Wzajemne wyświadczanie przysług to pomiędzy przyjaciółmi, jakimi są Pan C. i Marian, to chleb powszedni. A jeśli wziąć pod uwagę bliskość zamieszkania to wszystko jest możliwe. Hela, mimo wszelkich zastrzeżeń, jakie Pan C. mógł mieć wobec niej na początku jej znajomości z Marianem, zawsze się mu podobała.
Pewnego wieczoru do drzwi domu Pana C. zadzwoniła Hela.
- Cześć - rzuciła. - Wiem, że jesteś zaskoczony moją obecnością, ale...
- W żadnym razie! Wejdź do środka.
- Zazwyczaj przychodziłam z Marianem. Dziś postanowiłam sprawy wziąć w swoje ręce.
- No tak - przytaknął Pan C. lekko skonsternowany.
Wzięła głęboki wdech, jakby to, o czym za chwilę powie, było dla niej bardzo ważne.
- Chcę dziś poszaleć: popić, potańczyć i kochać się całą noc! Masz wolny wieczór?
Pan C. zastygł w bezdechu. Po chwili spojrzał w zielone oczy Heli, to znów spuścił wzrok na jej biust, który skrywał zielony stanik kusząco wystający spod bluzki. Poczuł dojmującą suchość w ustach, przesunął koniuszkiem języka po wargach i powiedział:

Hahahaha świetne zakończenie :)))
OdpowiedzUsuńGrasz w zielone? Gram
Masz zielone? Mam
Czu jakoś tak to było :)
Fajne ale, jak się mógł poczuć Pan C.?:-)))
OdpowiedzUsuńa po co to tak od razu się napalać ;))
OdpowiedzUsuńŁatwiej powiedzieć, gdy tak z boku ocenia się sytuację, niż sprostać sytaacji będąc w środku wydarzenia.
OdpowiedzUsuńNo może i masz rację...jako posiadaczka wychylającej spod bluzki bielizny, zawsze byłam po drugiej stronie ;)
OdpowiedzUsuńŁadnie to napisałeś, ale ja to chyba widziałam w jakimś filmie... Te problemy z pamięcię.. Jeszcze odkopię, ale i tak się ubawiłam- :) Lubię Twoje poczucie humoru
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Pan C się zarumienił, że się tak wtrącę nie ładnie, zawstydziły go myśli smarkate:)
OdpowiedzUsuńRozumiem ten ból, ja też muszę jutro zaopiekować się pieskiem ;(
OdpowiedzUsuńŻycie i relacje damsko-męskie to niekończąca się i powtarzalna historia tylko... za kazdym razem inaczej opowiadana:-)
OdpowiedzUsuńAż muszę powstrzymać wodze wyobraźni by nie narazić się Heli:-)
OdpowiedzUsuńSmarkate, jak smarkate, ale że.... poczochrane to rzecz pewna.
OdpowiedzUsuńwpisać coś w tym "my dyskusie" to porażka
OdpowiedzUsuńCosik im się pozajączkowało bo i moje dwa komentarze gdzieś się ukryły.
OdpowiedzUsuńNapisałem, że rozumiem Cię, bo ja jutro też muszę cały dzień zająć się pieskiem
OdpowiedzUsuńI też jakaś przyjaciółka Twojego kolegi poprosiła Cię o t przysługę?:-)))
OdpowiedzUsuńNo przecież widzę i skomentowałem:-)
OdpowiedzUsuńTroszku mi żal Pana C.... :-(
OdpowiedzUsuńMnie też... siebie żal:-)
OdpowiedzUsuńWoody Alen kiedy powiedział: Mężczyznę można „wykastrować” jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem.Od dziś możemy mówić: Mężczyznę można „wykastrować” jednym zdaniem: popilnuj mi mojego pieska.
OdpowiedzUsuńI Hela TO popełniła:-)
OdpowiedzUsuńpowiem tak:każda z nas ma cos z Heli...właśnie zdałam sobie z tego sprawę...jakie my okrutne jesteśmy...P
OdpowiedzUsuńToś mi prawdę odkryła! Przecież od trzech lat piszę o helowatości rodzaju żeńskiego na przykąłdzie Heli i Mariana. Jednak w tym miejscu muszę podkreślić, że Hela Marianowa jest wyjątkowa i niepowtarzalna:-)
OdpowiedzUsuńI taki załącznik bez związku (a może w związku) z powyższym:
https://www.youtube.com/watch?v=DCE2OWZA82o
czyli niech am żyje Hela...hahaha
OdpowiedzUsuńHela ma talent... i styl, brawo
OdpowiedzUsuńAch, te zielonookie ;)
OdpowiedzUsuńŚwietne, po prostu świetne!!!
