Zdarzenie miało miejsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mniej więcej w połowie trwania wojny polsko-jaruzelskiej Pan C. odbywał praktyki pedagogiczne w studium nauczycielskim i prowadził zajęcia z historii filozofii. Przekrój grup był dość szeroki, bo miał do czynienia z jednej strony z przyszłymi przedszkolankami i nauczycielami zajęć technicznych z drugiej zaś z tymi, którzy w przyszłości mieli być nauczycielami wychowania fizycznego. Większość traktowała historię filozofii za dopust Boży, ale uczestniczyła w umiarkowanie uprzejmy sposób. Najgorzej zajęcia znosiła grupa przyszłych wuefistów, w której jeden z wybitnie uzdolnionych cały czas rozmawiał i komentował, jaka to dlań strata czasu.
Pan C. w pewnym momencie nie wytrzymał, przerwał wykład i zwrócił się bezpośrednio do studenta:
- Może pan się nieco skupi i posłucha? Może się pan czegoś ważnego dowie?
- Ale po co? - odpowiedział butnie - Przecież nie będę na wuefie uczniom mówił o Sokratesie i Platonie!
- To prawda, ale bardziej chodzi mi o... pana - odpowiedział pan C.
W tym miejscu warto przytoczyć zdarzenie opisane w jednym z bardzo wielu listów, jakie otrzymał profesor Miodek. List napisał starszy pan, który do szkoły uczęszczał jeszcze w okresie przed drugą wojna światową. Była to lekcja fizyki lub matematyki, a o czystość językową dbali wówczas wszyscy nauczyciele, a nie tylko poloniści. Nauczyciel poprosił do tablicy jednego z uczniów, aby omówił jakieś zagadnienia. Wezwany odczuwając pustkę w głowie wzrokiem szukał pomocy w klasie.
-Rozchodzi się o to... rozchodzi się w tym o to... yyyy, rozchodzi się... - tak dukał i dukał. Nauczyciel, mimo że cierpliwy, słuchał tego z coraz większą irytacją. W końcu nie wytrzymał i podniesionym głosem powiedział:
-Rozchodzi to się krowie dupa przy cieleniu, a tu CHODZI o coś!!!

No, bo jak by to brzmiało: "rozchodzi mi się o to, aby język giętki..." :):)
OdpowiedzUsuńNauczyciel miał rację.
Chociaż mam koleżankę polonistkę , która sama robi błędy językowe. Mówi np. wziąść, włanczać. Niezręcznie jest mi zwracać jej uwagę, bo jest ode mnie starsza. I sama nie wiem, jak jej to delikatnie powiedzieć.
:)
OdpowiedzUsuńD***,
OdpowiedzUsuńOczywiście jest tak, jak napisałaś. Szkoda, że niektórzy poloniści nie są tak sprawni językowo, jak przedwojenni nauczyciele przedmiotów ścisłych.
Eulalio,
:-)
Caddicusie, tytuł "zarąbisty", ale warto czasami właśnie w ten sposób zwrócić uwagę na takie drobiazgi, jak poprawna polszczyzna. Wiem, że sama często popełniam błędy w mówieniu, ale zawsze się staram... Nie obrażam się, gdy ktoś zwróci mi uwagę.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że pointa ubawiła mnie. Poprzez swoją dosadność utrwaliła poprawną formę:-)
caddi? :))))) od strony merytorycznej, to bym sie tylko czepnęła biologiczno-anatomicznych własciwości zwierzęcia. bo czy to aby dupa krowie się rozchodzi przy cieleniu..no...bym się spierała ;)))) no i znowu sie czepiam, cojasiamaju saboju...! :) ide sie skarcić!
OdpowiedzUsuńTransparentna, kwestie anatomiczne przekazane wiernie z zapisem listu. Zresztą nie były one głównym przedmiotem wypowiedzi profesora i miały na celu jedynie poprawność językową. Niestety nie jestem w stanie przekazać Twojej uwagi autorowi wypowiedzi.
