Do wtorku Pan C. był doskonałym przykładem mężczyzny, który nie interesował się sportem. "Był" to czas przeszły dokonany. Użycie tego czasu jest w tym przypadku jak najbardziej zasadne. Dlaczego? To proste! Dotąd Pan C. nie rozumiał o co tyle zamieszania i zgiełku, gdy dwudziestu dwóch facetów biega po trawie za jedną piłką. Przecież można pożyteczniej spędzać czas niż przyglądać się temu i na przykład wskoczyć na rower lub pobiegać w lesie. Korzyści z aktywności fizycznej bardzo wiele: dotleniony organizm, rozruszanie zwiotczałych mięśni, poprawa kondycji, dobra przemiana materii i poprawa... perystaltyki jelit (nie trzeba od razu wyjadać wszystkich śliwek).
Do godziny szesnastej nic nie wskazywało, by cokolwiek miało się zmienić w od-ćwierćwiecznym nastawieniu Pana C. do tego typu wydarzeń. Ale do czasu! Gdy tylko z włączonych przez Koleżankę Małżonkę masowych publikatorów zaczęły dobiegać doniesienia o przemarszu rosyjskich kibiców Pan C. zorientował się, że dzieje się coś niedobrego. Mówiono o symbolach i flagach nieistniejącego Związku Sowieckiego. Poczuł się, jak wtedy, gdy w mroźny grudniowy poranek na ulicach pojawiły się czołgi i wozy opancerzone. Déjà vu? Czyżby ktoś realizował podstępny atak na wolną Rzeczpospolitą? Z każda minutą, z każdym kwadransem Pan C. miał wrażenie, że nieunikniony jest wybuch wojny polsko-rosyjskiej. Zaczęły się odżywać wspomnienia, a resentyment wypełniał umysł i emocje, wręcz rozlał się na pokój, pełzał po dywanie i przesłaniał widzenie spraw we właściwych proporcjach. Zaczął intensywnie wyliczać: zabrali nam Wilno, Grodno, Lwów i kresy Wschodnie, a na dodatek w 1944 uraczyli nas manifestem PKWN*. A dzisiaj? Dzisiaj mogą dać nam łupnia podczas naszego EURO? Nie można do tego dopuścić!
W domu zrobiło się nerwowo. Pan C. wyszedł ze swojej izolatki** i laptopa przeniósł do salonu. Rozłożył go na dużym stole, ale tak by nie widzieć telewizora. Wolał uniknąć dodatkowych faktorów stresu. Napięcie było nie do wytrzymania. Koleżanka Małżonka zagryzała wargi i nerwowo wbijała paznokcie w poręcze fotela, by po chwili znów ściskać książkę, którą próbowała czytać dla odwrócenia uwagi.
– Wyłącz telewizor, bo zaraz coś mi się stanie – prosił zdesperowany Pan C.
– Wyciszę – zaproponowała.
– Wyłącz, później dowiemy się jaki wynik – błagał Pan C.
– Nie mogę – powiedziała – będę podpatrywać.
Pan C. nałożył słuchawki i postanowił słuchać muzyki, by zagłuszać dobiegające z telewizora odgłosy meczu. Zerkał znad laptopa na Koleżankę Małżonkę, która dzielnie starała się panować nad emocjami.
W trakcie meczu Pan C. podszedł do telewizora, tylko wtedy, gdy padły bramki. Zajęło mu to nie więcej niż trzydzieści sekund. Obejrzał też ostatnie pięć minut meczu. Dopingował biało-czerwonych, by dotrwali do końca.
Uff! Nie pokonali nas. Daliśmy odpór wschodnim hordom.
Polska! Polska!, Biało-czerwoni!
*PKWN - Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego - atrapa polskiego rządu ustanowiona przez Stalina w Moskwie i całkowicie od niego zależna.
** Izolatka - 'osobistyczny' pokój Pana C., gdzie nikt poza nim nie ma wstępu.
Pan C. nałożył słuchawki i postanowił słuchać muzyki, by zagłuszać dobiegające z telewizora odgłosy meczu. Zerkał znad laptopa na Koleżankę Małżonkę, która dzielnie starała się panować nad emocjami.
