Chodzenie do kościoła nie należy do ulubionych zajęć najmłodszych. Kiedyś do kościoła i w jego okolice przyciągały odpustowe kramy i wata cukrowa. W dobie telewizji i internetu niechęć do odwiedzin tego miejsca jest bardziej zauważalna niż kiedykolwiek.
Wiele matek mając na uwadze swoiście rozumiane dobro pociech, co niedziela ciągnie je do kościołów na msze. Wychodzą z założenia, że dzieciom może się to przydać, bo odpowiednich papierków i kwitków nigdy zadość. Chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, świadectwo religii etc. Wyziera z tej postawy sławetny zakład Pascala: lepiej wierzyć w istnienie Najwyższego i nie narażać się jego urzędnikom... tak na wszelki wypadek.
Wiele matek mając na uwadze swoiście rozumiane dobro pociech, co niedziela ciągnie je do kościołów na msze. Wychodzą z założenia, że dzieciom może się to przydać, bo odpowiednich papierków i kwitków nigdy zadość. Chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, świadectwo religii etc. Wyziera z tej postawy sławetny zakład Pascala: lepiej wierzyć w istnienie Najwyższego i nie narażać się jego urzędnikom... tak na wszelki wypadek.
Dzieci przymuszane matczyną troską cierpią katusze i strasznie się nudzą, gdy ksiądz głosi słowo Boże. Chcąc objaśnić trudne teksty biblijne jeden pan ksiądz z drugim panem księdzem, prześcigają się w podawaniu przykładów będących opowiastkami o nich samych.
Michałek - rezolutny i nad wyraz dojrzały chłopiec - miał chyba dziewięć lat, gdy znalazł się w podobnej sytuacji. Kolejna niedziela i kolejna katorga słuchania kazania, z którego tylko niektóre fragmenty był w stanie zrozumieć. Wielokrotnie chwytał matkę za rękaw i próbował namówić do wyjścia. Ta cierpliwie przekonywała, by jeszcze chwilę wytrwał.
Michałek - rezolutny i nad wyraz dojrzały chłopiec - miał chyba dziewięć lat, gdy znalazł się w podobnej sytuacji. Kolejna niedziela i kolejna katorga słuchania kazania, z którego tylko niektóre fragmenty był w stanie zrozumieć. Wielokrotnie chwytał matkę za rękaw i próbował namówić do wyjścia. Ta cierpliwie przekonywała, by jeszcze chwilę wytrwał.
Wreszcie, gdy po długim i przynudnawym kazaniu wybrzmiało sakramentalne amen, w kościele zaległa cisza. Wzdłuż nawy głównej kościoła oraz w kruchtach wszyscy odczuwali niewypowiedzianą ulgę. Rezolutny Michałek odwrócił się wtedy do matki i na cały głos skomentował:
- Mamo! Urzekła mnie jego historia!Po chwili konsternacji znudzeni wierni gruchnęli szczerym śmiechem. W niezamierzony sposób wychynęli z narzuconej smutnej pozy i okazali radosne oblicze.
![]() |
| Dzieci podczas kazania |
Zobacz: Żywa woda

Potem się katolicy dziwią, że młodzi odchodzą od kościoła. No cóż, nie będę po tym płakał. Zmuszajcie dzieci do tego, na pewno ktoś inny skorzysta. ;)
OdpowiedzUsuńKrwawy
Kościół. Lata świetlne temu. Nadmieniam, że ja - co zajdę do kościoła, to Wielkanoc. Młoda daje czadu tak, że najchętniej dokonałabym rękoczynów i samosądu. W myślach ustalam system represji, jakim ją poddam po powrocie. Czas wlecze się w nieskończoność, latorośl rozkręca się coraz bardziej. Wreszcie następuje upragnione: "idźcie, ofiara spełniona". Wychodzimy. I słyszę słodkie i rozbrajające: "Mamusiu, prawda, że byłam bardzo grzeczna?"
OdpowiedzUsuńA teraz to słodkie dziecko zamierza dokonać aktu apostazji.
Krwawy,
OdpowiedzUsuńCoś jest na rzeczy.
Charmee,
Zastanów się! Może warto dołączyć do własnej latorośli. Do kościoła i tak będziesz mogła chodzić jeśli... tylko zechcesz:-)
Mnie urzekła kaseta video z komunii mojego syna. Obejrzałam raz :) To był prawdziwy koncert ziewania. Dzieci chyba z wrażenia całą noc nie spały :)))
OdpowiedzUsuńCaddicusie:*
OdpowiedzUsuńtemat- rzeka.
Mnie kojarzy się z kościołem najbardziej dwa " numery". Otóż gdy przygotowywano moje najmłodsze, żeńskie dziecię do 1szej Komunii Św. mój synuś Pierworodny, ogłosił, że idzie "dokonać aktu apostazji". ( Charmee, już polewam:> )
Jakoś ubłagałam,by poczekał przynajmniej aż Mała weźmie tę komunię...
Drugi numer to taki, że myślałam, ze zabiję księdza. Ale o tym opowiem już na swoim blogu ;)
miało być " kojarzą"
OdpowiedzUsuńWybacz, jestem rozkojarzona w niedzielny wieczór...
;)
Guardangel,,
OdpowiedzUsuńDobrze, że nie mam takich kaset. Ufff....
Angie,
Skoro twoje dzieci apostazjują to po cóż chcesz przeprowadzać je przez ścieżkę kościelnej kariery?
"przeprowadzać je przez ścieżkę kościelnej kariery" - chcemy czy nie chcemy, to kościół uznał że jest powszechny i ma w dodatku całą gamę sztuczek wypraktykowanych przez wieki.
OdpowiedzUsuńA mnie " urzekła" opowiedziana TU histryjka, a szczególnie pointa. ;))
OdpowiedzUsuńJa zakończyłam swój związek z kościołem powszechnym ( a nawet świętym, jako się SAM zowie )na bierzmowaniu i jeszcze wtedy byłam sama bardzo przejęta - może dlatego, że nie byłam nigdy zmuszana przez rodziców ( bo sami nie chodzili). Natomiast moje dzieci ( choć też nie zmuszane ), miały jeszcze znacznie mniejszy entuzjazm i już nie skorzystały z tego sakramentu, czyli również z kolejnych. Ale na apostazję jakoś nikt z nas jeszcze się zdobył...tak jakoś schodzi.
Errata - " na apostazję...nikt z nas jeszcze się NIE zdobył...". Co by nie wątpliwości," o so mi chozi" ;))
OdpowiedzUsuńWG,
OdpowiedzUsuńProblem sztuczek zamierzam opisać przy innej okazji.
Kwoka,
Apostazja to kolejny ciekawy wątek. Kto był pierwszym apostatą - oto jest pytanie;)
Mówię to jako młoda (póki co) osoba, apostata.
OdpowiedzUsuńKto może korzystać na młodych, którzy odchodzą? Pewnie większość wybierze obojętność religijną czyli ateizm lub agnostycyzm.
A z tych, którzy ciągle potrzebują sacrum?
Kościoły ewangelickie, muzułmanie i ... kulty starych bogów np Hellenizm, Asatru czy Rodzimowierstwo.