OdpowiedzUsuńHerbaTee, tytuł też mi się podoba.
Też myślę, że nie ma znaczenia, co akurat się rozchodzi krowie podczas... :), natomiast z cała pewnością profesorowi " rozchodziło się " o to, by tak nie mówić :):) Mnie się opowieść bardzo podoba. A na zajęcia do Pana C. z historii filozofii chętnie bym pochodziła, szkoda, że nie znalazłam się w odpowiednim miejscu i czasie:) No ale, za młodam :)
OdpowiedzUsuńKiedyś na ćwiczeniach z matematyki kolega nie ogarniał zagadnienia, jakie próbowała wbić nam do głowy wiekowa już pani doktor. Zirytowana matematyczka wygłosiła do niego zdanie, które zapamiętałem do dziś:
OdpowiedzUsuń"No wie Pan! Jak Pan nie wie? To. (pauza).. To wie Pan!
Jaki jest ulubiony zwrot polonistów? "Obie formy są dopuszczalne". ;)
OdpowiedzUsuńAle tylko wtedy, gdy nie są pewni , która forma jest rzeczywiście poprawna :).
OdpowiedzUsuńD***, Pan C. od lat nie prowadzi zajęć, ale miło, że składasz deklarację udziału.
OdpowiedzUsuńGrafo, cytowany profesor na pewno nie był przedwojenny.
Cane, dobrze, że już wróciłeś z Wichrowych.
To ja opowiem moje ulubione wspomnienie z ogólniaka.
OdpowiedzUsuńMieliśmy matematyka, który tworzył tak dziwne słowa lub zdania ( "masło maślane" )lub mówił jakąś gwarą czasem, że trudno było powstrzymać nam- gówniarzom, śmiech.
Pewnego dnia nasz kolega doigrał się tym ...śmiechem właśnie.
Było to mniej więcej tak:
Matematyk przeglądając nasz podręcznik, spytał:
- to którO zadanie było zadane?
Kolega nie wytrzymał. Odpowiedział, odważnie i bardzo głośno;
- dziewiątO!
Klasa ryknęła śmiechem. A matematyk spokojnie:
- aha. To proszę pan, panie Kowalski do tablicy
:)
" Pan" Kowalski dostał lufę, rzecz jasna.
:)))))
A mój prof. od matematyki mówił: "następną razą":)
UsuńPrzesadnym purystą językowym nie jestem, hehe. Można jednak wyróżnić język notki - o ile autor stara się dopieścić mowę ojczystą - i język komentarza. Tu (chyba) mamy większą dowolność, gdyż czasem potoczystość czyli "piszę jak myślę" ułatwia przekaz. Łatwiej oddaje pewne smaczki, gdyż komentarz jest siłą rzeczy znacząco ograniczony ilością miejsca.
OdpowiedzUsuńZ historii filozofii miałam fajnego wykładowcę, wiec nie było problemu z zrozumieniem. Myślałam, że ta wiedza pójdzie w zapomnienie, a znalazła zainteresowanie u chłopca z porażeniem mózgowym. Wystarczy dobre narzędzie :).
OdpowiedzUsuńAngie, podobną manierę mówienia miał u mnie w liceum profesor od biologii, który mówił w stylu ptaki latajO, ptaki fruwajO
OdpowiedzUsuńWugusiu, i mnie nie dotyczy puryzm językowy. Świadomy jestem własnych błędów i niedoskonałości, ale warto próbować mówić i pisać poprawnie.
Kadarko, nigdy nie wiadomo w jakich okolicznościach otrzymana wiedza może się przydać. Lepiej wiedzieć więcej niż mniej.
Mnie wydaje się, że mówię i piszę w miarę poprawnie, ale kiedy drugiego bodaj dnia w nowej pracy dopadł mnie stres gigant, to opisałam pewne zdarzenie gospodarcze, nadając mu numer "trztery" /faja/...
