Klient nasz pan, ale my nie jego pieski.
Z tym powiedzeniem Pan C. po raz pierwszy zetknął się w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pracował wówczas w dużej ogólnopolskiej firmie handlowej. Słowa te wypowiedziała w jego obecności pani Elżbieta, kobieta po pięćdziesiątce i z dużym doświadczeniem handlowym w centralach spółdzielni ogrodniczych, które do reformy Balcerowicza trzęsły rynkiem owoców i warzyw. Te czasy bezpowrotnie minęły, gdy tylko niewidzialna ręka rynku położyła się cieniem na wszystkim, co do tej pory było odgórnie regulowane i dogadane. Pani Elżbieta w powyższy sposób wyraziła przekonanie, że klient nie jest najważniejszy.
Przywołane na początku słowa Pan C. przypomniał sobie w dość dziwnych okolicznościach. Kilkanaście dni temu odwiedził nowo otwarty sklep spod znaku muszkieterów. Zakupów wielkich nie zrobił, bo tylko trzy kilogramy mąki i jedno wino. Podszedł do kasy i karnie stanął w kolejce. Był trzeci. Wyłożył zakupy na taśmę i czekał. W tzw. międzyczasie wyjął telefon, wysunął go na długość ręki, aby uzyskać stosowną odległość od szwankujących oczu i przeczytał SMS. Trwało to kilkanaście sekund, po czym telefon schował do kieszeni. Gdy przyszła jego kolej kasjerka wstała z fotelika, ostentacyjnie przechyliła się przez taśmę i zlustrowała wózek Pana C. Wzdrygnął się przez moment, a krew nieomalże się w nim zagotowała. Wytrzymał i nic nie powiedział.
Kasjerka - miała około dwudziestu pięciu lat - sprawnie przesunęła produkty nad czytnikiem, przyjęła pieniądze i wydając resztę powiedziała opryskliwym i pouczającym tonem:
– Na przyszłość proszę niczego w sklepie nie fotografować!
W pierwszej chwili Pan C. nie skumał, o co kaman.
– Czy może pani powtórzyć, bo nie zrozumiałem.
– Widziałam, jak czekając w kolejce robił pan zdjęcia komórką. Tego nie wolno robić w sklepie.
W tym momencie Pan C. nie zdzierżył.
– Odnoszę wrażenie, że pani się nieco zagalopowała – powiedział do kasjerki.
– Ja tylko grzecznie zwracam panu uwagę.
– Jest pani niegrzeczna...
– Ależ jestem bardzo uprzejma...
– Nie wydaje mi się, aby pani mniemanie było zgodne z prawdą – wycedził Pan C. – Najpierw ostentacyjnie zagląda mi pani do wózka, jakbym chciał coś ukraść, a teraz poucza mnie o zakazie fotografowania.
– Ale...
– Pierwszy raz spotyka mnie taka impertynencja i brak szacunku dla klienta. Proszę o przywołanie kierownika.
– Niech pan nie blokuje kolejki – próbowała wywrzeć presję kasjerka.
– Mam czas, natomiast pani ma niepowtarzalną okazję, by mnie przeprosić.
Świadkowie zdarzenia poparli Pana C., a koleżanki z sąsiednich kas z uwagą śledziły przebieg zdarzenia. Jedna z nich podeszła do kasjerki obsługującej Pana C. i wyszeptała jej coś na ucho. Słuchająca najpierw pobladła, by po chwili wystrzelić krwistym rumieńcem. Przytaknęła głową, jakby potwierdzała, że zrozumiała. Odwróciła się w kierunku Pana C., wstała i powiedziała:
– Moje zachowanie był niestosowne. Proszę przyjąć moje przeprosiny.
Ja kiedyś usłyszałam nieco inny tekst: "klient jest królem "...a sama dopowiedziałam ..."jak się po królewsku zachowuje"...cokolwiek to oznacza...:)
OdpowiedzUsuńKrólem? Na pewno wtedy, gdy ma królewski gest:-)
UsuńŻe się Caddi nie dał
Usuńudobruchać pyskatym aczkolwiek
jedrnym wigorem 25 letniej
pani obsługentki to się
mocno dziwuję. ;-))).
