspecjalizowany. Nie można być dobrym we wszystkim, bo wówczas tak naprawdę nie znamy się na niczym.
OdpowiedzUsuńKwoka,kupuję określenie marnotrawny. W tym zastosowaniu jeszcze go nie miałem okazji zapoznać.
OdpowiedzUsuńemka1216, po prostu pozazdrościłem mistrzowi. Krzywonosanie jestem w stanie zrobić, ale jakąś zupę upichcić to i owszem.
OdpowiedzUsuńKadarka,dodam jeszcze za mistrzem Rejem z Nagłowic, że Polacy nie gęsi...
OdpowiedzUsuńAngie, wszystko jest pyszne, gdy ktoś przygotuje. Masz tę swoją wypróbowana koleżankę specjalistkę od przetworów.
Charmee, miło mi, że zechciałaś być moim głosem i stając odważnie przed publiką wyjaśnić moją nieobecną obecność. Gdybym chciał zacytować klasyka, to napisałbym mężne serce w kształtnej piersi...
Caddicus,
OdpowiedzUsuńnoszz chyba nie sądzisz, że wszystko "przygotowuje" mi koleżanka! :P Zwykle to ja z Księżną babrałyśmy się w przetworach, tylko w tym roku nastąpił nasz bunt. Za dużo trzeba było wyrzucać , nie chcą te rozbestwione latorośle spożywać " domowego" i już...No to nikt nie będzie robił i koniec. Lepiej wziąć kilka sztuk czegoś od kogoś i Se kiedyś tam spróbować . To prawda, że będzie smakować- bo " czyjeś" :>
Angie,
OdpowiedzUsuńnic nie sądzę, bo jakże bym śmiał. Odwołałem się jeno do tego, co tam kiedyś sama byłas łasakawą napisać.
Ale pomyśl tylko, że taka koleżanka to skarb... No niczym Marysia w domostwie, która wszystko zrobi.
Caddicusie, Marysia to ja ;))
OdpowiedzUsuńTak serio: masz rację, to wielki skarb- taka koleżanka, która uwielbia siedzieć w kuchni i jeszcze dzielić się tym, co wytworzy.
Tak na marginesie, ja to w ogóle mam dziwne szczęście do " otrzymywania" od ludzi różnych rzeczy. Z żadnej wizyty nie wróciłam jeszcze z pustymi rękami :> ( dlatego mój ex małżonek nazwał mnie " czarownicą" ; nie mógł pojąć , czemu jemu nigdy nikt nic nie dał tak " za darmo" i uznał, że wobec tego... muszę czarować :)))
A ja dzisiaj placuszki z cukinii i to dopiero jest orgazm :)
OdpowiedzUsuńMirko, witam przy stole.
OdpowiedzUsuńWszystko sprawia przyjemność, gdy tylko z sercem jest robione i podane.
Witam, to prawda i widzę że u Ciebie jest to wielkie serce, będę pewnie stałym gościem jeśli pozwolisz :)
OdpowiedzUsuńCzym chata bogata, Mirko.
OdpowiedzUsuńZapraszam też na swój blog ze zdjęciami CADDICUS ANTE PORTAS.