OdpowiedzUsuńChciałabym zobaczyć minę Pana C. :)))
Żeby ktoś wtedy zrobił zdjęcie... widok bezcenny:-)
OdpowiedzUsuńTe, jak te, ale zielonooka Hela!
OdpowiedzUsuńHela potrafi, jak mało kto powalić celnym słowem.
OdpowiedzUsuńSposob zalatwiania spraw w wydaniu Heli...BEZCENNY...;)
OdpowiedzUsuńAno ba! Hela jest wyjątkowa i potrafi zaskoczyć, jak mało kto:-)
OdpowiedzUsuńojj, coś nie wierzę, by Pan C. choć przez chwilę pomyślał, że Hela ma coś innego na myśli, niż choćby np. popilnowanie pieska. Poza tym nie mógłby chyba TAK zrobić ..Marianowi! ;)))
OdpowiedzUsuńNo musisz wydawać Pana C.??? Wszak chodzi o narrację i budowanie napięcia, anie o fakty:-)
OdpowiedzUsuńPuenta zaskoczyła mnie absolutnie. Widać jestem mocno naiwna ;-)
OdpowiedzUsuńPan C. też wydawał się naiwnie sądzić, że... Musiał obejść się smakiem:-)
OdpowiedzUsuńWybacz Caddi, jakaś "zbyt dedukująca" się robię i dlatego nie daję się łatwo zaskoczyć;
OdpowiedzUsuńpierniczeję...? ;)))
W przypadku ciasta piernik im starszy tym lepszy. Nie wiem, jak to jest w przypadku ludzi.
OdpowiedzUsuńA tak jeszcze nawiązując do narracji: jeśli to co opisane nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów:-)
A co, pies też człowiek! ;)
OdpowiedzUsuńP.S. Komentowanie u Ciebie Caddi jest coraz trudniejsze.
Zaraz podpisała. Chuchnęła w okno, tyle. ;)
OdpowiedzUsuńW żadnym razie, Cane!
OdpowiedzUsuńUtrudnienia są postawione parszywcom, trollom i obsesjonatom. Normalni i mili goście zawsze znajda sposób, by tu napisać swoje uwagi i być obecnym:-)
Ale co będzie, gdy się zadomowi. Powyżej tylko chuchnięcie.
OdpowiedzUsuńCiągle mam kłopoty z wpisywaniem komentarzy u Ciebie. Nie chcę się nigdzie rejestrować. Co robić? Chyba coś znów przestawiłeś. Ponieważ nie jestem zbyt obeznana z nowościami, bardzo Cię proszę, pouczaj mnie na moim blogu. Helusia jest wspaniała.
OdpowiedzUsuńJest wszystko w porządku Twój komentarz dotarł i jest widoczny.
OdpowiedzUsuńDziękuję w imieniu Heli za dobre słowo:-)
a miało być tak pięknie ;-)
OdpowiedzUsuńPrzecież to jest piękne:-)
OdpowiedzUsuńUrzekła mnie ta historia
OdpowiedzUsuńhttp://youtu.be/qtMV2-dm4ac
OdpowiedzUsuń+za disqus ;]
No taki komentarz o poranku od razu ożywia lepiej nić kawa:-)
OdpowiedzUsuńSprytnie, ale skutecznie ;)
OdpowiedzUsuńuuuups, musiało zaboleć :)
OdpowiedzUsuńTak tylko Hela potrafi:-)
OdpowiedzUsuńDobrze, że czas goi rany.
OdpowiedzUsuńno nie, oszaleję z tymi komentarzami u ciebie, wlasnie piękny napisałam i mi wcięło, plisss, uprość to, bo ja taka ciemna jestem choc blondynka:) i nie chcę podpisywac sie z imienia i nazwiska, ale tylko taka opcję widze, jednym slowem: "nie chce, ale muszę"
OdpowiedzUsuńale do rzeczy: gdzie Marian nie może , tam Hele pośle:)
na szczęście u mnie jeszcze nie... :)
OdpowiedzUsuń