Bycie ojcem córki to nie lada wyzwanie dla każdego mężczyzny. W zasłyszanej opinii, z którą Pan C. zgadza się w całej rozciągłości, wygląda to tak, że ojcowie dzielą wszystkich mężczyzn na trzy grupy. Ot taka opisowa forma triady luźno nawiązująca do Heglowskiej tezy, antytezy i syntezy. Pierwsi inkryminowani to ci, którzy (1) dybią na cnotę tatusiowej córeczki, (2) drudzy w tej sprawie w ogóle nie są brani pod uwagę i (3) wreszcie ci, którzy kłamliwie zaprzeczają...
I ci ostatni są najgorsi.
___________
Postscriptum (dopisane po komentarzu Leny o godz. 15:20)
Nieodżałowanej pamięci Boguś, bliski i serdeczny przyjaciel Pana C., sprawdzony jako ojciec syna i znacznie młodszej córki, powiedział mu przed laty taką rzecz:
– Wiesz, Caddi, gdy Tomek zaczął się spotykać z dziewczynami, a niektóre z nich przyprowadzać pod naszą nieobecność do domu, to pomyślałem sobie Moja krew! Duma mnie rozpierała, jak cholera. Natomiast, gdy po kilku latach zaczęli przychodzić do Agnieszki różni tacy młodzieniaszkowie, to serce zabolało. Pomyślałem: W szkodę mi włażą!
___________
Postscriptum (dopisane po komentarzu Leny o godz. 15:20)
Nieodżałowanej pamięci Boguś, bliski i serdeczny przyjaciel Pana C., sprawdzony jako ojciec syna i znacznie młodszej córki, powiedział mu przed laty taką rzecz:
– Wiesz, Caddi, gdy Tomek zaczął się spotykać z dziewczynami, a niektóre z nich przyprowadzać pod naszą nieobecność do domu, to pomyślałem sobie Moja krew! Duma mnie rozpierała, jak cholera. Natomiast, gdy po kilku latach zaczęli przychodzić do Agnieszki różni tacy młodzieniaszkowie, to serce zabolało. Pomyślałem: W szkodę mi włażą!
A może Krzyśku z tą oceną potencjalnych "dybantów cnotowych"
OdpowiedzUsuńjest tak z powiedzeniem, że;
"złodziej w każdym widzi złodzieja".
Innymi słowy,być może to jak Ty
oceniasz kolegów córci stanowi
odzwierciedlenie tego
jak sam onegdaj dybałeś na cnote pani C. :-))).
Ta zazdrośc tatusia o córeczkę
jest dla mnie przeuroczym zjawiskiem.
Zamiast odpowiedzi w komentarzu dodałem we wpisie 'Postscriptum':-)))
UsuńJa to ci się wcale a wcale nie dziwię.Ostatecznie córka na twojej krwi "wyhodowana".Zazdrość...to chyba zazdrość taty powoduje że chciałby poddawać "selekcji" kazdego chłopaka który chce sie zblizyć do córki:)))Spokojnie zazwyczaj córki wzorują sie na tatusiach:))
OdpowiedzUsuńTeraz Elu już mnie to tak nie kłuje, bo moje Pierworodne Szczęście od 5 lat jest poza domem, ale gdy miała lat 14-15 to była dla mnie ogromna próba:-)
UsuńSkąd ja to znam... mój mąż, kiedy się dowiedział, że nasza córka zamieszkała z chłopakiem, powiesił na mnie wszystkie okoliczne suki i psy. A kiedy przyjechał po długiej nieobecności poszedł z gościem na piwo. Jak gdyby nigdy nic.