Leno, nie było żadnej przesłanki ku udobruchaniu:-)
UsuńMłodość...jędrna młodość
Usuńmocium panie mogłaby być tą
przesłaką. ;-))).
A jednak nie wszyscy dojrzali
panowie w starciu z urokiem młodości j/w
zachowują się jak wygłodniałe psy lecące
na pachnącą ale lichą skórę od kiełbasy. :-).
Dobrze ją do porządku przywołałes Caddi .Oj dobrze!!!Naszemu krzysiowi śmiała zwracać uwagę!Osobie przecie bardzo kulturalnej.Już widzę twoją stanowczość:)))Brawo.Takie zwracanie uwagi zauważyłam juz niejednokrotnie przy kasie kiedy klienci wolniej pakowali kupiony towar.Przy mnie kasjerka poganiała starsza panią.kazałam jej zamiast zwracać uwage pomóc w zapakowaniu towaru.Spojrzała na mnie jak na wariatkę jednak pomogła!
OdpowiedzUsuńChamstwo należy dusić w zarodku. Lubie minę osób, których impertynencja dostaje odpór. Są bardzo zaskoczeni:-)
UsuńHa, zemsta jest słodka;)))
OdpowiedzUsuńPo prostu zawsze reaguję w takich sytuacjach. Wtedy wstępuje we mnie... duch boży i nie ma zmiłuj się. Nie odpuszczam aż uzyskam zamierzony efekt:-)
UsuńJakie ladne przeprosiny, dobrze, ze tak sie wszystko pomyslnie dla Pana C. zakonczylo. Mysle, ze gdybym ja byla w podobnej sytuacji, to pewnie ja bym ekspedientke przeprosila i zaczela sie tlumaczyc dlaczego wyjelam telefon i co nim robilam...
OdpowiedzUsuńNie ma co ulegać takim osóbkom. Zachowują się w sposób, którego nie toleruję.
UsuńCóż za nieprzyjemna sytuacja!
OdpowiedzUsuńTakich klientów to ja bym nie chciał obsługiwać :P
Finał zdarzenia przyjemny dla ego Pana C.:-)
UsuńMnie też spotkał komentarz kasjerki w hipermarkecie... ale w odróżnieniu od Twojego nieprzyjemnego, mój był przyjemny...
OdpowiedzUsuń-bardzo ładny czajnik pan kupił - powiedziała kasjerka / a czajnik niklowany miał kształt rozpłaszczonej kuli i miał zmyślne zamykanie z gwizdkiem / :)
Pewnie jeszcze lepiej czułbyś się, gdyby panikasjerka powiedziała:
Usuń- Panie Mmrr, jaki pan przystojny, a woda, której pan użył... odurza!:-)))
Zamiast tego słyszymy powtarzane jak mantrę (doprowadza mnie to do białej gorączki) "Dziękujemy i zapraszamy ponownie. Miłego popołudnia". Kobieta mnie nie zna, widzi pierwszy raz na oczy i mówi takie słowa. Wiem, że musi, że tak im karzą, ale nie lubię i już. Dlatego tez wolę nieduży sklepik nieopodal domu, gdzie znamy się od lat i zakupy nie sa nigdy anonimowe, bo zawsze rozmawiamy chwilę, gdy nie ma zbyt dużej kolejki.
Małe jest namacalne i urocze.
Chyba " każą" ?
UsuńOczywiście, że każą... a dopiero, jak nie wykonają polecenia dopiero karzą:-)
UsuńDziękuję za korektę Anonimowi.
Co tej dziewczynie przyszło do głowy? Przecież ze względu na swój wiek nie powinna pamiętać osławionych tabliczek z "tamtych czasów", wszak w innej Polsce wychowana. A tak w ogóle to wiszą u tych muszkieterów jakieś tabliczki z zakazem fotografowania?
OdpowiedzUsuńCiekawy przyczynek socjologiczny, gdyż być może firma zafundowała jej szkolenie połączone z wypraniem mózgu.
