Pan C. od czasu do czasu odkurza zakamarki pamięci, te przedziwne pudełeczka, w których poukładane są zdarzenia i sytuacje z bliższej i dalszej przeszłości. Dziś na przykład wydobył spod warstwy kurzu początki szkoły podstawowej, gdy chodził do klasy pierwszej "B". Troje kolegów jest już po drugiej stronie życia. Najwcześniej odeszła Hania... miała szesnaście lat. Kilkanaście lat później Danka. I wreszcie Zbyszek nazywany Bolcerem. Najzdolniejszy matematyk w klasie.
Było to na dwa lata przed kresem rządów Gomułki. Drugi z klasowych Zbyszków był podczas lekcji prowadzonej przez wychowawczynię dość rozgadany. Dwukrotnie zwrócona uwaga nie powstrzymała go od rozśmieszania kolegów siedzących w ostatnich ławkach.
– Zbyszku – zwróciła się do niego zdecydowanie pani – podejdź natychmiast do tablicy.
W klasie zapanowała cisza i wszystkie oczy zwróciły się z zaciekawieniem na kolegę. Ten zaskoczony stężał. Podniósł się powoli się z ławki, ale nadal tkwił w miejscu.
– Podejdź, nie ociągaj się – ponaglała nauczycielka.
Wyszedł i stanął na środku sali. Nauczycielka wzięła długą drewnianą linijkę. Wyciągnęła lewą rękę w kierunku Zbyszka, który machinalnie podał prawą dłoń zwróconą wewnętrzną stroną ku górze. Chwyciła delikatnie jego palce i zamachnęła się. Gdy spadająca linijka zbliżała się do jego dłoni wyszarpnął ją i było słychać tylko świst przecinanego powietrza. Zezłościło to wykonawczynię kary i powtórzyła manewr. Wyciągnęła rękę, Zbyszek podał swoją, wzięła mocny zamach, Zbyszek wyszarpnął dłoń, linijka przecięła powietrze i... trafiła nauczycielkę w udo.
Na jej twarzy pojawił się grymas bólu i złości. Zbyszek pobladł z przerażenia.
– Podaj dłoń – wycedziła nauczycielka.
Zbyszek, sparaliżowany strachem i zrezygnowany podał dłoń. Nie próbował się wyrywać, gdy wściekłe razy spadały z góry. Było ich pięć, a może osiem. Po wszystkim odwrócił się i ruszył w kierunku ławki.
– Wróć! - krzyknęła nauczycielka.
Przerażony, że będzie ciąg dalszy patrzył na oprawczynię.
– Co się mówi??? – zapytała nauczycielka.
– Dziękuję - odpowiedział pospiesznie Zbyszek.
![]() |
| Klasa I "B", Ślesin, 1968 |

Zbyszek świetnie poradził sobie z nauczycielką, jego "dziękuję" chyba wprawiło ją w osłupienie, chociaż wiadomo, że dziękować nie było za co.. A może było, bo mogła być powtórka..?
OdpowiedzUsuńNasz klasowy rozśmieszacz miał na imię Jacek i nie raz obrywał linijką po łapach, zwłaszcza od matematycy. Ona też - chyba z wrodzonego niektórym nauczycielom sadyzmu - lubiła Jacusia podnosić z ławki za ucho, czego skutkiem było naderwanie małzowiny. Takie czasy były w klasach B;)
pamiętam stanie w kącie, ale tłuczenia linijką już nie było w moich czasach ;-). W sumie dobrze, bo średnio mi to pasuje ;-)
OdpowiedzUsuńDarku, każdy ma swoje doświadczenia. Na przestrzeni lat zmieniały się sposoby karania uczniów. Nie chodzi o sadyzm, ale brak jakichkolwiek instrumentów karania i tzw. wychowanie bezstresowe sprawia, że chamstwo i łobuzeria rządzi szkołą. W wielu szkołach praca nauczyciela jest bardziej survivalem niż przyjemnością.
OdpowiedzUsuńz tym się oczywiście zgadzam. Ordnung muss sein. Z drugiej strony wiem, że dyscyplina nadmiernie surowa bywa nadużywana w rękach pedagogów z kompleksami. Zauważ, że silni psychicznie ludzie radzą sobie bez linijek - tak jak rodzice do wychowania nie potrzebują lać dziatwy po dupach.
