Marian, przyjaciel Pana C.... A może lepiej i prawdziwiej będzie wyglądało, gdy napiszemy to inaczej. A zatem jeszcze raz.
Marian, którego najlepszym przyjacielem jest Pan C., znów załapał się na ciche dni w relacjach z Helą. Ktoś znający od lat tę parę żachnąłby się: A bo to pierwszy i ostatni raz?! Niby nic nowego i szczególnego, ale tym razem sprawa okazała się poważna, bo w relacje między Marianem a Helą weszła jej mama. Jak zwykle niespodziewanie i przy okazji odwiedziła dzieci i postanowiła nieco przemeblować im czas i miejsce. Po ponad trzydziestu latach można się przyzwyczaić i trzeba przyznać, że Marian w obecności teściowej impregnował emocje niczym najlepsza patelnia pokryta teflonem. Na początku małżeństwa próbował reagować, zwracać uwagę, że to on niby jest gospodarzem w swoim domu, a gdy ukochana mamusia żony próbowała przy nim i Heli wychowywać ich dzieci zdecydowanie wyjaśniał, że jest to zadanie rodziców, a nie babci, która jest... miłym, ale jednak gościem. Mówił to zawsze z naciskiem na słowo gość.
Znając z poprzednich opowieści temperament Heli możemy sobie wyobrazić jaki był skutek oporu Mariana. Miał dwie kobiety przeciwko sobie, a po wyjeździe teściowej w promocji tygodniowy nocleg na kanapie w salonie i wymowne milczenie małżonki. Te czasy minęły, Marian wiele się nauczył, sporo w tej materii zawdzięczał Panu C., z którym przegadał wiele wieczorów.
W miniony weekend mamusia Heli znów ich odwiedziła, ale Marian całkowicie się wyłączył, był nawet miły, co nie uszło uwadze Heli. Większość czasu teściowa rozmawiała z Helą, natomiast Marian rozmawiał z synem, który zjechał na weekend podrzucając ciuchy do prania i załapując się na pyszne domowe obiadki. Wszyscy czworo siedzieli w salonie, gdzie w telewizji nadawali ulubiony serial teściowej. Marian rozmawiał z synem o polityce, religii, jakimś tam procesie kamerdynera papieskiego. Tak się składa, że obydwaj regularnie czytują wpisy Caddiego, więc rozmowa zeszła na sprawy biblijne i pierwszych ludzi w raju. Hela z matką zaczęły w pewnym momencie z uwagą przysłuchiwać się dyskusji, gdy junior zapytał ojca:
- Czy na podstawie przekazów biblijnych można ustalić, jak miała na imię teściowa Adama?
- No coś ty - żachnął się Marian i dodał z naciskiem - Adam nie miał teściowej, przecież to był... raj.
:)))))A miałam już cię Krzysiu zapytac co u Mariana?No i prosze juz wiem:)))
OdpowiedzUsuńMarian i Hela... constans. Zbliża się jesień, więc i częściej zasięgne u Mariana języka:-)
UsuńMarian doprowadził chyba tesciową do apopleksji, a co najmniej do czkawki;))
OdpowiedzUsuńAle bardziej dostało mu się od Heli za... szczerość:-)
UsuńDobry wieczór :)
UsuńAdam nie miał też pępka :)
Ani Adam, ani Ewa... żadne z nich nie miało pępka:-)
UsuńAle Adam jeszcze nie miał żebra:)
UsuńAdam w ogóle to miał pecha trafiając na Ewę:-)
UsuńAlbo Ewa,że jej się taki Adam trafił :)
Usuńon "niby" jest gospodarzem w swoim domu
OdpowiedzUsuńmocarne ;-)
C'est la vie:-)))
UsuńCaddi, rewelacja, takie opowieści są jak balsam
OdpowiedzUsuńSam od razu poczułem się znacznie lepiej, gdy tylko to usłyszałem od Mariana:-)
UsuńNieśmiało dodam, że i Ewa teściowej nie znała;)
OdpowiedzUsuńW rzeczy samej, choć to matki mężów są bardziej upierdliwe:-)
UsuńJakkolwiek by nie wyszło, cokolwiek by nie wynikło - wina zawsze leży po dwóch stronach: żony i teściowej...
OdpowiedzUsuń;)
Ująłeś sedno zagadnienia:-)
Usuń-dobre,kapitalnie opsałeś w zrtobliwy ciąg zdarzen...:-)))
OdpowiedzUsuńKrystiano, z teściową nie ma żartów.
UsuńJak można żyć bez pępka? No jak? Nawet nie ma gdzie kolczyka utknąć, coby się na plaży polansować /faja/...
OdpowiedzUsuńNo właśnie! Dlatego w tym raju musiało wszystko pierdutnąć, bo jak żyć, panie premierze bez pępka.
UsuńWszystkiemu winna Platforma:-))))
Tesciowej nie mialam, ale moja Siostra Hania miala i byla dla tesciowej najlepsza, najukochansza przyszywana corka! Corki prawdziwy byly zazdrosne...ale to chyba wyjatek? I dodam: podobaja mi sie Twoje opowiesci!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Od razu widać, że nie miałaś, bo nawet nie mogłabyś mieć, ale może to i dobrze. Wyjaśnię zaraz dlaczego.
UsuńW polszczyźnie, która już odchodzi w zapomnienie (niestety), matka żony to teściowa, natomiast matka męża to świekra (świekrucha). Przyznam, że samo brzmienie napawa strachem, a co dopiero doświadczanie ich w żywych relacjach. To określenie oddaje w jakiś sposób upierdliwość mamusi męża, co poparte jest doświadczeniem wielu pokoleń żon:-)))
JA - za to jestem teściową co to " do rany przyłóż "... i się nie pogorszy ;)) Tak mi się, przynajmniej, skromnie wydaje...
OdpowiedzUsuńWażne, by gangrena się nie wdała. Ale to żartobliwe i bardzo złośliwe podejście, bo przecież wszyscy wiedzą, że tak naprawdę najgorszymi teściowymi są mamy syneczków, zazdrosne o to, czy aby TA, która zawróciła jej dziecku w głowie potrafi się stosownie nim zająć i zaopiekować:-)
UsuńMoja mama była w wielkiej komitywie
OdpowiedzUsuńz moim byłym małżonkiem. Jak czasem
na piwku z kumplami chwalił teściową,
koledzy patrzyli na niego ze zgrozą
i powątpiewaniem i mówili:
- Chyba się upiłeś.
Choć my już nie jesteśmy razem, oni nadal
utrzymują z sobą kontakt. ;-)
Puenta znakomita!!!
Z tego wniosek, że relacje z teściową mogą być trwalsze niż małżeństwo:-)
Usuń...ale za to teścia, z którym czasem mógł się napić. ;)
OdpowiedzUsuń