OdpowiedzUsuńBo tacy już jesteśmy... najpierw źli, że ktoś wchodzi na nasz teren, a po akceptacji idziemy z wilczkiem na piwo:-)
Usuńa powiem Ci, Caddi, że ja bardzo chciałem mieć córeczkę. Myślałem sobie, że fajnie byłoby patrzyć wilkiem na tych wszystkich facetów, którzy by się wokół niej kręcili. Myślałem także, że interesującą odmianą byłoby promowanie taktyk defenswywnych w miejsce klasycznych, męskich rozwiązań zdobywczych. Ale mam synka... będę go zatem uczył jak przenikać przez zasieki wokół córek ustawione przez innych ojców ;-)
OdpowiedzUsuńNie zniechęcaj się Darku i dzielnie podejmuj próby spłodzenia córki. To dla ojca największy skarb i nagroda.
UsuńPodobno córkę płodzi się punkt
Usuńw owulację a synów ciutenieńkę przed. :-))).
Ja tam też córki preferuję. ;-)).
Wokół mnie sami faceci, nie zanosi się już na córkę :). Normalnie bywałym się, byłaby do mnie podobna i nie chciałabym ją ochronić przed pewnymi ważnymi sprawami w życiu. A w wielu przypadkach się nie da.. Brrrr..
OdpowiedzUsuńNie zarzekaj się, bo mądrzy ludzie mówią człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi:-)))
UsuńJa miałam siostry i mój tato zawsze mi mówił pamiętaj naucz się zyć,potem wyjjak chcesz za mąż.....
OdpowiedzUsuńA wycie jest skuteczne na zamążpójście?:-)))
UsuńOczywiscie bylam ukochana corka Taty..., ale nigdy nie wykorzystywalam tego wybranstwa...Chyba nie wyobrazal sobie, abym wyszla za maz... co zreszta nie doszlo do skutku. W domu bylo nas troje i na pytanie zadane Rodzicow, jak nas kochaja odpowiedzieli: kochamy, ale kazdego inaczej... no bo jak mozna kochac jednakowo? Zostalam na tym Bozym swiecie tylko z Siostra...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
To oczywiście jest najistotniejszym stwierdzeniem twojego komentarza... no no jakże miałoby być inaczej:-)))
UsuńTak..to „oczywiście” jest najważniejsze :))))
OdpowiedzUsuńPowiem krótko – byłam córeczką tatusia, oczkiem w głowie… i choć jego prewencja była czasem uciążliwa, dziś wspominam ją z sentymentem…
Caddi, bardzo trafna obserwacja!:)
Even, uśmiechnąłem się na określenie "uciążliwa prewencja". Z perspektywy lat bardziej rozumiemy 'zakazy' rodziców:-))))
UsuńBycie ojcem syna to chyba wyzwanie nie mniejsze.
OdpowiedzUsuńOwszem, ale mniej stresujące:-)
UsuńBardziej stresujące bywa bycie matką syna
Usuńbo przecież wszystkie dziewuchy na niego sidła zakładają.
Znam kilka takich przypadków
Co do wpisu i postscriptum to myślę, że każdym ojcem również kieruje trochę egoistyczny imperatyw ochrony córki, gdyż jej "kłopoty" oznaczają również spore problemy jej tatusia ;)
OdpowiedzUsuńW rzeczy samej, choć myślę, że w sposób nieuświadomiony w większości przypadków.
UsuńCaddi,ja mam tylko syna,ale...to szczera prawda o czym piszesz,zawsze córeczki sa tatusiowe,oni po prostu boją się o nie,znam to tez z obserwacji i wspomnień jak to bywało z moim Tatą.Faceci szczycą się synami,wypinają dumnie torsy,ale...córcie są tatusiowe...:P
OdpowiedzUsuńMoje serce należy do taty,śpiewała onegdaj M.Monroe...tez córeczka tatusia,dośc ładna bym rzekła...:P
pozdrówki miłe:)
Sama widzisz, jak to jest z dziewczynkami. To moje Pierworodne Szczęście przyprawia mnie o zgrzytanie zębów, ale kocham i już. Natomiast Dziecko Płci Właściwej nie dostarcza tylu zgryzot, jest konkretne i emocjonalnie stabilniejsze. Ale, jak to mawia Hela do Mariana: Każdy ma to, na co zasłużył:-)
Usuńa ja mawiam tak:co ma być,będzie...a synkowie są mamusine..o!