OdpowiedzUsuńTo nie był zaden stres, po prostu było Ci zimno
Usuńpoker
Charmee, i tak należy czszymać :)
OdpowiedzUsuńTutaj widzę dyskusja językowa...;)
UsuńSkoro jednak Caddi, przywołałeś pewną część ciała już w tytule, pozwól, że i ja w tym temacie...
Siedzą dwie dziewczyny w oknie.
Jedna do drugiej:
- Ty, zobacz, idzie Ziutek z kwiatami. Znowu będę musiała mu dać dupy...
- A co? Nie masz wazonu??? :)
Kwiaty sa wstępem do ciagu dalszego, jak widać:-)
UsuńProponuję drugą wersję:
OdpowiedzUsuń... rozchodzi się o to, że...
-Rozchodzą to się nogi, drogi i małżeństwa!
Iście filozoficzne podejście: od szczegółu do tezy o wymowie uniwersalnej:-)
UsuńA moja matematyczka z podstawówki zawsze nas poprawiała. "Mówi się tysiączne, a nie tysięczne" (np 1 i 4 tysiączne) ...promila ;))).
OdpowiedzUsuńCharmee, "trztery" brzmi bombowo.
Cane, a mnie w tym momencie przypomniał sie film z Hugh Grantem:
UsuńTrztery wesela i pogrzeb.
A mnie się przypomniało jak młodsza ma latorośl mówiła: krówkofalówka( to a'propos krowy:) )
OdpowiedzUsuńDzień dobry:)
a moje siostry pogryzły się kiedyś w dzieciństwie(jedna ugryziona została w nos a druga w palec), bo jedna obstawiała, że mówi się ''kombizezon'' a druga ''kombizenon'' ;)). mój brat natomiast miał zwyczaj mówić: ''ja to żemse samse zrobiłem''. a jeszcze inna siostra, na ziemniaki mówiła ''klochetki''.
UsuńDeGwiazdko, skojarzenie przednie. Dzieci jeśli nie rozumieją to podstawiają znane i podobnie brzmiące słowa. Mnie w tej chwili przypomniały się dwa:
OdpowiedzUsuń- w latach sześćdziesiątych, gdym jeszcze bywał w kościele regularnie jako dziecko, pamiętam, że miałem problem ze zrozumieniem wyznania wiary (Credo), w którym jest napisane ...zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego począł się z Maryi Dziewicy.... Mnie jako dziecku ten fragment brzmiał w uszach następująco:
...zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego począł się ze zmarłej dziewicy.... W głowę zachodziłem i miałem problem teologiczny, w jaki sposób i po co Pan Jezus miał wziąć martwe ciało dziewicy.
- w latach osiemdziesiątych miałem okazję słyszeć pieśń pielgrzymkową, która brzmiała w jednej frazie mniej więcej tak ...śliczna i niepokalana.... Nam zas wychodziło: ślicznaś ino po kolana.
Świetne!!!Rewelacja :):)
OdpowiedzUsuńto ja opowiem dowcip ( z kolanami )
Lekarz do pacjenta:
-Te nogi to ma pan takie krzywe od małego?
-Nie, dopiero od kolan....
Wpis przedni, a komentarze jeszcze pyszniejsze. Jak niewiele trzeba, by przywołać wspomnienia i śmieszne sytuacje. Mnie przypomniała się opowiastka, którą gdzieś przeczytałam. Dotyczy ona zdarzenia z udziałem ówczesnego arcybiskupa Krakowa karola Wojtyły. Był gdzieś z wizytacji w parafii i witająca go przedstawicielka rady parafialnej - bardzo zestresowana - powiedziała:
OdpowiedzUsuń"Czcigodny, Najprzystojniejszy (miało być: Najdostojniejszy) Księże Kardynale!"