Poczuła się ważna, bo dostała swoje stanowisko pracy. Nowiutka kasa z taśmą i półeczkami na produkty kupowane impulsowo (zawsze mnie zastanawiała bliskość snickersów, gumy do żucia i prezerwatyw) sprawiły, że wstąpiła w nią moc. Na szkoleniu zapewne zwracano im uwagę, że powinny miec oczy i uszy otwarte, ale ona poczuła się uprawniona do okazywania tego w sposób odczuwalny przez klienta. Miała pecha. Trafiła na Pana C.:-)))
Usuńno coś takiego!...:P)
OdpowiedzUsuńw sumie to dobrze zrobiłeś Caddi,może to da jej nauczkę,bo chyba ...to zła kobieta była...::P)
A w mojej pracy uczą nas dopieszczac klienta...kurs dla tej pani wskazany!...:P
To już się ustawiam w kolejce po wasze produkty lub usługi:-)
UsuńA tak na poważnie to znajdując się w jakimś miejscu nie lubię przesady. Tak samo drażni mnie zachowanie tej kasjerki, jak i nadopiekuńczość obsługi. Wchodząc do sklepu chce najpierw sam przyjrzeć się temu, czego szukam. Nie lubię, gdy od progu "asystent" podbiega i pyta się "w jaki spośób może zrobić mi dobrze". Lubię, gdy dyskretnie czek ana moment aż gestem, czy odwróceniem głowy będę go szukał i wtedy podchodzi.
Jak sobie radzić z nachalnym sprzedawcami opisałem jakiś czas temu w poście pt. Kłopot z nachalną uprzejmością.
ja na szczęście nie pracuję w sklepie,bo czasem jak patrzę na klientów co to sami nie wiedzą co chcą,a tacy tez są,to mi się scyzoryk otwiera w kieszeni...haha.
UsuńTu trzeba wypośrodkowac,tak jak piszesz,nie podchodzic do klienta z nachalną uprzejmością,bo to razi,ale dac klientowi możliwośc wyboru,służyc dobrym,fachowym doradztwem.Żeby tu jeszcze chętnie wrócił,żeby sklep,urząd kojarzył się z dobrą firmą.
Jak w takim sklepie co Ty kupujesz,kazda kasjerka taka będzie...to ominiesz ten sklep szerokim łukiem...no chyba,że to jedyny taki w pobliżu...:P)))
Ale poradzisz sobie,jak widac tu...:)
Każdy orze, jak może a przekładając z polskiego na nasze to w zależności od okoliczności należy stosownie reagować.
Usuńa ci co niestosownie reagują...vide kasjerka z posta...niech się doszkolą,albo...:P)))
Usuńkiedyś w czasach PRLu to zdarzało się,kiedy zapytałam o jakąś rzecz,to słyszałam:nie widzi pani?to co na półkach...Nawet o cm nie ruszyła się zza lady.Przeszkodziłam w piciu kawy...chyba.Jaki niedobry klient był ze mnie...hm...:P)))
Namolna jakaś:-)
Usuńhaha..albo ślepa z gatunku...ślepowronów...:P)))
Usuńalbo:wchodze do sklepu,a uprzejma ( sprzedawczymi taksując mnie wzrokiem mówi:takich rozmiarów nie mamy tu...:P))
Nawet pooglądac nie dała mi szans...cholerka...:P
Ale zrobiła to bardzo uprzejmie:P)))
A przecież mogłaś sobie spokojnie połazić miedzy wieszakami i pomarzyć choć przez chwilę o tym, jak wchodzisz w sukienkę o rozmiarze 36-38 (S) :-)))
Usuńhaha...aleś Ty jest...:P)))
Usuńnie operujmy liczbami,takie "L" też dobrze brzmi,:P)))
To ja może dla odmiany ustawię się po stronie kasjerki, młodej kobiety bez innego wyjścia, marnie opłacanej i obłożonej masą nakazów z którymi nie ma co dyskutować. Czytający sms-a na telefonie w wyciągniętych rękach bardzo przypomina komórkowego fotografa. Może ta kobieta na okresie próbnym była (raczej była) pod czujnym okiem i taki epizod nie upomniany przez nią mógłby jej ten okres skrócić i rzucić na "zieloną trawkę" ? Też osłabiają mnie podbiegający "asystenci", niemniej mam świadomość tego, że w "poważaniu" mają mnie i moje potrzeby, ale będąc pod okiem menedżera nowej szkoły mogli by zebrać ujemne noty za nieinteresowanie się klientem. Tak więc oni udają, ja udaję i jest poprawnie.
