Ponad trzydzieści lat temu Pan C. studiował z Jankiem Wróblewskim, przesympatyczny, uczynnym, ale lekko zakręconym studentem z niewielkiej wioski na Kujawach. Janek preferował specyficzny styl ubierania się i dbania o powierzchowność, ale z czasem wszyscy się do tej odmienności przyzwyczaili. Określony rodzaj i kolor ubrań, kroje koszul i używanej wody kolońskiej. Zwłaszcza ta ostatnia sprawiała, że z zamkniętymi oczami można było wyczuć jego obecność. Reszta kolegów używała produkowanego na licencji francuskiej brutala, a co zasobniejsi w bony towarowe PeKaO znaczyli się wodą old spice kupowaną w Pewexie.
Janek czasami wychodził do miasta w towarzystwie Mariana i Pana C. Obok akademika stał kiosk. Podeszli do niego i Janek poprosił dwie wody kolońskie o wdzięcznej nazwie przemysławka. Lubił mieć zapas tego specyfiku. Kioskarka podała, Janek postawił je na zewnętrznym parapeciku i sięgnął do portfela, by uiścić należność. W tym samym momencie wyrósł jak z podziemi nieogolony i wychudzony pracownik piątej zmiany. Chwycił jedną buteleczkę, odkręcił, przystawił do ust i w kilka sekund wyssał zawartość. Beknął donośnie, zakręcił i odstawił buteleczkę.
– Dziękuję! Tego mi było trzeba – powiedział z zadowoleniem do zaskoczonego Janka.
Powyższa historia wychynęła z odmętów pamięci po tym, jak Marian opowiedział Panu C. o powrocie Heli ze szkolenia. Przekraczając próg domu nie nawiązała w żaden sposób do pliszek, przed którymi ostrzegała ukochanego, ale za to dostarczyła mu nowych wzruszeń.
– Stęskniłam się za tobą – wyszczebiotała radośnie. – Jak dobrze znów być w domu i blisko ciebie. Tęskniłeś za mną?
– Oczywiście – odpowiedział Marian z entuzjazmem.
– Tak czułam – skwitowała i dodała zaraz: – Mam nadzieję, że z Caddim nie wpadliście na jakieś idiotyczne pomysły.
– No coś ty! Tylko raz spotkaliśmy się na piwie.
– Ok, ok! – skwitowała i przeszła do tematu, który chciała z siebie wyrzucić jak najprędzej – A wiesz, że mam dla ciebie prezenciki?
– O! – zareagował Marian zastanawiając się jakąż tym razem niespodziankę zgotowała Hela.
Zrzuciła płaszcz i wygodnie usiadła na kanapie. Marian w tak zwanym międzyczasie przygotował kawę i podał Heli.
– Wiesz, Marian, ostatnio dużo słyszałam o feromonach...
– Sprawa feromonów jest niejasna, do końca nie przebadana u ludzi.
– Naukowo może nie do końca, ale w praktyce coś takiego istnieje – stwierdziła z charakterystycznym sobie przekonaniem – Występuje wiele feromonów, ale najciekawsze są dwa. Pierwsze to takie agregacyjne, nazywane też płciowymi. Służą do przywabiania płci przeciwnej. Drugie zaś to feromony antagonistyczne i służą do odstraszania konkurencji.
– Widzę, że nowinki to twoja specjalność. Co wyjazd to jakaś nowość – wtrącił Marian.
– Żadne nowinki, kochanie, ale praktyczne rozwiązania – perorowała Hela.
Mówiąc to otworzyła torebkę i wyjęła dwa flakony. Pierwszy zawierał wodę kolońską opisaną przez Pana C. w pierwszej scenie, drugi zaś był nieco mniejszy, subtelniejszy w wyglądzie i bez etykiety. Marian nie był w stanie zidentyfikować zawartości.
– Co to jest? – zapytał.