UsuńAutorytet nie wynika z przemocy. Czasami jednak sama możliwość użycia jej sprawia, że porządek zostaje przywrócony.
Usuńowszem, ale autorytet oparty na potencjalnym strachu jest zawsze krótszy od tego, który przemocy nie potrzebuje w ogóle. Wiadoma sprawa, że łatwiej zastraszyć. Łatwiej powiedzieć dziecku, że albo się nauczy, albo dostanie w tyłek niż trafić do niego w inny sposób... i aby nie było: nie mam / nie znam gotowych rozwiązań. Po prostu w przemoc nie wierzę. Acz wolałbym mieć możliwość, w skrajnych przypadkach z niej skorzystać w procesie edukacyjnym. Tej możliwości nie mam, bo łatwo teraz trafić do więzienia za podniesienie ręki na dziecko. Co ma swoje oczywiste dobre strony, ale ma i złe...
UsuńGdyby umiejętność przemawiania do rozumu i sumień była prosta to społeczeństwa nie musiałyby się uciekać do tworzenia i stosowania prawa. Skłonność do czynienia inaczej niż wynikałoby to z etycznych odczuć jest zbyt dużym ryzykiem dla ogółu, by zdać się li tylko na odwoływanie się do edukacji.
UsuńGolden, matematycy byli największymi sadystami. U nas szarpali uszy tak, jak Twoja matematyca. Dobrze, ze zakazano kar cielesnych, ale czasami myślę, że zachowanie i umiarkowane stosowanie kar nie byłoby złe wobec niektórych uczniów. Dziś uczniowie biją nauczycieli. Świat stanął na głowie, a niektóre indywidua terroryzują całe szkoły i nie można się ich pozbyć, bo tak stanowi złe prawo.
OdpowiedzUsuńMój Zbyszek jest dziś porządnym człowiekiem i zastosowanej kary nie odbierał, jako niesprawiedliwej. Sam zaliczyłem łapy drewnianym piórnikiem. Dłonie nic nie straciły na gładkości:-)
Jestem całkowicie przeciwna karom
OdpowiedzUsuńcielesnym, bez względu na to, kto
je stosuje.
Mnie takie kary nic nie nauczyły,
poza tym, że stałam się dzieckiem
zamkniętym, nieśmiałym wręcz patologicznie,
z bardzo zaniżonym poczuciem własnej
wartości... U mnie ślady pozostały,
wprawdzie nie na dłoniach... ale...
Viola, może zakaz kar cielesnych to taka zapora dla sadystów, ale gdyby ich kiedyś nie było to nie miałbym co wspominać:-)
OdpowiedzUsuńDobrego gawędziarza Cadyku, można
OdpowiedzUsuńpoznać po tym, że nie sposób
jego opowiastki skwitować jednym
zdawkowym zdaniem, nie mówiąc już
o słowie. :-).
Ponieważ w dzieciństwie byłam
cichsza niż mysz, to kary
mi się nie dostawały. Jednak, raz
poniosła minie ułańska fantazja
i przebiegłam na przerwie korytarzem,
a od razu dostałam po tyłku
od dyrektora szkoły kijkiem grubości
najmniejszego palca. Bolało bo przystawał
niesamowicie, ale za złe mu nie mam.
W mojej szkole rozśmieszał Grześ i
w zasadzie nie musiał się starać bo
już sam jego widok z wiecznie zwisającymi
spod nosa gilami był zabójczy dla
koncentracji i spokoju.On dostawał
przeważnie tarmoszeniem za włosy
czego obecnie nauczycielce
bym już nie podarowała.
Fajna jest fotografia, szukałam
tam Ciebie i stawiam, że to ten
piąty od lewej w pasiastym sweterku.
:-)). Zgadałam?