OdpowiedzUsuńFaktem również jest, że źle dobrany/zinterpretowany ton wypowiedzi jest w stanie zniweczyć całkowicie zupełnie niewinne założenie. Tak więc jesteśmy tylko ludźmi i miejmy to na uwadze.
Pozdrawiam :)
Ależ w opisywanej scence pan C. był, jak najbardziej człowiekiem z emocjami i oczekiwaniami. Myślę, że dziewczyna dostała dobrą szkołę i teraz będzie umiarkowaniej stosować wpojone zasady "obsługi klienta".
UsuńPoza tym Pan C. nie do końca dał się ponieść emocjom, a raczej świadomie i z premedytacją zagrał nimi. Emocjami się gra, choć niekoniecznie się im ulega. Emocje w nadmiarze zabijają i wyczerpują nas. A tego nie chcemy.
Każdy ma emocje, tylko nie każdy może je w danej sytuacji należycie wykorzystać ;) Dziewczyna, mając pewnie gdzieś w tyle głowy "sto takich jak ty za bramą czeka" wolała dmuchać na zimne. Wymuszanie przeprosin i nacisk z pozycji "ja mogę, ale ty musisz" jest mało królewskie. "Ja" kontra garnek pełny/garnek pusty to nierówna walka, to niemalże egzekucja. Ego pewnie podbudowane, ale chwalenie się takim wynikiem raczej mało królewskie...
UsuńKrólem Ci ja nie jestem, więc i pewnie słoma mi z butów wystaje.
UsuńNie jestem zbawca wszystkich bezrobotnych i czekających na miejsca pracy, ale idąc do sklepu oczekuję minimum szacunku, a z taką ostentacyjną impertynencja jeszcze nigdy się nie zetknąłem. Taka lekcja udzielona tej pani oraz obserwującym koleżankom przyda się. Nie wolno udawać, że deszcz pada, gdy plują ci w twarz.
Otóż to Caddi nie wolno mówić ze pada deszcz kiedy plują ci w twarz!!!
UsuńRutynowe sklepowe czynności i odczucie plucia w twarz... Wrzuć czasem na luz, Caddi... :)
UsuńTak, Elu! Nie będzie nam żaden żabojad, czy inny łobcy muszkieter szarogęsił się po naszej polskiej ziemi:-)
UsuńAleż, Pitfallu, jestem całkiem wyluzowany. Napisalem, że był to bez emocji:-)))
UsuńZgadzam się w dużym stopniu z tym, co pisze Pitfall. Może trochę zbyt krytykujesz naszego Cadyka, ale w większości przychylam się do opinii (choć rzeczywiście czasem zdarza się, że młoda pracowniczka podchodzi do nas z wyższością). Ja pewnie uśmiechnąłbym się raczej do niej i wyjaśnił sprawę, jednocześnie racząc jakimś niezobowiązującym komplementem. No, ale ja jestem circa coma w wieku tej pani...
UsuńNasz klient, nasz per pan. :)
OdpowiedzUsuńAle jestem w szoku, że przeprosiła. A do wózków zaglądają, bo pewnie bramki przy kasach to "pitz na wodę". ;)
W tym rzecz, Cane, że są kradzieże w sklepach, ale myślę, że można kontrolować to dyskretniej. Są ochroniarze, są kamery. Zapis jednej z nich pokazuje ciekawą scenkę. Nie wiem na ile prawdziwe, a na ile inscenizowana na potrzeby jakiejś tezy, ale można popatrzeć, co mogą uchwycić kamery:
UsuńZakonnica kradnie piwo.
[quote] Nie wiem na ile prawdziwe, a na ile inscenizowana na potrzeby jakiejś tezy[/quote]
OdpowiedzUsuńDokładnie tak też myślę, wszak większości prawda ekranu wydaje się absolutna... :)
Już Chińczycy dawno temu odkryli i ukuli powiedzenie:
UsuńJeden obraz wart więcej niż tysiąc słów.
