Poniedziałek. Poranna kawa w gronie dwóch najbliższych koleżanek.
- Mówię wam, jaki facet! - opowiada przeżycia ostatniego weekendu, a koleżanki słuchają z wypiekami na twarzy i z nutką kobiecej zazdrości.
Nie szczędzi pikantnych detali, czy szczegółów męskiej anatomii. Szczególny nacisk w opisie kładzie na pracowitość ust i języków... po sam finał.
Wtorek. Poranna kawa. Rozmowa w tym samym gronie. Repetycje poniedziałkowych opowieści, trochę polityki i ciuchy.
Wtorek. Poranna kawa. Rozmowa w tym samym gronie. Repetycje poniedziałkowych opowieści, trochę polityki i ciuchy.
Środa. Poranna kawa. Rozmowa w tym samym gronie. Trochę polityki i rozmowa o ciuchach.
Czwartek.
7.30 - Poranna kawa. Dolores daje koleżankom broszurkę o siostrze Faustynie Kowalskiej i jej objawieniach dotyczących Miłosierdzia Bożego. Poucza i przestrzega swoje powierniczki, że świat jest zagrożony, a grzechy ludzkości przyspieszą gniew Boży. Trzeba zabiegać o Miłosierdzie Boże.
O dziewiątej, dwunastej i piętnastej w telefonie Dolores dzwoni przypomnienie. Wychodzi z pokoju i idzie do toalety. Wyciąga różaniec i na jego paciorkach odmawia Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Na początku:
Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Wierzę w Boga...
Na dużych paciorkach (1 raz):
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.
Na małych paciorkach (10 razy):
Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Na zakończenie (3 razy):
Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny zmiłuj się nad nami i nad całym światem.
Piątek.
7.30; 9.00; 12.00 i 15.00 jak wyżej.
18.00 - Dolores jest na mszy i idzie do spowiedzi. Uszczęśliwiona odchodzi od konfesjonału i przystępuje do komunii.
Sobota.
20.00 - klubokawiarnia Kwiat Sobotniej Nocy. Na podeście w narożniku gra, jak co tydzień, duet Jarek i Janek. Nieopodal przy stoliku siedzi Dolores. Popija martini z lodem i wzrokiem łowi męskie spojrzenia.
_____________
UŚPIONY WJAZD >>>więcej>>>
Oj, chyba kościół i jego zwolennicy musieli Ci mocno na odcisk nadepnąć. Czy to zapowiedź kolejnego serialu?
OdpowiedzUsuńJeśli tak, to przyznam, że wolę ten z udziałem Heli i Mariana:-)
HerbaTee,
OdpowiedzUsuńMoje wpisy to nie seriale. Każdy z opisywanych wątków mnie poruszył. Wcale to nie oznacza, że oczekuję tego samego od wszystkich czytelników. Każdy znajdzie dla siebie COŚ..
To COŚ. Kurde, weszłam tu z zamiarem napisania: "Pierwsza!", żeby zamknąć pewien krąg, ale teraz to już mogę tylko powiedzieć, że "Trzecia!". Też fajnie...
OdpowiedzUsuńMnie ten wątek pasuje. Lubię relatywizmy, szczególnie moralne...
Charmee,
OdpowiedzUsuń"Trzecia" to też na pudle:-) A relatywizmy? Cóż, pełno ich wokół nas.
No to ja na najgorszym miejscu. Czwarty /faja/
OdpowiedzUsuńZawsze twierdziłem, że kobiety są labilne uczuciowo i emocjonalnie, ale nie odbierajmy im nadziei nawrócenia. W sumie moherowe babcie są mniej szkodliwe od swoich "młodości" - nie ćpają, nie piją, nie palą, dają wnuczkom kieszonkowe ze swych wdowich groszy. Większość zalet:))
Katon
Nie odbieram, tylko opisuję.
OdpowiedzUsuńTakie prawo grafomana:-)
hehehe.. gdyby wszyscy byli takimi "grafomanami" o wiele ciekawiej byłoby w sieci ;>
OdpowiedzUsuńKaton
Cóż... Dolores koło czwartku ogarnia żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy, w piątek ma dzień oczyszczenia, w weekend zaś musi się postarać, żeby mieć co koleżankom opowiadać w poniedziałek. Kobieta pod każdym względem spełniona ;)
OdpowiedzUsuńSądzę, że ona po prostu odczuwa to, co Kant określał imperatywem... ona MUSI MIEĆ CO OPOWIADAĆ:-)
OdpowiedzUsuńAlbo zbiera zdarzenia dla przyszłych wspomnień :))) A przy okazji, na wszelki wypadek, pracuje na zbawienie.
OdpowiedzUsuńCaddicusie, mam do Ciebie pytanie, którym od dwóch dni zamęcza mnie moja córka. Otóż. Dlaczego, skoro Bóg dał Mojżeszowi przykazania na kamiennych tablicach i w jednym z pierwszych przykazań był nakaz, aby dzień święty święcić... A był to szabas, czyli sobota... To dlaczego został on zmieniony na niedzielę na jakimś tam Soborze, prawem ludzkim, nie boskim.