Trafiony zatopiony. Mnie tez wychodzi z liczenia, ze piąty:-)
UsuńTeraz powinny posypać się zdania: "Caddi, nic się nie zmieniłeś ! Czas się dla Ciebie zatrzymał! Jak Ty to robisz?" itd., itp. :):):)
UsuńWitam ciepło w chłodne sobotnie popołudnie :)
DeG, potrafisz mnie rozbawić. W głębi ducha nie zmieniamy się tylko czasami okoliczności sprawiają, że wydajemy się inni:-)
UsuńFalenanegra Twój dyrektor był beznadziejny dziewczynek się nie bije i to kijkiem... dziewczynki takie tylko się zawstydza :))))
UsuńZgadzam się Gwiazdko. :-).
OdpowiedzUsuń"Caddi, nic się nie zmieniłeś ! Czas się dla Ciebie zatrzymał! Jak Ty to robisz?"
Dodałabym jeszcze nasz przekład komplementu;
Cadyku, czas Cię w ogóle nie posunął! ;-).
A przypadkiem kolega ostatni
z prawej, na ławeczce, nie jest
wziętym politykiem, bo układ dłoni
iście poprawna politycznie.
Tymochowicz, byłby mu zbędnym wydatkiem
jeśli nie uczniem.
:-))).
Jureczek nie został politykiem, ale w wyglądzie i układzie rąk coś jest na rzeczy. Dziwię się zatem, że nie widzimy go w telewizji i na trybunie sejmowej. Miałby więcej do powiedzenia niż Palikot, czy Niesiołowski:-)
UsuńOraz jeszcze, że " ząb czasu Cię nie nadgryzł".... :):)
Usuń-pamiętam ten okres gdy nauczyciel bił linijką w łapę,tak mówiliśmy. Minęły te czasy i już nie można było uczniów tak karać.
OdpowiedzUsuńZauważcie jeszcze, jaki wtedy był autorytet nauczyciela, a jaki jest - to znaczy nie ma- obecnie. Jeśli rodzic się dowiedział, że delikwent dostał w szkole wpierdziel, to w domu jeszcze poprawił. A teraz leci do sądu, mimo, że w domu nie radzi sobie z gówniarzem zupełnie. Co nie znaczy, że jestem zwolennikiem kar cielesnych. Bo nie jestem. Ale czasami nie da się inaczej i nie wierzę, jeśli ktoś powie, że wychował dziecko samą siła perswazji, po partnersku, przy przemocy zero i agresji zero.
OdpowiedzUsuńNie należy mylić autorytetu ze zwykłym strachem.
UsuńKrystiano, pieszczota linijką niezapomniana:-)
OdpowiedzUsuńCharmee, zgadzam się w jednym... czasami nie da się inaczej. No ręka świerzbi.
U mnie w szkole linijka była stosowana tylko w lżejszych przypadkach. Chociaż kiedyś w ferworze karania i tak się zdarzyło nauczycielowi połamać linijkę na uczniu. Zazwyczaj przy mocniejszym lania w ruch szedł cyrkiel, albo kabel. Ale to już tylko na zapleczu, bez świadków w postaci całej klasy.
OdpowiedzUsuńNiektóre dzieci przez tyłek lepiej słyszą niż przez uszy... :)
OdpowiedzUsuńBomba! Artycha! Zawodowy lektor wyzszewo sorta. A mój kierownik walił po łapie smyczkiem od skrzypiec. Miał dwa- jeden do grania, drugi do karcenia. Cały chłopięcy spryt polegał na próbie zamiany. I niech sobie smyczek sam psuje.Poboli, ale jaka frajda...Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBarnabo. A czy ten "kierownik" nazywał się Protas? Ale nie, ten mój trzaskał smyczkiem od tyłu w ucho i z zaskoczenia :) Ewentualnie zamykał w szafkach pod tablicą do końca lekcji :))
OdpowiedzUsuńHebiusie, zaplecze to wyższa szkoła jazdy. Dziś by to nie przeszło.
OdpowiedzUsuńDeG, tyłek to w ogóle fajna sprawa i ma wielorakie zastosowanie... znaczy się uzus.
Barnabo, Drogi Kuzynie! Jak zwykle nadmiar łaskawości w wyrażanych opiniach, ale lubię te... nadmiary.
Max, z zamykania to pamiętam tylko przedszkole, gdzie zamykano niesfornych chłopców w kantorku.