W trakcie meczu Pan C. podszedł do telewizora, tylko wtedy, gdy padły bramki. Zajęło mu to nie więcej niż trzydzieści sekund. Obejrzał też ostatnie pięć minut meczu. Dopingował biało-czerwonych, by dotrwali do końca.
Uff! Nie pokonali nas. Daliśmy odpór wschodnim hordom.
Polska! Polska!, Biało-czerwoni!
| Zdjęcie z witryny: hipoteka.twojastancja.pl |
*PKWN - Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego - atrapa polskiego rządu ustanowiona przez Stalina w Moskwie i całkowicie od niego zależna.
** Izolatka - 'osobistyczny' pokój Pana C., gdzie nikt poza nim nie ma wstępu.
Caddi, wydarzenia z przedwczoraj z Warszawy znam z relacji naocznego świadka, mojego Przyjaciela, mieszkańca stolicy. Powiedział m.innymi:
OdpowiedzUsuńNasi kibole SKUTECZNIE zepsuli atmosferę fajnego święta.Obrzucili maszerujących Rosjan najpierw wulgarnymi wyzwiskami, potem ..jakimiś kamieniami itd.Prowokowali OD POCZĄTKU rosyjskich kibiców.
Wstyd mi i jako sędziemu( mój Przyjaciel jest sędzią piłkarskim) , i jako Polakowi; wstyd mi za naszych i mam nadzieję, że Rosjanie zostaną przeproszeni"
Wiadomości w tv i radio potwierdziły potem te słowa ...
Można tylko pogratulować policji sprawnych działań, bo bandy kiboli naszych i rosyjskich " układały się " już do tzw ustawki w Warszawie, w potężnej sile po obu stronach. Mogło być tragicznie.
Kibole wszędzie jednacy, bo to nawet nie kibice. Są to ludzie, dla których podstawowym celem uczestniczenia w tego typu imprezach jest zadyma i ustawki.
UsuńResentyment Pana C. ma całkiem inny walor i jeśli już mowa o odegraniu się to tylko na gruncie sportowym:-)
Ciekawy przyczynek do potyczek sportowych na boisku pomiędzy Polską a Rosją znajduje się tutaj: http://goo.gl/CDIbl. Warto poświęcić chwilę, by się przeczytać.
podzieliła nas z Rosjanami historia, dzieli nas także teraźniejszość... chciałoby się ich kochać, ale jakoś daleko nam do siebie ;-(
OdpowiedzUsuńTak blisko, a tak daleko. Wydaje mi się, że problemem jest kwestia skali. Jako mniejsi, ale mający w tyle głowy Polskę od morza do morza, krzykiem staramy zaznaczyć swoją obecność i znaczenie.
UsuńPrzeczytałam ( szybko, bo przecież zaraz mecz Hiszpania- Irlandia! )
OdpowiedzUsuńNie znoszę przenoszenia na boiska( w ogólnym ujęciu) jakichś tam narodowych " animozji". Sport to sport i powinno byc to czyste i piękne. Po tym jak widziałam na wrocławskim rynku śpiewających razem, tańczących , pijących( od rana już! ) , ściskających się Rosjan i Polaków, owiniętych flagami swych państw, czasem " dla jaj" w czapce z sierpem i młotem, czasem dla jaj też w koszulkach z napisem ZSRR lub PZPR, to żałowałam, że
- nie jestem 10 lat młodsza
- nie zaplanowałam na teraz urlopu!
bo
nie odmówiłabym sobie na pewno zaśpiewania z Rosjanami " Kalinki" czy " Katiuszy" ! :)))))))
To wielkie i jak widać naprawdę może być piękne -święto piłki:)
Co do samej gry- Rosjanie grają PIĘKNIE, zaskoczyli mnie, mają spokojnie 1sze miejsce w grupie i jak już nasi odpadną z tych ME, będę chyba im kibicować!
PS.