UsuńUważam,że teraz już trochę się to "zaciera",bo dziewczyny,te kochane córcie,zachowują się nieraz jak chłopaczyska,a tatusiowie zastanawiają się,czy to syn,czy córcia?...a tak,tak...:P)))
Mój jest i tatusiny... choć mamusiny szczególnie:-)
UsuńKrzysiek...podobają mi się te Twoje wywody...takie ciepełko domowe tu wyłazi.
UsuńTo widac i słychac i czuc...co powiem,to powiem..:)
Z reguły tak bywa, że szczególnie pierworodny syn to istny "strzał w dziesiątkę" i powód do puszenia się, a potem z kolei córeczka staje się oczkiem w głowie tatusia( wniosek na przykładzie własnego małżonka ); a na własnym - to JA byłam pierworodna i mimo to absolutnie córeczka Tatusia, nawet gdy po latach pojawił się mój brat - bo on zawojował z kolei naszą wspólną Mamę. Bo matki często faworyzują synków ...i to tyle o regułach, a bywają także wyjątki - jak to ze wszystkim w życiu...
OdpowiedzUsuńWyjątki tylko potwierdzają regułę:-)
UsuńCaddi, znów dzięki Tobie myślę o napisaniu o sobie i swym Ojcu. Jednak, wbrew pozorom, temat jest tak długi i złożony, że naprawdę muszę mieć na to trochę czasu, a tego wciąż mi brakuje.
OdpowiedzUsuńDziś ograniczę się tu, w komentarzu u Ciebie, do stwierdzenia, że Ojciec- MÓJ Ojciec, to Największy Przyjaciel, Miłość, Autorytet. I to POMIMO tego, że mam świadomość Jego niedoskonałości na wielu płaszczyznach przecież.
Ojciec to Ktoś, z kim rozumiem się niemal bez słów; Ojciec to Ktoś, kto zawsze mnie wysłucha, zrozumie, nigdy, ale to nigdy nie zlekceważy moich , nawet najgłupszych ,spraw.
Ojciec to wędrówki po górskich szlakach, pływanie w morskich falach; Ojciec to ciągła Nauka ;)
PS.Chyba nie muszę mówić, że piszę to z perspektywy córki, a nie analizuję kwestii stosunków ojciec- córka i odwrotnie.
Z perspektywy Najstarszej , Pierworodnej ..córeczki ;))))
Pisz, Angie, pisz! Pisząc o czymś ważnym dla siebie dokonasz autorefleksji i poznasz nowy wymiar tych relacji.
UsuńWarto pisać:-)))
Jako ojciec dwóch synów zastanawiam się, do której (których) z tych trzech grup zakwalifikują kiedyś się moje chłopaki... ;)
OdpowiedzUsuńW Twoim przypadku zachodzi okoliczność, że za każdym razem będziesz dumnie wypinał pierś ku zgryzocie ojców panienek, które będą miały styczność z Twoimi potomkami:-)
UsuńTo odwieczna walka na testosteron - dlatego nie ma szans, by od pierwszego wejrzenia tatuś córki miał pokochać jej adoratora.
OdpowiedzUsuńOd razu testosteron... i jeszcze dodajmy atawizm? A nie można tak romantyczniej?:-)))
UsuńTo dotyczy też starszych braci:)
OdpowiedzUsuńCzyżby Twoi starci bracie mieli na oku tych, którzy Cię odwiedzali?:-)
UsuńJa coś wiem na ten temat. Moja starsza już mieszka ze swoim narzeczonym, a młodsza właśnie wyfrunęła studiować w dalekim mieście.
OdpowiedzUsuńNo to masz podwójne cierpienie ojcowskiego serca. U mnie jest pół na pół. Syn daje mi nieco wytchnienia:-)
UsuńJa ubóstwiam swoją córkę i uważam, że udała mi się najbardziej, ze wszystkich córek na świecie. A jej chłopak? Fajny. No fajny...
OdpowiedzUsuńCiesz się, że nie masz syna. Wtedy by Cię dopiero skręcało:-)
Usuń