Amber Gold poległ, bo kradł chochlą zamiast małą łyżeczką. Pazerność komuś zaczęła wadzić, bo nie mógł się doprosić udziału w zyskach. To tak na marginesie i wstępie do ciągu dalszego. Warto jeszcze w tym miejscu przypomnieć - nie pamiętam okoliczności i autora - pytanie do ministra wprowadzającego podatki dochodowe od wszystkich obywateli:
– Dlaczego Pan wprowadził podatki także od biednych, przecież oni nic nie mają?
– To prawda, ale jest ich najwięcej.
I coś w tym jest na rzeczy, bo najwięcej dochodu do budżetów państw dostarczają najbiedniejsi. Podobnie największe przekręty robi się wyłudzając drobne kwoty od naiwnych, którzy nie mają czasu i ochoty dochodzić swoich praw.
Przywołany wyżej minister okazuje się wzorcem dla wszelkiej maści naciągaczy i oszustów, którzy wiedzą, że najbezpieczniej i najlepiej łupić maleńkie kwoty. Oszukanego troszkę boli, ale nie na tyle, że zechce dobrać się oszustowi do skóry. W maju Pan C. odebrał biznesową lekcję za 249 zł od oszustów z Invest-Lang z Tychów. Nie przypuszczał, że znów coś podobnego się mu przydarzy. Tak było do wczoraj, gdy odebrał telefon od pani przedstawiającej się jako Izabela Michalczyk. Powiedziała, że reprezentuje firmę Vilcam z Katowic i chce zaproponować wsparcie w pozyskaniu dotacji unijnej. Sami życzliwi ludzie są w tej naszej Polsce – pomyślał Pan C.
Pani po drugiej stronie słuchawki mówiła, mówiła, a Pan C. słuchał, słuchał i z podziwu nie wychodził. Wypisz wymaluj teksty wygłaszanych formułek i roztaczanych wizji takie, jak w rozmowie z Invest-Langiem. Do pełnej zgodności zabrakło tylko zachęty, że można te pieniądze przeznaczyć na zakup samochodu (sic!!!). Już chciał przerwać wywód miłej pani, ale chochlik - ten, którego zawsze miał w sobie - podszepnął mu, by kontynuować dialog o funduszach europejskich.
– Co trzeba zrobić, aby uzyskać taką dotację? – zapytał chytrze.
– Wystarczy, że w rozmowie ze mną zamówi pan dokumenty, które prześlemy pocztą w formie papierowej. Zapłaci pan przy odbiorze 239 zł i to jest jedyny koszt związany z dotacją. W przesyłce otrzyma pan listę doradców działających w pańskim rejonie.
W tym momencie już miał pewność, że pani Iza próbuje tego samego, co pani Ewa z Invest-Langu. 239 złotych to mniej niż 249, a zatem dycha do przodu – pomyślał i postanowił grać dalej. – A co tam! Będę niczym agent Tomek.
– Tak się składa proszę pani, że muszę zamówienie skonsultować z szefem, a będę się z nim widział wieczorem lub jutro rano. Nie chodzi o kwotę, bo ta nie jest powalająca, ale wydatki których nie uzgadnialiśmy wymagają jego akceptacji.
– Czy mogę zadzwonić do pana jutro, by poznać decyzję.
– Tak. Powinienem już wiedzieć – odpowiedział Pan C. choć już znał wszystko, co dalej nastąpi.
Następnego dnia odezwał się telefon. Dzwoniła pani Iza.
– Jakie są decyzje, czy już pan dostał zielone światło?
– Tak! Decydujemy się, chce tylko, by jeszcze raz mi pani przedstawiła ofertę.
Pani wyrecytowała formułki, napracowała się z przekonaniem, że oto trafiła łosia. W jej głosie było niemalże słychać, jak unosi się nad fotelem, a Pan C. słuchał z uśmiechem. Na koniec podał nazwę firmy, adres dostawy i... postanowił nie odbierać przesyłki.
Tyle mógł zrobić.
Pani po drugiej stronie słuchawki mówiła, mówiła, a Pan C. słuchał, słuchał i z podziwu nie wychodził. Wypisz wymaluj teksty wygłaszanych formułek i roztaczanych wizji takie, jak w rozmowie z Invest-Langiem. Do pełnej zgodności zabrakło tylko zachęty, że można te pieniądze przeznaczyć na zakup samochodu (sic!!!). Już chciał przerwać wywód miłej pani, ale chochlik - ten, którego zawsze miał w sobie - podszepnął mu, by kontynuować dialog o funduszach europejskich.