Chamscy, nieprzyjemni i wyniośli byli/ są u Nas niestety MOI ( jak wiesz, naprawdę z wielu powodów ukochani! ) Anglicy i Irlandczycy, którzy nie dość, że co drugie słowo, jakie wypowiadają to " fuck" , to jeszcze plują jak gnoje ludziom pod nogi na ulice ,okazując totalną dezaprobatę Polakom i kompletny brak szacunku ....
Jak ktoś przyczepi się, że wysnuwam wnioski na podstawie zachowań " kilku widzianych osób z zagranicy", to już wyjaśniam, że mam większość rodziny i kumpli we Wrocławiu, a ci są nad wyraz NA BIEŻĄCO w sprawach kontaktów z obcokrajowcami w mieście Breslau .Nie tylko podczas tych ME;)))
spadam na mecz:***
Chuliganeria jest mimo wszystko marginesem, ale w mediach jest bardziej nośna i wałkowana. Cóż ciekawego w tym, że ktoś kulturalny i miły? Słaba oglądalność. Ale jak już się naparzają to jest o czym mówić i dawać co chwilę zajawki. Krew dobrze się sprzedaje... niestety.
UsuńI zobaczcie, jak to się dziwnie plecie...
OdpowiedzUsuńMamy czas pokoju, ale ktoś/coś umiejętnie podsyca w nas myśl, że wciąż jest wróg..! Nie przeciwnik na boisku, ale wróg, zażarty, nieobliczalny, groźny wróg! Jedno odwieczne: "chleba i igrzysk"! oraz drugie odwieczne: "dziel i rządź"!
Historia kołem się toczy i co najdziwniejsze porusza w takich przypadkach nawet nad wyraz statecznego i spokojnego Pana C.
UsuńPo co daleko szukać animozji i resentymentów - na siebie spójrzmy, na własne relacje z innymi, w dodatku rodakami...
OdpowiedzUsuńAnonimowy, wolałbym zwracać się jakimś imieniem lub nickiem, wpis ma żartobliwy charakter i bardziej opisuje przemianę jaka zaszła w panu C. , który sportem się nie interesował.
UsuńAle zgadzam się z tezą, która zasadza się na starej prawdzie wyrażonej w przypowieści o drzazdze w oku bliźniego i belce we własnym:-)
Ja podobnie do ciebie nie oglądam meczy.nie kreci mnie to ani trochę:)Ale i owszem kiedy Polacy graja to eksternistycznie im kibicuję:)))O całej reszcie cos tam mi przez uszy przeleciało ale nie na tyle żeby mnie zaciekawiło.Nie mój cyrk i nie moje małpy.Co do izolatki to dobrze mieć taka oazę spokoju i twierdze nie do zdobycia przez innych.Nie ma jak to wolność Tomku w swoim domku:)U Mariana takie coś byłoby nie do pomyślenia:))))))
OdpowiedzUsuńPan C. ma więcej swobody niż Marian z Helą. Marian może spać w sypialni lub w salonie, a o azylu w rodzaju izolatki, jaką dysponuje Pan C. to może sobie pomarzyć.
UsuńNie wiem co to za jakieś nowe pomysły ze zorganizowanymi przemarszami przez miasto. Jakoś sobie nie przypominam nic takiego z poprzednich Euro czy Mistrzostw Świata. Moim zdaniem niepotrzebny precedens. Każda zgoda na marsz w prostym kierunku zmierza do konfrontacji. Zwłaszcza w Polsce. O tym, że media wykoślawiają rzeczywistość to już nieraz się przekonaliśmy. Na przykładzie TVN24 widać jak można nisko upaść, jak z rzetelnego kanału informacyjnego w kilka lat stać się tanią bulwarówką.
OdpowiedzUsuńO TVN nie będę się wypowiadać, bo koń jaki jest każdy widzi.
UsuńNatomiast tymi marszami Rosjanie chcieli dodać sobie ducha bojowego, choć nie było powodu wydawać zgody na taki przemarsz mając na uwadze zagrożenie, jakie stwarzał.