– Mój drogi – mówiła słodko Hela – ten mniejszy flakonik zawiera wodę, którą lubię i której będziesz używał tylko wtedy, gdy będziesz ze mną. Większy będziesz stosował wychodząc do pracy lub gdziekolwiek indziej... beze mnie. Ten właśnie zawiera taki feromon... antagonistyczny.
– A jak się nazywa ta twoja ulubiona woda?
– To moja słodka tajemnica – skwitowała Hela. – Nie chcę, by przyszło ci do głowy kupić ją i używać poza domem. Będę ją miała zawsze przy sobie.

Caddi,Hela to jednak niewyczerpane źródło pomysłów,haha.
OdpowiedzUsuńNie chciałabym z Marianem pracować na codzień w jednym pokoju,znając pomysły Heli co do zapachu tej wody o działaniu antagonistycznym...:P)))))
pozdrawiam wesoło:)
Nie dziwię się. Hela wiedziała jakim zapachem odstraszyć pliszki:-)
Usuńsama osobiście...wąchała?...;p)))
Usuńa swoja droga,to przez te szkolenia...:P))
Niezbadane są wyroki boskie i każdy - Marian w szczególności - musi nieść swój krzyż w samotności:-)
Usuńale nastąpi dzień,że zdejmą krzyż i nastąpi chwila ...oddechu,przed dalszą drogą(czytaj dalszym pomysłem Heli)...:P))))
Usuńchwilo trwaj...krzyknie Marian,ale nikt nie usłyszy...chwila też...:P
hahaha
Dzięki temu Pan C. ma tematy na wpisy:-)
Usuńhahaha...tylko nie mów Marianowi jaki masz adres bloga...:P)))
UsuńCzułam, że Hela już coś wymyśli - kobieta, stu procentowa i pies ogrodnika w jednym :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że z niesamowitą ciekawością śledzę od ponad trzydziestu lat układ Marian i Hela i za każdym razem czuję się zaskoczony:-)
Usuńfajnie tak, chyba Ci nawet zazdroszczę takich przyjaciół
Usuńale tak pozytywnie, nie myśl sobie
Czuję tę pozytywną zazdrość. Widzę, że oprócz Ciebie i mnei tylko Angi lubi Helę i Mariana. We troje stanowimy to taki mały nieformalny fan club tych dwojga:-)
UsuńBo ja to się nawet z Helą nieco utożsamiam, to co mam jej nie lubować? Poza tym cudowną cechą jest się śmiać z siebie. A kiedy czytam Twoje opowieści, śmieję się nie tylko z opisanych sytuacji, przypominam sobie własne.
UsuńNo właśnie,ja tez jak pies ogrodnika.....ale Mój,to Mój i basta !!!!
UsuńPrzemysławka:) Sama nazwa już odstrasza;) Coś w rodzaju Czaru pegeeru;)
OdpowiedzUsuńOooo... to jest to!
UsuńW tym drugim flakoniku pewnie była "prastara"
OdpowiedzUsuń"Prastarej" nie kojarzę choć nie zaliczam się do młokosów. Jestem rocznikiem triumfu Gagarina:-)
UsuńZobacz, może sobie przypomnisz ;)
Usuńhttp://1000fragrances.blogspot.com/2009/07/prastara-another-extra-vieille.html
Teraz już kojarzę! Obraz więcej znaczy niż nazwy:-)
UsuńNa "Prastarą" złego słowa powiedzieć nie dam.W obronie jej czci tak jak Zbyszko z Bogdańca z każdym do walki stanę. :)
UsuńMój Dziadek jej używał,dlatego sentymentem ją darzę.
Asenato, skoro Twój dziadek stosował to my z Wugusiem z szacunku przemilczymy:-)
UsuńHmmm... Zupełnie nie kojarzę zapachu Przemysławki.