Z góry uprzedzam, że nie satysfakcjonuje jej odpowiedź o niedzieli, jako o dniu zmartwychwstania, bo wzbudza to w niej pusty śmiech. A także nie przemawia argument, że "co postanowicie na Ziemi, będzie postanowione w Niebie". Nadmieniam, że to bardzo dociekliwa osoba, udzielająca się aktywnie na forum racjonalistów.
Z poważaniem.
Zdruzgotana Charmee /mur/
Dla mnie Szabas to dzień, w którym El-Szaddaj odpoczął po całym trudzie stwarzania. Najbardziej wyczerpało go ukształtowanie z żebra Adama (no materia śmiechu warta) niewiasty.
OdpowiedzUsuńDekalog nie został odwołany przez Najwyższego, a i sam Jehoszua Ha-Nocri powiedział, że ani jedna jota, ani jedna kreska w prawie nie będą zmienione. Zatem przeniesienie szabasu na pierwszy dzień stworzenia, jakim jest niedziela, jest nadużyciem.
Pewną usprawiedliwiającą przesłanką może być fakt, że w momencie śmierci Jehoszui Ha-Nocri na Golgocie zasłona Przybytku została rozdarta na dwoje, ale interpretowanie tego, że stare przymierze (czytaj: stary testament) przestaje obowiązywać jest w moim odczuciu nadużyciem.
Pozwoliłem sobie kiedyś popełnić notkę nt. dość swobodnej reinterpretacji dekalogu przez KK: http://caddicus.wordpress.com/2008/04/12/kobieta-przed-wolem/. W tym Twoja córcia może znaleźć podpowiedź, jaką drogą zmierzać ku PRAWDZIE.
Cadyk z Blogosferii:-)
Proponuję ciąg dalszy:
OdpowiedzUsuń...Nieopodal przy stoliku siedzi Dolores. Popija martini z lodem i wzrokiem łowi męskie spojrzenia.
W tłumie rozgrzanych spoconych męskich samców dostrzega przystojnego szatyna samotnie, wręcz nieśmiało sączącego heinekena. W błękicie jego dużych przepastnych oczu dostrzega odrobinę smutku i zmieszania. Jakże się odróżniał od ziejących testosteronem i malborasami osobników, którzy co chwilę się do niej przystawiali. Jego miła, gładko ogolona niemal chłopięca twarz jaśniała czystością niczym postać na obrazie świętego, który dostała na pierwszą komunię, niczym twarz cherubinka z książeczki do nabożeństwa. A jednak ten zabójczy trzydziestolatek, ten jakby-anioł wzbudzał jej jak najbardziej przyziemne pożądania, rozniecał jej wulgarne chucie swoją przystojną czystością, swoją idealnie białą koszulą, swoimi błyszczącymi czubatymi skórzanymi butami i wreszcie perfekcyjnie dopasowanymi levisami pięćsetjedynkami, których zawartość powodowała szaleńczy zawrót głowy. A może to wina martini? - przemknęło przez myśl Dolores.
Wtem mężczyzna spojrzał w jej kierunku. Zatopiła się w błękicie jego tęczówek. Spojrzał w jej rozszerzone źrenice. Uśmiechnęła się miękko. Miękko, lecz nie kocio. Choć może kocio, ale nie zalotnie. A właściwie to i miękko, i kocio, i zalotnie. Odpowiedział uśmiechem. Jego perliste zęby i piękne oczy podziałały na Dolores niczym afrodyzjak, niczym lubczyk, którym karmiła ją babcia przed maturą (choć już wtedy nie było to Dolores potrzebne). Wygięła w łuk swoje młode ciało eksponując tę część, o której od środy niemal już zapomniała. Noga powędrowała na nogę. Nie odrywając wzroku od nieznajomego podrzuciła burzę włosów i jednym gestem głowy zaprosiła go do siebie. Zrozumiał.
Podszedł bliżej i zamówił dwa kalvadosy. Usiał tuż przy niej, tak że ich kolana niemal się stykały. Nie była w stanie wypowiedzieć słowa. Zaśmiała się głośno i zafalowała biustem. Uśmiechnął się.
- Andrzej - podał jej rękę.
- Dolores - zanurzyła swoje palce w jego dłoni. Poczuła jakby przez to połączenie ich ciał (wciąż miała nadzieję, że pierwsze, lecz nie ostatnie) przemknęła elektryczna iskra. Spojrzała, czy na palcu serdecznym prawej dłoni nie odznacza się ślad obrączki, choć wiedziała że ten ewentualny fakt nie zmieniłby ani joty w jej zamiarach na tę noc. Na szczęście nie było śladu. Sprawdziła lewą dłoń, w końcu mógłby to być przyjezdny z Londynu (jak widziała od koleżanek z pracy). Również nic. Jedynie wąska srebrna obrączka na najmniejszym palcu, który trzymała swoimi lakierowanymi na czerwono tipsami.
(cdn)
(cd)
OdpowiedzUsuń- Piękne dłonie - wyszeptała i poczuła, jak po chwili przesuwają one się powyżej jej odsłoniętych kolan.