Z resentymentami trzeba powalczyć. Rosyjski to taki melodyjny, przyjemny język. A zamiast Kresów wschodnich mamy teraz Śląska, zachodnie Pomorze i kawał Prus Wschodnich :)
OdpowiedzUsuńTeraz rozumiem ! Chodzi Ci głównie o te Twoje Prusy Wschodnie :-)
UsuńUpraszczasz :D
UsuńBabka pędziła kilka lat pod mongolską granicą, a później nie mogła wrócić na swoją ukochaną Wileńszczyznę, ale nigdy nie miała o to pretensji do Rosjan. Zawsze twierdziła, że to tacy sami ludzie jak my - sympatyczni, weseli, tylko może trochę leniwi :P
A ja się nie wypowiem, bo ciężko
OdpowiedzUsuńbyłoby mi ująć słowami, jak bardzo
mi zwisa nastrój euro etc.
Mój małżonek za to wynastraja się za nas
dwoje. Ale... bardzo lubię Twoje
wpisy i to mnie cieszy. :-)).
Do wtorku tez mi się wydawało, że jestem już wolny od tego uzależnienia, w końcu minęło 26 lat od mojej ostatnie fascynacji piłką. A tu wyszło szydło z worka... stary dobry resentyment wszczepiony przez wychowanie i doświadczenia rodzinne. Kiedyś może o tym napiszę, bo muszę dojść do tego, jak to jest, że na poziomie wiedzy i przekonań jest wszystko w porządku, ale gdy pojawia się adrenalina i stosowny klimat, wychodzą z nas różne dziwne emocje.
UsuńAleż... Zabrzmiałeś jakbyś
Usuńmi między wierszami imputował,
że dziwi mnie fakt- innymi słowy - neguję
Waszą fascynacja nastrojami
narodowymi.
Tymczasem to ja, jestem odmieńcem
i dzielnie biorę wszystkie baty
za niezrozumienie na własna głowę.
Jakoś nigdy nie przystawała
do mnie żadna małyszo czy kubicomania.
Cóż, widać stąd, że różne indywidua
chadzają po ziemi. :-)).
Żadne imputacje z amputacjami tu nie brzmią:-)
UsuńWyraziłem jedynie zdziwienie samym sobą, ot i tyle.
Zapraszam na konkurs:)
OdpowiedzUsuń-czytam twój wpis,rozumiem twoje rozterki.Jednak wiesz mi gdy ja uprwiałam sport wyczynowo,to gdy obk stanęła Rosjanka(lub ktoś inny z ich republik)nie było napięcia tylko pasja wygrywania.....)))
OdpowiedzUsuńNo prawie, jak Hamlet:-)
UsuńJa się na piłce nie znam (jak wspomniałem). Jako że mieszkam u trójstyku, więc za granicą bywam - tu i tu ;) Tak więc:
OdpowiedzUsuńKolega mój znając mój brak fascynacji futbolem namówił mnie mimo wszystko na wyjazd "na piłkę" do Czech. Mecz w Libercu był z tych "grubszych". Oczywiście, mierząc miarą tego co u nas - spodziewałem się sporej zadymy między kibicami, pewnie jakichś u siebie siniaków albo złamań... I co ?
Ludzi full. Z szalikami, proporcami i całym kibicowskim majdanem. Piwo. Mnóstwo taniego piwa, do tego biały rum (oni tak lubią), wyszynk lokalny, towarzystwo dobrze wstawione, wrzawa, doping jak nie wiem co. Kumpel mówi - "po piwo idź"...
- No, nieźle - myślę. Ale nic, idę.
Kolejki przy dystrybutorach urquella i bażanta, pomieszanie, kibice jednej i drugiej drużyny stoją zgodnie, rozmawiają, śmieją się - zero przejawów jakichkolwiek pretensji. Rodziny z dziećmi. Piknik. Byłem w lekkim szoku, że tak się da.
Później jeździliśmy jeszcze nie raz. Hokej, piłka. Dla atmosfery i dla wiary w to, że jednak się da. Że można.