Następne stworzenie, z zapędami niszczycielskimi... ludzkość wyginie przez głupotę, kiedyś :P
OdpowiedzUsuńAno na! Nieodżałowanej pamięci doktor Strosmajer z czechosłwoackiego serialu "Szpital na peryferiach" mawiał do siostry przełożonej:
UsuńGdyby głupota miała skrzydła, latałaby pani jak gołębica.
To dziewczę kojarzy mi się z taką gołębicą...
a tak, pamiętam, hehe
Usuńgdyby głupota potrafiła latać... dobre
ja ostatnio sporo czasu spędzam w szpitalu, na neonatologii. Spotykają mnie tam regularnie dziwne przygody. Raz dostałem ochrzan że fotografuję telefonem informacje przeznaczone dla rodziców dzieci (czyli, de facto, również dla mnie). Pielęgniarka nie miała nic do powiedzenia, ale w głowie jej świtało, że jak za czasów sowieckich "zdjęć robić nie wolno". Czemu? Bo nie. Innym razem wyproszono mnie z pustego pokoju konferencyjnego - jedynego miejsca, gdzie można usiąść. Czemu? Bo odbywają się tam odprawy. Po niemal dwóch miesiącach wizytowania oddziału nie widziałem tam ani jednej odprawy, no ale przecież klienta trzeba ustawiać, przestawiać i strofować. Długo by zresztą opowiadać. Liczy się, że czegoś na pewno nie wolno. Lud u nas przesiągnięty niewolnością.
OdpowiedzUsuńNa starych i nieczynnych już dworcach PKP można dostrzec przyczepioną do ściany tabliczkę z zakazem fotografowania. Mentalność w stylu "wróg czuwa, bądź czujny".
Usuńmentalność w stylu beton i kupa stali. Ludzie powinni nosić przypięte do piersi tabliczki: "UWAGA! Nie myślę bo nie potrzebuję, jestem po prostu na nie".
UsuńChciałbym jeszcze przy tym przeczytać Twoją reakcję na jej przeprosiny. Rzeczywiście pani zachowała się niestosownie, ale później przeprosiła. Mam nadzieję, że spotkała ją uprzejma reakcja na przeprosiny. Należało również zrozumieć, że być może pani ma odgórnie nadany obowiązek zwracania uwagi na fotografujących klientów (bo tak), a mogła przypuszczać (co było wielce prawdopodobne), że Pan C. to zrobił - nie widziała ekranu komórki. Pan C. powinien wyjaśnić, że czytał SMS, a nie robił zdjęcia. Poza tymi szczegółami reakcja Pana P. zrozumiała :). Ja mam po prostu dużą wrażliwość na pracowników marketów, magdonaldów i innych badziewi :).
OdpowiedzUsuńUśmiechnąłem się, bo przepraszając pani uznała moje racje.
UsuńGdybym nie zareagował mogłaby sądzić, że postąpiła słusznie.
Niestety to są rozporządzenia odgórne.Pani mogła jednak to w innym tonie powiedzieć.
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńCzyżby odgórnie pracowali sami idioci? Bo odnoszę takie wrażenie.
Byłam znowu w domu handlowym Laury Ashley i wiesz Krzyśku, tam jest regał, który bardzo mi się podoba, cena mniej, postanowiłam zrobić zdjęcie, zrobiłam, Pani pomagała mi odsunąć stół, żeby było lepiej widać. W końcu zaproponowała mi katalog. I powiedziała tylko, że jak będę gdzieś zamieszczała zdjęcia, to mam podpisać produkt - co jest jasne jak słońce.
Ludzie tworzą sobie sami problemy, kasjerki, ci odgórni...
Rozumiem gdyby to była tajna jednostka wojskowa, ale to jest sklep
poza tym odczytywanie smsa, a robienie fotki - to chyba można odróżnić?
Czepialstwo i brak kultury, to główna wada niektórych handlowców, nie generalizujmy, są miejsca wyśmienite.
