W poprzednim wpisie było o tym, jak to Hela nieświadomie wzięła udział w bardzo drogiej sesji zdjęciowej zorganizowanej przez straż miejską. Nie byłoby w tym wydarzeniu nic złego, gdyby nie brak przygotowania w postaci makijażu. Zanim jednak doszło do opisanej sytuacji Hela odbyła kurs nauki jazdy. To nic, że trzydzieści lat wcześniej, ale to tylko pokazuje, że nic a nic się nie zmieniła. Ot, cała Hela.
Gdy po raz pierwszy weszła do samochodu marki polski fiat 125 była nieco zestresowana. Instruktor przyjaźnie się uśmiechał, ale nie dowierzała mu. Słyszała, że ci panowie często lubią dotykać kolano kursantki, albo i coś jeszcze. Niby wszystko to w ramach nauki i łagodzenia stresu. Obiecała sobie, że gdyby taka okoliczność nastąpiła to strzeli mu z liścia, wyjdzie z samochodu i złoży skargę.
Usiadła na siedzeniu.
– Zanim uruchomimy silnik – powiedział instruktor – proszę wykonać wszystkie czynności przygotowujące panią do bezpiecznej jazdy. Proszę wykonywać te czynności i mówić wszystko na głos.– Dobrze – powiedziała Hela.
Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić:
– Ustawiam fotel kierowcy, by mieć dobry dostęp do pedałów sprzęgła, hamulca i gazu.
– Bardzo dobrze!
– Teraz zapinam pas bezpieczeństwa. Wkładam kluczyk do stacyjki i sprawdzam kierunkowskazy.
– Bardzo dobrze – pochwalił instruktor i zapytał: – Co teraz?
– Wcisnę pedał sprzęgła, sprawdzę, czy skrzynia jest ustawiona na biegu jałowym i uruchomię silnik...
– Hola, hola! Czy to już wszystkie czynności przed uruchomieniem silnika?
– Chyba tak – odpowiedziała niepewnie Hela.
– Proszę pomyśleć – powiedział instruktor.
Hela przeleciała w myślach wszystkie czynności, które wykonała i nie znalazła nic, co mogłaby pominąć. Spojrzała z bezradną miną na instruktora.
– A lusterko?
– Oj! – krzyknęła Hela – Dziękuję panu.
Spojrzała w kierunku wstecznego lusterka, nakierowała je na siebie i spanikowana zaczęła szukać skazy w makijażu i fryzurze.
– Proszę pani – powiedział wyraźnie rozbawiony instruktor – proszę ustawić lusterko tak, by podczas jazdy widziała pani wszystko za sobą.
zrobiłam ten sam numer co Hela,gdy mąż był tuz po kursie i mieliśmy gdzieś jechac,haha,dokładnie to samo...
OdpowiedzUsuńtylko mąż mnie zdrowo opieprzył,że miał już ustawione lusterko...:P
Caddi,jakie Ty życiowe posty piszesz,każda z nas ma coś z Heli...:P
Smoczyco, bo prawdziwe tematy to leżą na ulicy, a niektóre to nawet jeżdżą:-)
Usuńno tak,ale spoko,potem sobie znalazłam dla siebie lusterko,pod klapką "przeciwsłoneczną" było zamontowane,naprzeciwko moich oczu,to pozwolono mi używac...hahaha
UsuńLusterko to normalna rzecz...wiadomo do czego sluzy. Na kolejnej jezdzie pan instuktor pyta: jaki znak pani minela? Nie zauwazylam - odpowiedzialam. Jedziemy ulicami i po pewnym czasie pan instruktor pyta: jaki znak pani minela... Nie zauwazylam - odpowiedzialam. Jedziemy dalej i dziwie sie, ze ciagle ta sama ulica... Pani Judyto, jaki znak byl przed pania? Wybaczy pan, ale co innego mam w glowie - odparlam. Prosze zatrzymac samochod - rzecze on i pojsc zobaczyc, jaki znak jest dla pani niewidzialny...