Jednego razu grali chopy z mojej wioski z chopami z sąsiedniej. Zabrałem syna i poszliśmy. Wróciliśmy po 10 minutach. Nie to że patrzeć się nie dało. Nie dało się słuchać...
Czasami animozje między wioskami są silniejsze niż problem miedzy między Kargulem a Pawlakiem. Z początku lat siedemdziesiątych pamiętam doniesienia, że ktoś kogoś zabił sztachetami z płotu w okolicy remizy strażackiej. A za co? Za to tylko, że był z innej wioski i osmielił się poprosić dziewczynę do tańca.
UsuńCo kraj to obyczaj.
No przecież nie samym sportem człowiek żyje:-)
OdpowiedzUsuńAno ba!:-)
UsuńPrusy Wschodnie są moje!
OdpowiedzUsuńTo prawda, kibole wszędzie są tacy sami, niezależnie od nacji. I nimi nie mam zamiaru zaprzątać sobie głowy, bo tak naprawdę - to tylko margines. Najbardziej widoczny, bo przerysowany i nagłośniony, także przez media. Wyjątek, chlubny, stanowią kibice Irlandii, którzy to - mimo porażającej przegranej - cudnie dopingowali swoją drużynę, to była fiesta dobrego humoru i akceptacj. Super!
Aha. Osobiście nie wierzę w nic, czego nie zobaczę naocznie. Więc do kwestii "kto zaczął" nie odniosę się. Ponieważ z kolei drugi mąż koleżanki mojego kolegi powiedział, że zaczęli Polacy. Od dawna opieram się na swoich spostrzeżeniach i na nich kształtuję opinię, nie zaś na tym, co mi kto powie.
A jutro... Jutro zmiażdżymy Czechów. Zaś moja Grecja dokopie Rosji.
Errata! Drugi mąż koleżanki mojego kolegi powiedział, ze zaczęli Rosjanie!
UsuńJutro, chyba pójdę na spacer. Wynik poznam po powrocie. Będzie bezpiecznie, bo potencjalni agresorzy będą przed telewizorami lub w strefach kibica:-)
UsuńPS. Nie jesteśmy wszystkiego naocznie potwierdzić. To kwestia wiarygodności świadków, na których opieramy swą wiedzę o zdarzeniach. Ale Irlandczycy bez względu na wszystko są najlepszymi kibicami. Szkoda, że nasi nie są tacy.
Nasi obrażają się, obrażają drużynę, obrażają sędziego, wychodzą z meczu... Na zasadzie, że tylko w zdrowiu, ale nie w chorobie. Zaś Irlandczycy wygladali, jakby fetowali sukces, nie porażkę. A oni po prostu wspierali swoich...
UsuńPoza tym kochamy ich jak Irlandię:-)
UsuńA skąd wiemy ,. jacy są na meczach Irlandczycy? Czy nam o tym " Drugi mąż koleżanki mojego kolegi powiedział" ?
OdpowiedzUsuń:P ;P
czy może wiemy to z mediów, których nienawidzimy z założenia? Bo tak ---i już ;)
czy może powiedział to ten "Drugi mąż koleżanki mojego kolegi " , a potwierdziły ohydna GW,wstrętna TVN radio RMF itd?
Bardzo ciekawe.....
/hahahaha/
"Poznać głupiego po śmiechu jego"
OdpowiedzUsuńCaddi.
OdpowiedzUsuńNa kilkanaście lat Maxcelowi odeszła ciekawość do piłki kopanej, czemu dawał wyraz niejednokrotnie w swoich wypowiedziach. Jednak coś się mu w tych dniach przestawiło. Ma nadzieję, że chwilowo. Aczkolwiek Maxcel odczuwa dziwną, atawistyczną przyjemność w śledzeniu lotu piłki. Może wabi go autentyczność zdarzeń. Realna rywalizacja, zacięcie, bój na piłkę. Doping trybun i emocja, która potrafi zakląć bramkę, by ta nadęta kulka, pchnięta przez wrażą nogę doń nie wpadła... Ciekawe doświadczenia ma Maxcel.;)
To, co pokazali Irlandczycy wczoraj na stadionie, Maxcelowi nie mieści się nawet w specjalnym plecaku do łażenia po górach skalistych, nad przepaścią.