Wojtyła słuchając spojrzał na najbliższych dostojników i miał powiedzieć z uśmiechem: "Coś w tym jest!":-)
HerbaTee,
OdpowiedzUsuńznam tę historyjkę i chyba sam kiedyś wspominałem ją w komentarzu. Nie wiem, czy akurat na swoim blogu, czy może gdzieś w miejscu zaprzyjaźnionym.
Poczucie humoru Wojtyła miał pierwszej jakości.
Pychotka- tylko tyle powiem. Wdzięcznym Autorowi, ale też Komentatorom. Bo mnie odmłodzili bardzo stare dowcipy przypominając. "I pemsję też masz małą". A z językiem, to ... bywają międzypokoleniowe kłopoty. Gdy lat nie tak znów temu wiele, ktoś napisał, że "bramka była pod obstrzałem", to śp Szef nauczał: "Ostrzał, obszać to możesz stodołę..." A teraz ostrzał i obstrzał, kluska i klusek, rodzynka i rodzynek, pomarańcza i pomarańcz... Ale ja tam wciąż wolę język tych wpisów CC... Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPomarańcza i rodzynek
UsuńTo przysmaki- rzekł mój synek.
Dobrze mówisz, więc mój synku
Masz w nagrodę garść rodzynków.
Ten wierszyk pozwolił mi w bardzo wczesnej młodości zapamietać poprawne formy. :)
Ale to było drzewiej, dziś normy nam ( i językowi) pozmieniali...
UsuńPomarańcza pozostała pomarańczą, z rodzynkiem bywa różnie. A moja bardzo wczesna młodość nie była aż tak dawno i aż tak szybko normy językowe się nie zmieniają. :):) Naprawdę. :)
UsuńU mnie też jest pomarańcza, ale w słowniku profesora Szymczaka...
UsuńBędę się spierać. Chyba że "pomarańcz" jako nazwa koloru, wtedy tak. Słownik PP uznaje pomarańczę jako nazwę jedynie poprawną dla owocu. Podobnie TO winogrono, a nie TEN winogron.:)
UsuńPozdrawiam ciepło zimową porą :)
ech, tak! długo by można jeszcze wymieniać takie wpadki językowe, jak choćby naszych zacnych dziadków mówiących m.in; ''a zobacz no tam w tym internacie co piszą..."
OdpowiedzUsuńsłyszałam tez taką anegdotę, że podobno pan szaranowicz komentujac jakis mecz miał powiedziać: ''Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka'' :)
A owe panabohdanowe, wyścigowe: "Jadą, jadą... Kolarz przy kolarzu, pedał przy pedale..."
UsuńRóżnica pokoleń i techniki sprawiły, że w pamięci mam moją nieodżałowanej pamięci babcię, która polecała mi w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku: zdmuchnij światło! choć w domu było światło elektryczne. Z czasem zrozumiałem to wyrażenie, jako pewien nawyk językowy będący skutkiem używania przez wiele lat światła lamp naftowych. Tu zdmuchiwanie światła, jak najbardziej zasadne.
OdpowiedzUsuńBarnaba zna powyższe okoliczności, gdyż moja babcia była najmłodszą siostrą jego dziadka:)
Miły CC.
OdpowiedzUsuńJeszcze raz pomyślałem ( głowa boli, ale cóż) i w nawiązaniu do jednego z dwóch Twoich tytułowych rzeczowników nawiążę. W latach szkolnych ( jakże dawno) ten na d. dołączaliśmy do nazwy stołecznej ulicy. Ale ubaw: d-Twarda, Żelazna, Wiejska. Marszałowska, Dowcip,Francuska, Międzynarodowa,Miodowa, Długa, Kozia, Piękna, Książęca, Chłodna,Grzybowska,Jana Kazimierza i tak dalej. Pozdrawiam.