– Co trzeba zrobić, aby uzyskać taką dotację? – zapytał chytrze.
– Wystarczy, że w rozmowie ze mną zamówi pan dokumenty, które prześlemy pocztą w formie papierowej. Zapłaci pan przy odbiorze 239 zł i to jest jedyny koszt związany z dotacją. W przesyłce otrzyma pan listę doradców działających w pańskim rejonie.
W tym momencie już miał pewność, że pani Iza próbuje tego samego, co pani Ewa z Invest-Langu. 239 złotych to mniej niż 249, a zatem dycha do przodu – pomyślał i postanowił grać dalej. – A co tam! Będę niczym agent Tomek.
– Tak się składa proszę pani, że muszę zamówienie skonsultować z szefem, a będę się z nim widział wieczorem lub jutro rano. Nie chodzi o kwotę, bo ta nie jest powalająca, ale wydatki których nie uzgadnialiśmy wymagają jego akceptacji.
– Czy mogę zadzwonić do pana jutro, by poznać decyzję.
– Tak. Powinienem już wiedzieć – odpowiedział Pan C. choć już znał wszystko, co dalej nastąpi.
Następnego dnia odezwał się telefon. Dzwoniła pani Iza.
– Jakie są decyzje, czy już pan dostał zielone światło?
– Tak! Decydujemy się, chce tylko, by jeszcze raz mi pani przedstawiła ofertę.
Pani wyrecytowała formułki, napracowała się z przekonaniem, że oto trafiła łosia. W jej głosie było niemalże słychać, jak unosi się nad fotelem, a Pan C. słuchał z uśmiechem. Na koniec podał nazwę firmy, adres dostawy i... postanowił nie odbierać przesyłki.
Tyle mógł zrobić.

Czekam na ciąg dalszy. Czy nie będą natrętnie dzwonić, wysyłać pocztą innych ofert, reklam... w końcu myślą, że "złapali łosia".
OdpowiedzUsuńChoć mam nadzieję, że sprytny Pan C. i z tym sobie poradzi ;-)
Nie przypuszczam, by wydzwaniali i ofertowali. Szukają strzału tylko na raz podobnie, jak w przypadku Invest-Lang, Nie można się do nich dodzwonić... uruchamia się automatyczna sekretarka :-)))
Usuńeh... niektórzy ciągle za pracę się nie chcą wziąć, wolą szukać dróg na skróty i wyłudzać, wyłudzać, wyłudzać. Ale, z drugiej strony, rzekł mi raz ktoś, że współczesna gospodarka w znacznej części opiera się wyłudzaniu właśnie, tylko czasami pasuje nam, że np. market wyłudza od nas pieniadze wciskając towar, którego nie chcemy, innym razem nas to denerwuje...
OdpowiedzUsuńOtóż to, Darku! Handle to wyłudzanie... łudzenie potencjalnych nabywców korzyściami. Z oszustwem mamy do czynienia, gdy jest zbyt duży rozdźwięk pomiędzy oczekiwanym a otrzymanym dobrem, za które płacimy:-)
Usuńnie wiem czy oszustwo nie ma miejsca wtedy, kiedy w telewizji mówią, że coś jest oszustwem. A jak chwalą, że dobrze jest, to dana sytuacja oszustwem nie jest ;-)
UsuńOto jest pytanie!
UsuńA propos małej łyżeczki. Kolejny przekręt polega na wysyłaniu nie zamówionej paczki. Mało tego, nie trzeba nic płacić przy odbiorze przesyłki (paczka spora, ale lekka). Wewnątrz znajduje się zabawka i faktura na kilkanaście złotych. No i ktoś kto taką przesyłkę nieuważnie odbierze zaczyna mieć dylemat: zapłacić fakturę, bo to "tylko" niecałe 20zł czy odesłać na własny koszt paczkę wraz z fakturą do nadawcy. Wadą zapłacenia "dla świętego spokoju" jest brak pewności czy za miesiąc nie dostaniemy kolejnej paczki. Wadą odesłania są koszty tej operacji i dodatkowy spacer na pocztę.
OdpowiedzUsuńOczywiście jest jeszcze trzecie wyjście: nie robić nic i zatrzymać paczkę. To oczywiście najgorszy wariant, bo można spodziewać się w takim przypadku kolejnej i być może już dużo droższej paczki z kolejną fakturą i wezwaniem do zapłaty za poprzednią "dostawę".