Nie wiem czy miałam tyle szczęścia, czy to może przypadek tylko, ale..nie pamiętam ani jednego nauczyciela stosującego takie kary....Nie pamiętam z żadnej klasy żadnych kar cielesnych stosowanych na uczniach.
OdpowiedzUsuńA może " za moich czasów" zaczynało się już ..zmieniać?
;)))))))
Jestem ciekawy, czy ten nauczyciel za wiadro na głowie również podziękował. ;)
OdpowiedzUsuńDziś chyba ludziom wstyd przyznać, że warto by było na powrót wrócić do modelu socjalistycznego szkolnictwa i starać się go nie zepsuć, a przynajmniej nikt tego głośno w mediach nie powie, hahaha. Powyższego proszę nie traktować jako pochwałę kar cielesnych, bo nie w tym rzecz a w niemocy i niewydolności systemu edukacji. Jedno co we współczesnej szkole spełnia urzędnicze oczekiwania to edukacyjna biurokracja. Ta jest na najwyższym poziomie.
OdpowiedzUsuńAngie, to były już późniejsze czasy:-)
OdpowiedzUsuńCane, doświadczenie z wiadrem to symbol współczesnej edukacji przyjaznej uczniom.
Wugusiu, jedna forma edukacji podszytej ideologią została zastąpiona drugą, ale z ideologia nastawiona na indywidualizm, gdzie dobro wspólne... ojczyzna, patriotyzm są postrzegane jako anachronizm.
Ja za swoich czasów w piątej klasie dostałem raz piórnikiem dębowym łapę bo na lekcji jezyka rosyjskeigo kolega wyszarpywał mi moją książkę od rosyjskiego, bo sam nie przyniósł a ja wyszarpywałem od niego swoją własność i obaj dostaliśmy łapy. A propos kar cielesnych i zdecydowanego działania... mojego syna w podstawówce gdy wracał ze szkoły opluł na kurtkę ortalionową lokalny chuliganek z bloku sąsiedniego. Pierwszy raz spytałem co się stało... wytrzymałem i wytarłem kurtkę. Na drugi dzień gdy to samo się powtórzyło, wziąłem syna za rękę i poszedłem do matki tego chłopaka. Dzwonek do drzwi... otwiera kobieta. Pokazuje plecy syna oplutego przez jej chłopaka-chuliganka:
OdpowiedzUsuń-to pani syn to zrobił!!!
Ona to:
-to nie możliwe!!!...
przerwałem jej i powiedziałem stanowczo:
- następnym razem nie przyjdę tu do pani tylko sam go złapię i mu nogi z dupy powyrywam!!!!
Pomogło od ręki :)
Dostawałam liniałem ze trzy razy w tygodniu.Uszy też dostawały popalić(dzięki Bogu że zostały jednak małe)W domu nie mogłam powiedzieć bo dostałabym poprawkę kablem.I co to pomogło?Nic nadal broiłam nawet jeszcze bardziej-)) ŚLESIN to ten koło Brodnicy? Teź mam takie klasowe zdjęcia.Lubię do nich wracać!To był najwspanialszy okres w moim życiu pomimo wszystko.Ja w dzisiejszych czasach nie chciałabym być nauczycielem bo dzieciaki nawet te najbardziej rozwydżone to "święte krowy "a rodzice jeszcze gorsi niż oni.Pozdrowienia-)
OdpowiedzUsuńMmmrr, dębowe też pamiętam, bo te lekkie rozpadały się po pierwszym uderzeniu. Rozmowa z mamą chuligana pouczająca. Jednoznaczne i nie budzące wątpliwości postawienie sprawy poskutkowało.
OdpowiedzUsuńElu, dziewczyna za uszy targana??? Tego w moich szkołach nie było.
PS.
ŚLESIN koło Konina, Wielkopolska
na mnie Caddi wszystkiego próbowali...bezskutecznie:))))))))))
Usuńna mnie Caddi wszystkiego próbowali...bezskutecznie:))))))))))
UsuńJakiś szczególny egzemplarz dziecka byłaś. No, ale niektórzy tak mają, że siła złego na jednego...
OdpowiedzUsuń