Brak zwykłej kindersztuby. To były pierwsze dni nowego marketu. Panienka przejęła się rolą i pomyślała, że to ogon może machać psem:-)
UsuńKrzysztofie czytając Twój wpis przypomniały mi się czasy wczesnych lat 80-tych, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce. Pamiętam te gołe pułki w sklepach, kolejki jak coś rzucili. Rodzice szli do pracy a ja wakacje spędzałam przed sklepem czekając na proszek, cukier itd. W tamtych czasach pani sklepowa była ważniejsza od Boga, a mieć taką znajomą to był szczyt szczęścia, bo po znajomości miało się większy przydział. Dobrze że czasy się zmieniły, teraz pani sklepowa powinna dbać o klienta bo za to ma płacone, konkurencja jest tak duża że jak nie ten sklep to inny. Ja robię zakupy tam gdzie jedyne pytanie jakie mi zadają to "How are you today?"
OdpowiedzUsuńMnie nawet wkurzę to, jak życzą mi miłego dnia. To wkurzające, bo słyszę to, gdy mówi to klientom przede mną i po mnie. Niech ktoś z menadżerów stuknie się w głowę i nie każe jak małpkom powtarzać pustej formuły. Lubie rzeczywiste relacje niż sztuczna grzeczność i życzliwość.
UsuńHahaha, Ty to jesteś uparty Caddi!
OdpowiedzUsuńZ tego co wiem, większości po prostu nie chciałoby się czekać, aż " głupia krowa" ( jak to słyszę często o kasjerkach) przeprosi.
Ja w "dużych sklepach" pojawiam się raz na jakiś czas i jak już tam jestem, to zawsze z " obstawą" i wychodzę zwykle z wielkim wózkiem wypchanym po brzegi. Wobec taaakich zakupów, MUSZĄ być dla mnie mili ;)))
Ona może nie tyle głupia, co nadgorliwa. A gorliwość czasami jest gorsza od faszyzmu:-)
Usuńaaaa,żeby było jasne: nie twierdzę wcale, że za mało kupiłeś ;)))))
OdpowiedzUsuńCałkiem serio: nigdy nie zdarzyło mi się coś podobnego. Nawiązuję zwykle błyskawicznie sympatyczne relacje z innymi. Nawet z " głupimi krowami" z kas ;)
Te wszystkie dziewczyny przy tych kasach...wspolczuje im... i Tobie takze!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Ot, przesympatyczna przewrotność: współczucie dla obojga.
Usuńgdybyśmy odebrali je jednocześnie z kasjerką pewnie byśmy się zastanowili nad swoimi reakcjami.
Bo u nas, to jeszcze
OdpowiedzUsuńzacofanie jest, odnośnie
robienie zdjeć w sklepach.:-)).
W Ameryce w Walmart'cie, to
jest dopiero...demokracja. ;-)).
[http://www.youtube.com/watch?v=Hh7xnpNtuq4&feature=related]
Aż żal aparatu nie zabrać! ;-)).
Żałuj, żałuj:-)
UsuńOj tam, oj tam.Praca kasjerki w supermarkecie jest bardzo ciężka do tego marnie opłacana i to nie podlega dyskusji. Dziewczyna była zmęczona a tu w dodatku jakiś mężczyzna " robił jej " zdjęcia :) Nic dziwnego,że się zdenerwowała. Skąd mogła wiedzieć,ze zapomniałeś okularów?????Więcej wyrozumiałości dla bliżnich :)))
OdpowiedzUsuńJa pewnie zrobiłabym jak wildrose.:)
ewa999
Czasami lubię tak zaszaleć:-)
Usuń-zapomniano o wielu przepisach,które wcale nie są martwe,a za to zdarzenie ,które opisałeś jest dla nich najważniejsze....
OdpowiedzUsuńWydaje się, że wystarczyłaby zwykła kindersztuba i panienka wiedziałaby jak się zachować.
UsuńGłupia krowa na kasie pewnie nie wiedziała co to impertynencja a o kindersztubie pewnie nawet nie słyszała. Takie to tłuki właśnnie lądują w handlówkkach i na kasach. Krótko z takimi postępować, masz rację Krzysiek że gamonia i niedouka usadziłeś inteligentnym tekstem którego pewnie nie zrozumiała. Szacun.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. @wildbean
Nie generalizowałbym na przykładzie tej opisanej kasjerki. Są tam różne osoby, o różnej kulturze wyniesionej z domu, o różnej wrażliwości. Żadna praca nie hańbi i żadna nie daje gwarancji bycia kulturalnym i mądrym.
UsuńGłupa dotyka ludzi wszystkich zawodów i stanów... niestety:-)))