Co doradziłem w tej sytuacji? Odesłać paczkę nadawcy za zaliczeniem pocztowym pokrywającym nasze koszty. Trochę zachodu z tym jest, ale przynajmniej mamy dowód odesłania "towaru" w ręce.
No tak, ale z takimi jak powyżej trzeba zrobić jak ja: narazić na stratę czasu i pieniędzy poprzez wysłanie paczki. Taka drobna złośliwa upierdliwość z mojej strony, żeby im aż tak lekko nie było. Myślę, że to tez dobra metoda na nich pod warunkiem, że wielu postąpi podobnie:-)))
UsuńPod warunkiem, że podałeś adres na Berdyczów, bo wszystko zależy co należy rozumieć pod słowem "zamówienie". Zamówienie bowiem to już jest zobowiązanie.
UsuńOstatnio też miałem z tym do czynienia we własnej firmie. Zazwyczaj naciągacze zawsze chcieli rozmawiać z szefem lub osobą "decyzyjną". Nie tak dawno przyjęli widać nową strategię (uznając, że szefa albo w firmie nie ma, albo zawsze zajęty): rozmawiania z pracownikami. Przykładowo pada pytanie (niby ankietowe): czy na pańskim stanowisku przydałby się segregator z zebranymi przepisami BHP. Pozytywna odpowiedź w stylu "być może" traktowana jest złożenie zamówienia. No i przychodzi na zakład cegła za kilkaset złotych z fakturą do zapłacenia i dopiskiem "Kowalski" jako zamawiający. No i masz babo placek!
Mogę już teraz śmiało napisac każdemu, kto będzie chciał mnie tak załatwić:
UsuńNie ze mną te numery, Brunner!:-)))
Mądrze to załatwiłeś, niech sobie pogłówkują!
OdpowiedzUsuńStaram się, jak mogę:-)
Usuńtym razem nie byłes już taki naiwny jak poprzednio.nauka nie poszła w las.uznanie za pomysłowośc:)
OdpowiedzUsuńAno ba!!! 249 złotych za majową lekcję musiało poskutkować:-)))
Usuńgłośny śmiech:))))
UsuńRacja, najlepiej golić biedaków. Na tablicy po drugiej stronie mojej ulicy 99% wywieszek to oferty kredytowe, nawet dla tych którym na wino pod sklepem nie chcą już pożyczyć, 1% to nekrologi.
OdpowiedzUsuńNie masz czym spłacać ? Zaraz, zaraz, zobaczymy co ty tu masz... :)
I tak się kręci: biedni są coraz biedniejsi, bogaci coraz bogatsi:-)
UsuńPotwierdza się starożytna maksyma Pecunia non olet.
Dobre :D
OdpowiedzUsuńNadszedł czas odpłaty:-)
UsuńZemsta jest słodka i najlepiej smakuje na zimno.
OdpowiedzUsuńwszystko zależy od potrawki, w jakiej podamy zemstę. Może być i na gorąco:-)
Usuńjestem z rewizytą,widzę,że sobie dzielnie poradziłeś...:P
OdpowiedzUsuńmyślę jednak,że nie tak łatwo bedzie z takimi...,jutro znowu nas czymś zaskoczą,trzeba trzymac ręke na pulsie zawsze i wciąż...;P
oni sa ponoć odpowiednio szkoleni...psychologicznie grają...:P
pozdrawiam miło;)
Są jak Hydra... niestety. Nie należy się poddawać i zwalczać to towarzystwo w każdej formie.
UsuńWiesz, Caddi, ja chyba czegoś nie rozumiem... podałeś swój adres i postanowiłeś nie odbierać? a ja myślałam, że kazałeś nadać tę przesyłkę wprost do Invest-Lang... taka zemsta to rozumiem! Sama słodycz!:)))
OdpowiedzUsuńMnie też naciągnęli, a dzisiaj dostałem wiadomość od VILCAM:
OdpowiedzUsuń"Szanowny Panie,
w nawiązaniu do wczorajszej rozmowy telefonicznej informujemy, iż przesyłka nie została odebrana ponieważ stosownie do treści "art. 7 ustawy z dnia 02 marca 2000 roku o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny" prawo zwrotu przysługuje klientom będącym konsumentami, a konsumentem nie określa się podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą."
Niech mi ktoś powie, że takie jawne robienie w konia nie jest możliwe.