Wracała swoim wysłużonym matizem z odwiedzin u ciotki Ireny. Już dojeżdżała do swego miasta, gdy poczuła gwałtowny ucisk w klatce. Dech zaparło, zrobiło się ciemno przed oczami. Ostatnim odruchem zjechała na pobocze i zatrzymała samochód. Nie wiedziała, ile trwał stan półprzytomności, ale po jakimś czasie odzyskała zdolność poruszania się. Postanowiła podjechać do szpitala, od którego dzielił ją tylko kilometr.
Podstawowe badania wykazały, że serce jest zmasakrowane, choć nie był to zawał. Diagnoza była bezwzględna: trzeba zrobić specjalistyczne badania, które wymagają pobytu w klinice. Do tego czasu wskazany stały kontakt z kardiologiem.
Podane leki przywróciły jako taką równowagę i po kilku godzinach mogła wrócić do pustego mieszkania. Zmęczona i wyczerpana usiadła w ulubionym fotelu. Rozpoczął się dla niej najdłuższy seans filmowy. Całe życie przesunęło się w kadrach. Syn, którego wychowywała samotnie, miał już dwadzieścia siedem lat. Założył rodzinę, ma dzieci, ale nadal wymaga wsparcia. Myśląc o nim i wnukach czuje, że zostało jej niewiele czasu. W każdej chwili może odejść. Jest kilka spraw związanych ze spadkiem, które wymagają pieniędzy. Podjęła decyzję. Postanowiła schować swą dumę na inną okazję i zadzwonić.
On. Wysoki, przystojny, kontaktowy, lubiący brylować na salonach. Pułkownik. Różnego rodzaju uroczystości wojskowe to jego żywioł. Jest kapelanem wojskowym.
Dwadzieścia osiem lat temu był jeszcze w seminarium duchownym. Do dziś nie wie, w którym momencie zauważył, że odwiedzając kolegę, tak naprawdę czynił to ze względu na jego siostrę. Gdy się okazało, że jest w ciąży zamilkł i... uciekł. Odezwał się dopiero, gdy uzyskał pewność, że nikt nie zamierza przerywać jego kariery. Odwiedzał syna regularnie. Ostatni raz widział się z nim po pierwszej komunii. Dał mu wtedy swój używany zegarek. Od tego czasu nie dzwonił i nie przyjeżdżał. Przysyłał tylko pieniądze.
Syn. Wiedział, że ojciec jest wojskowym. Po ostatnim spotkaniu tęsknił i czekał, aż tato przyjedzie. Gdy to się przedłużało w nieskończoność, uśmiercił go mówiąc kolegom, że zginął podczas jakiejś misji wojskowej na Bliskim Wschodzie. Stał się synem bohatera.
Ona i On. Wystukała numer telefonu. Po długiej i ciągnącej się w nieskończoność chwili odebrał rozmowę.
- Mam twój numer telefonu od wielu lat i nie sądziłam, że kiedykolwiek będę zmuszona go użyć.
W słuchawce po drugiej stronie czuć było wyczekującą ciszę. Powoli, lecz z trudem opowiedziała mu wszystko, co się wydarzyło w ciągu osiemnastu lat od jego ostatniego spotkania z synem. Mówiła, o tym jak dorastał, jak się ożenił, jak została dwukrotnie babcią a On... dziadkiem. Chciała wypowiedzieć ten czas jego nieobecności w życiu syna. Próbowała też spytać, dlaczego nie chce kontaktu z nim i wnukami... Po drugiej stronie słuchawki czuć było lodowate milczenie. Mówiła też o swojej poważnej chorobie i tym, że może w każdej chwili odejść.
- Proszę podaj mi numer konta - skwitował.
| Fot. Opoka.org.pl |
O CZYM SZUMIĄ DRZEWA?
__________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________________
cdn? :)
OdpowiedzUsuńTo nie serial, Deluzjo, to... życie. A ono toczy się dalej.
OdpowiedzUsuńMoże istnieje bóg, ale na pewno nie ma go w organizacji, której ojcowie nie przyznają się do własnych dzieci.
OdpowiedzUsuńCytowane za: Kafeteria http://www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=997
Caddicusie,
OdpowiedzUsuńto fikcja literacka pod założoną tezę, czy z życia wzięte?
Z życia... A życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową. Zatem księża (niektórzy) też są rozsadnikami tego choróbska:-)
OdpowiedzUsuńCiekawy dowód na organizacyjne nieistnienie Boga. Przypomina mi tłumaczenie w rodzaju "nie wierzę w Boga, bo kościelny smarka w rękaw".
OdpowiedzUsuńInteresujący tekst Caddi.
Mam nadzieję, że mój komentarz wejdzie bez problemu:))
Katon
Wszedł..za trzecim podejściem z anonimowej opcji:))
OdpowiedzUsuńwww.katonisliwka.wordpress.com
Ależ Katonie, ten tekst nie jest dowodem na cokolwiek. To po prostu opis osób i sytuacji, które miały miejsce.
OdpowiedzUsuńŻycie pisze najlepsze scenariusze. Najciekawsze. Niestety.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzasami myślę, że brak tożsamości (skrywany ojciec ksiądz) jest nie mniejsza traumą, niż bycie dzieckiem z domu dziecka. Nie mogę zrozumieć, że ludzie pełniący funkcję kapłańską, mający udział w kapłaństwie Chrystusa i ojcostwie Najwyższego, nie są w stanie wywiązać się z podstawowego ojcostwa... Powiem więcej: NIE CHCĄ, gdyż bycie księdzem jest dla nich karierą, a wzięcie odpowiedzialności za własne dziecko uznają za skazę na wizerunku.
OdpowiedzUsuńKażdy popełnia błędy. Ważne, by wziąć za nie odpowiedzialność
"Czasami myślę, że brak tożsamości (skrywany ojciec ksiądz) jest nie mniejsza traumą, niż bycie dzieckiem z domu dziecka."
OdpowiedzUsuńChyba jest (jednak) większą. Przynajmniej dla dziecka.
Chyba... daje możliwość odmiennego postrzegania tego doświadczenia. Nie chodzi jednak o to, by prowadzić dyskusję pt. komu bardziej źle.
OdpowiedzUsuńZwróć uwagę - w zależności od tego czyją perspektywę przyjmiemy - sprawa wygląda inaczej. Krzywda jest zawsze subiektywna i niesymetryczna. A mimo to (zgodzisz się chyba ze mną) zaprotestowalibyśmy zapewne obaj, gdyby ktoś powiedział:
OdpowiedzUsuń"czasem myślę, że niedobre samopoczucie (wynikające z braku społecznej akceptacji), jest nie mniejszą traumą dla pedofila, co dla jego małej ofiary".
Wszystko się w nas skręca, nieprawdaż? I nie przyjdzie nam na myśl aby powiedzieć:
"Nie chodzi jednak o to, by prowadzić dyskusję pt. komu bardziej źle."
A w zasadzie dlaczego nie?
Telemachu, zgrabnie ujęte, ale przekręciłeś nieco moją wypowiedź.
OdpowiedzUsuńMówiłem o dwóch ofiarach: dziecko księdza i dziecko z domu dziecka, a Ty zastąpiłeś jedną z ofiar pedofilem (sprawcą nieszczęścia). Gdyby przyjąć tę perspektywę, to pedofila moglibyśmy zastąpić ojcem-księdzem, a to - zgodzisz się - nie jest ta sama perspektywa, o której pisałem.