Czy to martini? - spytała się znów w myślach. Szukała przyczyn nagłego wzrostu pożądania. Nie, to nie alkohol. To ten jego zapach. Jej nozdrza poczuły zniewalające uderzenie męskich perfum. Zakręciło się w jej głowie. Co za zapach. Gdyby wiedziała, że to nie żaden Dolce Gabbana, ale zwykła podróbka z FM czy Avonu. Ale nieważne, że podróbka. Ważne, że z feromonami, najbardziej wyselekcjonowany atrybut Andrzeja na dzisiejszy wieczór. Bardziej niż koszula, żel, soczewki kolorowe i dżinsy pięćsetjedynki, w których zawsze ukrywał swój męski brzuszek. Ten zapach!
Skąd ja go znam? - pomyślała o zapachu Dolores, bo twarz Andrzeja nic jej nie mówiła. Tak, znam ten zapach, to wiercenie w nosie, ten zawrót w głowie, ten przypływ chuci. Skąd?
Szukała w myślach jak oszalała. Andrzej dobierał się do niej coraz odważniej. Skąd znam ten zapach, te feromony? Zaczęła analizować dzień po dniu. Zeszła sobota? Nie, tamten pot to było coś innego. Niedziela? Nie, Old Spice i zapach nowego merca. Poniedziałek? Koleżanki, koledzy? Wtorek, środa, czwartek? O nie, w jej życiu nie było wtedy niż męskiego, zero testosteronu. W piątek? Przecież koronki, różańce... Kościół, zapach kadzidła. Spowiedź. Hmm. Kiedy mnie wzięło? Kiedy skończył się ten piękny tydzień miłosierdzia? Czy nie jakoś po spowiedzi? Czyż nie chodzi to za mną od piątku wieczór? Zapach? Zapach?
Wtem Dolores zerwała się niczym poparzona. Odrzucony amant patrzył na nią zdziwiony. Głośny plask w cherubinkową twarz omal nie przewrócił go na ziemię.
- Ksiądz Andrzej?! - wykrzyknęła i spojrzała z pogardą. W końcu uroda to rzecz względna.
---
Pozdrawiam, caddicusie.
Maćku,
OdpowiedzUsuńEmil Zegadłowicz to przy Tobie rzemieślnik:-)
Pozostaje mi mieć nadzieję, że aż tak bardzo mnie nie obraziłeś tym porównaniem do Zegadłowicza :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie dopiero przeczytałem Twoje poprzednie opowiadanie (bo mam nadzieję, że nie reportaż) i wyszło trochę monotematycznie. Widocznie coś ukryłeś tutaj jakieś podprogowe przesłanie i trzeba było to nazwać :)
Ależ Maćku!!! Już trochę się znamy i wiesz, że obrażanie kogokolwiek nie jest moją właściwością.
OdpowiedzUsuńNo tak, my się znamy. Ale z Zegadłowiczem przyjemności jeszcze nie miałem :)
OdpowiedzUsuńOczywiście to był żart. Czekamy na kolejne opowiadanko.
Piękne zgranie. Bardzo lubię zabawę w dopowiadania. W pisanie ciągu dalszego. Próbkę mieliśmy u Katona, kiedy Wuguś pociągnął Galę... Super!
OdpowiedzUsuń@Caddicus
OdpowiedzUsuńHipokryzja dotyczy większości sfer naszego życia, światopoglądu, religii, etc, w mniejszym lub większym stopniu.
A Dolores ma swój urok, niezaprzeczalny ;)
Uległość to jeden z jej najlepszych atutów.
Rozwinięcie Maćka - pikanteria pokazana w "Zmorach" nabiera miękkości w połączeniu z sentymentalizmem "Trędowatej".
Takie perełki jak: "falujący biust", "burza włosów", "szukała w myślach jak oszalała"/jaka dynamika!/, "zatopiła się w błękicie jego tęczówek"/jaka precyzyjna metafora!/ etc. skuoią uwagę nie tylko gospodynie domowe ;)
Proponuję kontynuację :)
Ejcz
Ps. nie mogę komentować z wordpressu. Nie można zweryfikować moich danych...hmm.
Errata: skupią uwagę nie tylko gospodyń domowych ;)
OdpowiedzUsuńEjcz
@Ejcz,
OdpowiedzUsuńZa zgodą Maćka umieściłem jego dwa komentarze w formie najnowszego wpisu. Troszeczkę przeredagowałem (za jego zgodą).
Co do komentarzy: może po prostu przy komentarzach wybieraj opcję: NAZWA/Adres URL
@ Ejcz
OdpowiedzUsuńDziękuję za pozytywną recenzję. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.
PS. W tekście, jak może zauważyliście, sparafrazowałem fragment opowiadania Stachury "Pokocham ją siłą woli". Tymczasem na drugi dzień okazało się, że odebrał sobie życie Edward Żentara, aktor grający w Janka Praderę "Siekierezadzie". Jakoś tak znów kogoś dopadły poezji wściekłe kły... Bardzo szkoda.