OdpowiedzUsuńNie wiem jak Hela, ale ja mam klopoty z lewa i prawa strona...
Serdecznosci
Judith
Judytko, z tą swoją prawo-lewą właściwością mieścisz się w 99% populacji kobiet. Stąd często w dialogu z facetem pojawia się pytanie kierowane do kobiety: Twoje, czy moje lewo?:-))))
UsuńPocieszajace, żem normalna :)))
UsuńU mnie to jest: "w które lewo?" a podczas nauki jazdy, gdzie jeszcze nie-mąż był "instruktorem" dla ulatwienia było "słoma-siano" - i o dziwo skutkowało ;).
Pozdrowienia dla Heli :)
Wszyscy są normalni poza tymi, którzy... nie są:-)
Usuńhahaha, skąd ja to znam? ;)))
OdpowiedzUsuńKiedyś opisywałam swój egzamin na prawo jazdy. Nie było wprawdzie " numeru z lusterkiem" ,ale kilka podobnych.
Bardzo lubię Helę!
:)))
Nie ma takiej sytuacji i okoliczności, w jakiej Hela nie zaskoczyłaby rozmówcę lub otoczenie.
UsuńJakiś nerwowy ten instruktor - zbyt się pośpieszył... skoro lusterko, to wiadomo do czego służy:) Najpierw trzeba się przejrzeć, a dopiero potem je ustawiać!;)
OdpowiedzUsuńA Hela słowo "lusterko" odebrała jako sugestię, ze coś w wyglądzie musi poprawić:-)
UsuńArtysta plastyk z tej Twojej Heli :-)
OdpowiedzUsuńKiedyś instruktor jazdy zrobił sobie ubaw z mojej koleżanki. Wiedząc, ze ma bzika na punkcie swoich paznokci mowi w trakcie jazdy - Pani Iwonko, chyba złamała pani paznokiec. Na co Iwonka zostawiła kierownicę i skupiła całą swoją uwagę na dłoniach. Dobrze, że nie była to ruchliwa ulica a pan instruktor miał niezły refleks ;-)
Instruktor mógł swoim żartem spowodować wypadek. Bardzo nieodpowiedzialny:-)
Usuńhehe, genialne ;-)
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim prawdziwe.
UsuńTrzydzieści lat temu chyba nie było jeszcze pasów bezpieczeństwa. W każdym razie na pewno nie było obowiązku, by je zapinać.
OdpowiedzUsuńByły, ale nie były obowiązkowe:-)
UsuńTyle krzywdzących kobiety opowiastek wymyślono,a ja nie pamiętam, abym kiedykolwiek w lusterku wstecznym podziwiała swój makijaż. Mężczyźni nie lubią nas, kierowców. Proszę nie nabijać się z Heli. Ona jest w porządku i na pewno ustawiła lusterko w prawidłowej pozycji. Robiłam prawo jazdy w 1980 roku i nie było obowiązku zapinania pasów. Miło pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńOpisana sytuacja jest prawdziwa, a nie zmyślona.
UsuńMoje prawo jazdy jest z 1978 roku:-)
Wierzę, że prawdziwa. Takie zdarzają się czasami. Prawie w jednym czasie robiliśmy prawka. To były cudne czasy, prawda? Siedział sobie człowiek w maluchu i wyobrażał, że siedzi za kierownicą krążownika szos. Maluszka miałam, a Ty?
UsuńNa jednym ze skrzyżowań ze światłami urwałem "wajchę" od biegów. Była tak zjechana przez kursantów, że mojego użycia już nie przetrzymała:-)
UsuńMoja pierwsza fura to mitsubishi, ale kupiony dopiero po kilkunastu latach. Wcześniej wyżywałem się na "skarpecie" brata i teścia.