OdpowiedzUsuńHebiusie, tuszę, że pierwszy akapit opisuje czasy, gdy byłeś w planach rodziców, albo co najwyżej w okresie pieluchowania. Stąd brak skojarzeń:-)))
UsuńPrzemysławka, Być może - młodzi nie wiedza, co stracili;)
OdpowiedzUsuńBorygo jeszcze było w cenie, ale to inna parafia;)))
Tak samo, jak wyroby czekoladopodobne:-)
UsuńMam kolegę, który używa do dziś takiegoż specyfiku, chyba zgodnie z rodzinną tradycją. Działa, do dziś nie ma dziewczyny, mimo przekroczonej jakiś czas temu czterdziestki... ;)
OdpowiedzUsuńMoja Małżonka krótko skwitowała tę zapachową nutę - "pachnie starym facetem"... :))))
Widocznie facet celuje w kobiety zainteresowane starszymi facetami. Są przecież takie skłonności, ale jeszcze musi się znaleźć taka, która to lubi. Zapach i styl dla konesera... ponoć każda zmora znajdzie amatora:-)
UsuńTeż tak myślę, że Ona cały czas gdzieś tam jest, gdzieś czeka, ta jego .... Zenobia... ;)))
OdpowiedzUsuńŻyczmy mu zatem szczęścia:-)
UsuńKiedyś, czyli na początku nowej ery w latach dziewięćdziesiątych, Józefowicz reklamował zapach, który nie wiadomo czemu podbił wszystkie siłownie w Polsce - Adidas Active Bodies, ponoć z feromonami. Pomyśleć, że dziś za jedyne 4,59 zł w Biedronce możemy kupić specyfik o dokładnie tej samej nucie zapachowej... Czyżby istniała trzecia odmiana feromonów - dyskontowa? :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńW Biedronce kupisz nawet dżem, w którym nie znajdziesz owoców, a co dopiero feromony niezbędne Helenie. To co opisałeś kojarzy mi się z wyrobami czekoladopodobnymi, z jakimi mieliśmy do czynienia w latach 80. za rządów Jaruzelskiego:-)
UsuńWyroby czekoladopodobne nie były czekoladą, a ten zapach nie jest tylko Adidasem - czyli jakaś różnica jest, ale bynajmniej nie w zapachu, może w trwałości. Ale jako fero-odstraszacz spokojnie znajdę inne nawiązanie zapachowe z Biedronki, które każda żona powinna wkładać mężowi do podróżnej torby, gdy maż udaje się w delegację :)
OdpowiedzUsuńTak na marginesie to ostrożnie z podpowiedziami dla Heli i jej fanek. Nie ma takiego pomysłu, którego nie podchwyciłaby Hela tylko po to, by mieć pewność w sprawie Mariana:-)))
Usuń-powrót do czasu peweksu---------------teraz Hela ma wszystko do wyboru...))))
OdpowiedzUsuńMoże wybierać i przebierać, ale drzewiej nie musiała bronić tak bardzo Mariana, bo większość specyfików zawierała sporą dawkę feromonu odstraszającego:-)
Usuńhahahaha, tego trzeba było mi Caddi!
OdpowiedzUsuńŚwietne te opowiadania o Heli i Marianie:))
Nie wiem skąd znam te ,wspomniane tu wody kolońskie. Muszę chyba dokładnie przeszukać zakamarki wspomnień ;))
Co do spożywania ich: widziałam takich, którzy czynili to. Brrr! Trzeba być bardzo niewybrednym. Lub ..spragnionym ;)
A co do feromonów..podsuwasz mi temat opowiastki! ;)
PS
Nieustające pozdrowienia dla Heli oczywiście!
Skąd znasz? Pewnie natrafiłaś w życiu na tak zabezpieczonych Marianów.
UsuńJedne Hele stosują magie i zaklęcia, drugie zaś... feromony:-)
Są też Hele co stosują i zaklęcia, i feromony .
UsuńTe drugie -tak na wszelki wypadek ;)))
Muszę spytać Mariana, czy Hela stosuje względem niego jakieś tajemne rytuały i zaklęcia. Chyba by zauważył... A może Hela robi to, gdy on śpi i otacza go magicznym pancerzem chroniącym przed pliszkami:-)
UsuńPrzemysławka... fuj!!!!