Maxcel chciałby po powrocie z gór, ściochrany, złomotany, pomięty, usłyszeć, jak żona wita go ze śpiewem na uściech. Dumna z wraczyny....:)))
Kto nigdy nie splunął, niech pierwszy podniesie rękę. Liczy się klasa. Maxcel jest dumny, że był świadkiem prezentacji klasy na różnych poziomach. Zachowania kibiców zespołu Irlandii na stadionie, też!!! Tej szczególnie.
Nie sztuka wygrywać, sztuka umieć pięknie przegrać. A śpiew chóralny w ostatnich minutach meczu przy stanie 4:0 dla Hiszpanii Irlandczycy dowiedli, że są wspaniali.
OdpowiedzUsuńThe Field of Athenry - śpiew na trybunach (http://dai.ly/LpqsLs)
Wersja w wykonaniu Paddy'ego Reilly z The Dubliners (http://youtu.be/NLZRWNdGCUc)
Fanką wielką nie jestem, choć orłom Górskiego serce oddałam kiedyś bez reszty;)
OdpowiedzUsuńdziś - kibicuję polskiej reprezentacji i mecz z pewnością będę oglądać... pewnie też w swojej izolatce, na necie, bo moi mężczyźni raczej przed telewizor mnie nie wpuszczą... wiadomo, "za bardzo dzikuję" :)))
Tak to jest, Caddi, że "gdy pojawia się adrenalina i stosowny klimat, wychodzą z nas różne dziwne emocje", a ja - od czasu do czasu nawet je lubię:)
Nie dośc że lubię emocje to jeszcze czerpię z nich przyjemność. Jednak, gdy chodzi o mecz z Rosją to odczuwanie bylo zaskoczeniem dla mnie samego. Mecz z Czechami, mimo przegranej, nie wywołał we mnie takich emocji.
UsuńWczoraj dotarły
OdpowiedzUsuńdo mnie dwie wiadomości:
smutna i radosna.
Smutna, bo nasi przegrali
a radosna, bo Grekom się udało... ;-)
Może będzie to ich sukces w sprawie Euro: tym pilkarskim i tym finansowym. Oby się im powiodło:-)
UsuńPo przegranym meczu z Czechami mój 8-letni syn powiedział do mnie, "nie smuć się mama, choć pogramy w piłkę, Ty będziesz Lewandowski a ja Podolski"
OdpowiedzUsuńDzieci wiedzą lepiej:-)
UsuńNie lubię i lubić nie pocznę..wolno mi ;)
OdpowiedzUsuńNie wlepiam ślepia w sport, w którym nie chce brać udziału, a piłka jest jednym z nich. Podniecanie się rywalizacją na fotelu, przy niejednokrotnej nieznajomości składu drużyny, jest dla mnie co najmniej śmieszne..znam takich "fanów". Czynienie apokalipsy z przegranej i cały ten mezalians włącznie z żenującą piosenką, jest dla mnie wprost nie proporcjonalny z ważnymi sprawami które leżą odłogiem w naszym kraju.
Piłką interesowałam się przez chwilę, jeszcze w latach siedemdziesiątych, ale też było czym;)
OdpowiedzUsuńgeneralnie nie mam w sobie 'empatii sportowej', emocje kibolskie sa mi tak obce, że az niezrozumiałe;
film 'skrzydlate świnie' widziałeś?
Ale że Euro jest Euro, to coś oglądam, przy okazji.
Wkurzają mnie w tym wszystkim media, nakręcanie klimatu rywalizacji poza boiskiem jest wg mnie nie do przyjecia, wbrew sportowej etyce.
Pierwszy akapit, jakbyś mi wyjął z ust. Ale ja zaszedłem, polazłem, dalej, oglądałem wszystkie trzy mecze. ;)
OdpowiedzUsuń