Heli mógł się nieco kalendarz pomylić - to tak z grubsza 30 lat;)
OdpowiedzUsuńWlasnie mija dokładnie 30 lat, odkąd wprowadzono obowiązek zapinania pasów na przednich siedzeniach, dlatego myslę, ze Hela niewiele się w datach pomyliła..;)
Lubię te jej opowieści, zwłaszcza, że to powrót do czasów, które juz w zaden sposób nie wrócą..;)
Zatem Hebius i Lotka nie mieli racji w sprawie obowiązku zapinania pasów.
UsuńNo to jestem zaskoczony. U mnie w domu w szczytowym okresie zamożności była tylko Syrenka 102 i nie pamiętam, żeby toto miało jakieś pasy :D
UsuńPraktykowałem syrenką 105, a tam pasy już były.
UsuńNie pamiętam kiedy zaczęto montować pierwsze pasy bezpieczeństwa, ale w drugiej połowie lat siedemdziesiątych miały go duże fiaty, fiat 132, fiat/seat 850. Nawet VW garbus z lat sześćdziesiątych je miał, ale dziś już nie odpowiem czy montowane fabrycznie, czy "doposażony" przez pierwszego właściciela. Wtedy nie było obowiązku zapinania. Trzeba było je ręcznie skracać lub wydłużać, no a takie "automatyczne" zwijaki to chyba wtedy pierwszy raz widziałem w volvo.
UsuńHehehe, "robiłam" prawojazdy 21 lat temu, więdzę, że było podobnie zabawnie :)
OdpowiedzUsuńZawsze było zabawnie. Dziś zapewne też, ale nie mam wiedzy na ten temat... jeszcze:-)
UsuńWg przypomniał mi zabawną sytuację. Więc odebrałam prawojazdy i kluczyki od małego fiata - brat mi oddał auto. Z koleżanką z którą robiłam prawko pojechałyśmy na przejżdżkę, ja kierowałam, w końcu wyjechałam za miasto, jedziemy taką wielką aleją, nie asfaltową i w pewnym momencie jadę wolniej, coraz wolniej i mówię do niej, że światła nam się skończyły i nic nie widzę. Głupia zapomniałam włączyć światła w aucie, i do czasu kiedy było miejskie oświetlenie było cacy i zaznaczam, że nie jestem blondynką :P
UsuńMistrzostwo świata! Jesteś Helą pełną gębą:-)))
Usuńtakich historii mam na pęczki Krzysztofie... myślę, że z Helą mogłybyśmy pograć w łapki :)
UsuńMoja znajoma miała następującą przygodę. Tuż po egzaminie, kiedy wreszcie otrzymała upragniony kartonik prawa jazdy, postanowiła wreszcie SAMA odbyć pierwszą jazdą własnym samochodem. Co prawda mąż zostawił auto trochę niefortunnie, bowiem pierwszym manewrem musiało być cofanie po łuku - wyjechanie spod domu jednorodzinnego na drogę osiedlową. Nie przeraziło jej to, gdyż manewr cofania po łuku ćwiczyła jeszcze nie tak dawno do znudzenia. Efekt: uszkodzony słupek ogrodzenia i latarnia po drugiej stronie jezdni. Maluch do solidnego wyklepania. Najciekawsze było jednak jej tłumaczenie: NIE ROZUMIEM JAK MOGŁO DO TEGO DOJŚĆ?! Przecież wszystkie czynności wykonałam perfekcyjnie: ustawiłam fotel, lusterka, zapięłam pasy, uruchomiłam silnik...
OdpowiedzUsuńPerfekcjonistka, ale przyznam Wugusiu, że i mnie zdarzyło się zrobić w życiu parę takich perfekcyjnych rzeczy. Wracając z Warszawy wjechałem w tył litewskiej lawety. Prosta droga, dobra widoczność, ie było żadnych dziwnych manewrów, nikt nie hamował i ja też... nie:-)
Usuńw imieniu wszystkich kobiet dziękuję, że się przyznałeś:)
UsuńLusterko jest po to,żeby się w nim przeglądać
OdpowiedzUsuńi tak właśnie Hela uczyniła :)
Każdy lubi lustereczka, a Marian i insze Mariany nie stanowią w tej materii wyjątków.