Przednia myśl, by oswoić właśnie w taki sposób pompatyczność nazw i miejsc:)
OdpowiedzUsuńCaddi. Po egzaminie z dwudziestolecia międzywojennego, który przeprowadził znajomy profesor na jednej z olsztyńskich uczelni, pozostała mi w głowie taka anegdota. Pojawił się wieczorem w umówionej knajpce strasznie zdruzgotany i wymęczony poziomem zdających. Opowiedział jednak z pewnym rozbawieniem o jednej takiej naukowczyni, która w co drugie zdanie wtrącała przepięknie brzmiące "o co ja głupia mówię!"... Na koniec egzaminu profesor westchnął ciężko i rzucił: "bardzo dobrze, bardzo dobrze, o co ja głupi robię".... Wstawiając oczywiście adekwatną do wypowiedzi ocenę :)
OdpowiedzUsuńMax, często robimy rzeczy wbrew deklaracjom i rozsądkowi, ale... przecież to takie ludzkie:)
OdpowiedzUsuńNie uzywam okreslen "chodzi /rozchodzi sie o cos" gdyz uwazam, ze cosie ani nie chadzaja, ani sie nie rozchodzaja. Nie zauwazam zadnej roznicy pomiedzy takim upersonalnianiem cosiow, a nawet nie widze powodu do grubianskiego preferowania jednego z nich.
OdpowiedzUsuńMarta Pycior,
OdpowiedzUsuńrozumiem Twą wypowiedź w części dotyczącej co używasz i co uważasz, natomiast ni ząb nie pojmuje o co Ci chodzi z uwagą dotyczącą grubiańskiego preferowania czegoś tam. Czy chciałaś w ten sposób powiedzieć, że w powyższym wpisie wykazałem się grubiaństwem?
Nie, nie chcialam powiedziec (i nie powiedzialam).
UsuńWidze grubianstwo i agresje ze strony cytowanego za Miodkiem nauczyciela.
Dbalosc o czystosc jezyka nie zawsze idzie w parze z kultura.
Marta Pycior,
OdpowiedzUsuńMoże i język nauczyciela dosadny, ale za to nauka nie poszła w las skoro po kilkudziesięciu latach świadek tego zdarzenia opisał je i przyznał, że dzięki temu na całe życie zapamiętał, że zawsze chodzi o coś. Metoda może mało elegancka, ale prowadząca do celu:-)
Nie jestem zwolennikiem makiawelicznego planu pt. "Cel uswieca srodki". Stosujac go nie jestesmy w stanie przewidziec skutku. Uwazam, ze zasada uswiecania srodkow celem sluzy glownie na uspakajaniu swiadomosci.
UsuńMarto,
OdpowiedzUsuńmacchiavellizm jest sposobem osiągania celu przez wyrządzanie zła. Mówienie o nim w odniesieniu to mało eleganckiej formy wypowiedzi jest, delikatnie mówiąc, naciąganiem.
Brak elegancji nie jest złem, jest kwestia estetyki słowa.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMarto,
OdpowiedzUsuńSądzę, że różnica jest istotna. Macchiavelli opisał w Księciu przemyślane działania na rzecz państwa, natomiast nauczyciela wypalił spontanicznie.
Cóż, powyższy komentarz jest do komentarza, który Autorka usunęła. Ale niech zostanie:-)
OdpowiedzUsuńCzy rzeczywiscie da sie obronic wulgarnosc w afekcie? zakladajac, ze ofiara jest slabsza i z racji stanowiska - podporzadkowana?
UsuńMarta Pycior,
OdpowiedzUsuńZnaj proporcjum, Mocium Panie!!!!
Przedłużająca się dyskusja o wypowiedzi pochodzącej z okresu okołowojennego odbiega od sedna wpisu. Kończąc dopowiem, że dosadność jest częścią naszego języka i wcale nie poczytuję tego za coś złego. Uładzone słowa nie zawsze przemawiają do wyobraźni, a tym bardziej nie zapadają w pamięć tak, jak przytoczona przez profesora Miodka.
Zapraszam do wypowiedzi pod innymi moimi wpisami:-)