OdpowiedzUsuńNie znosiłam tego zapachu.
W moim przypadku Marian mógłby
ją sobie stosować, nawet w nadmiarze.
A Hela z mojej strony nie miałaby
żadnego zagrożenia.
Gościowi z piątej zmiany przemysławka smakowała. Podziękował Jankowi:-)
UsuńTe wody kolońskie na pewno bardziej znane są mojemu pokoleniu - i to z autopsji, ale może wieść o nich przetrwała do dziś ... choćby w tekstach literackich. Bo np.w piosence W.Młynarskiego - " Swiatowe życie "jest taki fragment - " w południe kawka, po niej lepiej się pracuje, w krąg "Przemysławki " europejski ( sic ! ) zapach czuję " - i już młodsi wiekiem się dowiadują. To , oczywiście, męska woda kolońska, zaś panie używały wód kwiatowych o wdzięcznych nazwach - " Poemat ", " Marzenie " czy po prostu " Konawlia " ( marki Miracculum - moja ulubiona w pewnym okresie ). Do picia zdecydowanie wybierana męska kolońska, podobno... nie sprawdzałam jednakże ;))
OdpowiedzUsuńZaś "Prastarej " ( charakterystyczny koszyczek - elegancja )używał mój Osobisty, co mnie nie nastrajało antagonistycznie, ale to sprawa gustu, czyli dyskusji nie podlega :-;
Opowiadanko świetne, ze znajomością realiów i detali !
Errata: oczywiście woda "KONWALIA ", natomiast emoticon ( po dyskusji ) miał być taki " ;-) "
OdpowiedzUsuń- jeśli w ogóle KTOŚ zauważył te potknięcia, ale wolę poprawić :)
To se ne vrati, ale powspominać zawsze miło:-)
UsuńTak mi się przypomniało, co kiedyś sama widziałam pod kioskiem ruchu... nieogolony i wychudzony pracownik piątej zmiany oprócz przemysławki gustował także w tzw. wodzie brzozowej...:)
OdpowiedzUsuńbrrrr...
Ponoć też niezła w... smaku:-)
UsuńNo... zapach pamiętam, ale nie próbowałam...:)))
UsuńWszystko zostaje w pamięci emcojonalnej.
UsuńHela miala dobry pomysl...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Judith, te serdeczności przekazuję Heli... oczywiście:-)
UsuńMuszę przyznać, że trafiłeś w dziesiątkę, czasami czuję jak idą ulicą takie wypachnione Mariany:) jeszcze po kilku minutach unoszą się te "nieziemskie" zapachy:) Ale tak serio, to coś kurtka w tym jest. Kiedyś też poświęciłam temu wpis(http://affectueuses.wordpress.com/2012/05/12/zmysl-powonienia-moj-jedyny-kontakt-z-niebem/) , choć nie tak urokliwie dowcipny jak Twój(czego szczerze gratuluję). Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńW tej materii nasłuchuję Heli i Mariana. To bardzo ciekawe doświadczenie:-)
Usuństary numer trza wykonać z przelewaniem butelek... ;-)
OdpowiedzUsuńkumpel w liceum szarpnął się kiedyś i kupił zestaw feromonów, ale chyba tylko tych przywabiających. Chyba, bo mu nie pomogły, choć faktycznie, przejściowo śmierdział jakby bardziej...
Jednym słowem nie było może lepiej, ale za to... bardziej:-)))
UsuńZapachy z poprzedniej epoki mają w sobie pewien wdzięk i magnetyzm. Wracają do nich na przykład zwolennicy tradycyjnego golenia... brzytwą :-) Podlinkowuję stronkę, gdzie całkiem sporo takich zapachowych dinozaurów - niektóre, moim zdaniem, są zapachowo ponadczasowe i dziś by się mogły podobać - zwłaszcza te z nutą cytryny i bergamoty:
OdpowiedzUsuńhttp://brzytwa.org/forum/index.php?board=29.0
:-)