UsuńTeściowa uczyła się obsługi komputera wiele lat temu.
OdpowiedzUsuń- Pięknie, a teraz myszką do góry.
No to podniosła.
:)
Tatoooo! Dwuznaczne to to, ale fajne:-))))
UsuńA myślałem, że to Hela myśli ma takie nieuczesane ;)
OdpowiedzUsuńKto z kim przestaje takim się staje - ot cała prawda o Marianie i Heli.
UsuńDziewczyny! jak możemy nie mieć problemu z cofaniem, skoro faceci całe życie wmawiają nam, że tyle (czasem mniej czasem więcej hihihi) to jest 20 cm.
OdpowiedzUsuńCiekawy i dość praktyczny ogląd... odległości:-)
UsuńJa swojego Pana Instruktora wbiłam w zadziwienie , kiedy prowadząc samochód, wydał mi polecenie włączenia wycieraczek, bo zaczął padać deszcz.Byłam tak skupiona na prowadzeniu samochodu , że każda inna czynność wydawała mi się nie do wykonania:))więc po usłyszeniu polecenia , zjechałam na pobocze , zatrzymałam samochód , włączyłam wycieraczki , pomachały parę razy , wyłączyłam i bardzo zadowolona z wykonania polecenia ponownie ruszyłam :))(J>)
OdpowiedzUsuńNo, boskie ;)))) To wręcz kwalifikuje się na osobną opowieść
UsuńPopieram sugestię Wugusia. Justyno zrób z tego opowieść, jak to przez moment udało Ci się być Helą:-)
UsuńKrzysiu :) Hela jest tylko jedna , niepowtarzalna i nie do podrobienia :) (J<
UsuńPewnie masz rację. Pozostałe kobiety mają tylko znamiona helowatości:-)))
Usuń;))) ale czy nie urocze jest tej trochę "blondynki" mieć w sobie:)?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)(J<
Hela zawsze w sytuacjach, kiedy to jej wygodne mówi, że przecież wiesz, że jestem blondynką:-)))
UsuńNie wierzę jeśli chodzi o to lusterko... podpuszczasz nas:-)))
OdpowiedzUsuńStokrotko, żadna podpucha. Opisana sytuacja to fakt autentyczny.
Usuń-prawo jazdy w Polsce to loteria...;-)
OdpowiedzUsuńprzede wszystkim duża ilość... złotówek:-)
UsuńJeżeli nie masz szczęścia to musisz mieć nieograniczony dostęp do pieniędzy-to fakt
UsuńTo wszystko wina telewizji. jak ktoś na filmie lusterko ustawia, to tak to widać jakby na siebie patrzył:)
OdpowiedzUsuńMagia kamery i ustawienia:)
UsuńTak to już jest z kobietami:) Też bym pewnie skazy szukała.
OdpowiedzUsuńI mi to mówisz??? O kobietach wiem wszystko... oprócz tego, czego oczywiście nie wiem:-)))
UsuńCzy możesz mi pomóc? Jak mam się dostać do Wugusia? - bo on się tam obwarował i zabarykadował, a ja zapomniałam wszystko w miedzyczasie. Możesz go poprosić żeby do mnie wpadł i mi napisał co mam robić żeby wejść na jego blog? Dziekuję :-)
OdpowiedzUsuńOstatnio jestem trochę zagoniony, ale obiecuję że wieczorem wpadnę i napiszę. Mam tylko nadzieję, że mnie od neta nie odetnie, bo śnieg sypie bez opamiętania.
UsuńWidzę, że zguba się sama odnalazła:-)))
Usuń"Zguba" tyra teraz wieczorami i czas jej się skurczył skurczybyk
Usuń