Dziecko płci właściwej stało się ostatnio sentymentalne. Przejrzało albumy ze zdjęciami i poprosiło o zeskanowanie kilku, by mieć do nich dostęp w formie cyfrowej. Były to zdjęcia osób emocjonalnie mu najbliższych. Pan C. poczuł drżenie serca widząc, że męski potomek dojrzewa do pielęgnowania rodzinnej pamięci. Jeszcze niedawno wątpił, czy będzie miał komu przekazać genealogiczny urobek, a tu taka prośba.
Jedna z wybranych fotografii przywołała wspomnienia z niezbyt odległych czasów.
Jedna z wybranych fotografii przywołała wspomnienia z niezbyt odległych czasów.
Pan C. miał prawie trzydzieści lat, gdy upomniało się o niego wojsko polskie, które raptem kilka miesięcy wcześniej zrezygnowało z propagandowego przydomka ludowe. Był piękny słoneczny sobotni poranek pierwszego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku, gdy starszy brat odwiózł go do jednostki wojskowej. Przekroczenie strzeżonej bramy wiązało się z koniecznymi zmianami wyglądzie takimi, jak skrócenie włosów, czy zgolenie czarnej brody, która dotąd pokrywała twarz Pana C.
Do czasu przysięgi podchorążowie pod żadnym pozorem nie mogli opuszczać jednostki. Wyglądało na to, że dorośli mężczyźni, którzy w cywilu byli mężami, ojcami, nauczycielami, a jeden nawet był prokuratorem, wraz z przywdzianiem munduru stali się w świetle regulaminu wojskowego nieodpowiedzialni i trzeba było ich trzymać pod nadzorem w jednostce.
Po tygodniu pojawiła się w jednostce Koleżanka Małżonka w towarzystwie trzy i pół letniego Pierworodnego Szczęścia. Telefon z posterunku przy bramie wejściowej przywołał Pana C. Z daleka zobaczył żonę i ukochaną córeczkę, którą przywołał po imieniu.
– Tata, tata, tata! – wołała dziewczynka i pobiegła w kierunku szczęśliwego ojca.
Pan C. przyklęknął, by się z nią przywitać, ale ona zatrzymała się przed nim, jak wryta. Spojrzała zaskoczona na nieznajomego mężczyznę bez brody, jej minka z uśmiechniętej ułożyła się w podkówkę, a z oczu pociekły łzy.
– ... to nie tata! – skwitowała z rozczarowaniem i uciekła do matki.
– Tata, tata, tata! – wołała dziewczynka i pobiegła w kierunku szczęśliwego ojca.
Pan C. przyklęknął, by się z nią przywitać, ale ona zatrzymała się przed nim, jak wryta. Spojrzała zaskoczona na nieznajomego mężczyznę bez brody, jej minka z uśmiechniętej ułożyła się w podkówkę, a z oczu pociekły łzy.
– ... to nie tata! – skwitowała z rozczarowaniem i uciekła do matki.
![]() |
| Siły Zbrojne RP, Sieradz 1990 |

ło matko,chyba poznałam....dolna ,środkowa
OdpowiedzUsuńpółka :-D
Wprawne oko:-)
Usuńto tylko łut szczęścia bo górna półka - czwarty od lewej "toże pachorz" :-DDDDDD
UsuńW nocy wszystkie koty są czarne, co można spokojnie odnieść do podobieństwa tych, co w mundurach.
UsuńA gdzie Szarik? ;)))
OdpowiedzUsuńPowiem Ci że ten drugi z lewej w górnym rzędzie wygląda tak jakby za chwilę miał zakipować peta i ustrzelić fotografa ;) Jeszcze tylko jeden "mach" i po nim ;))
Rzeczywiście:-)
UsuńByliśmy wtedy nieco umęczeni trzygodzinnym czołganiem w błocie i deszczu. Marzyliśmy o powrocie do koszar. Deszcz przestał już padać, ale musieliśmy jeszcze czekać na pozostałych. Fotograf miał szczęście.
Piękne to wojsko kiedyś było :-) Chłopaki jak malowane :D
OdpowiedzUsuńBroda - jako obowiązkowy atrybut PRAWDZIWEGO Taty!
Wojsko wtedy było jakoś mało prorodzinne ;-)
Na szczęście spędziłem w tym bałaganie tylko cztery miesiące i trzy tygodnie. Ale jest, co wspominać, choć nie wszystko nadaje się do opisania.
UsuńAleż to był bezsens i marnowanie funduszy. Wszystko po to, by zmiękczyć kręgosłupy, zasiać niepewność i szacunek dla władzy
OdpowiedzUsuńNie mieli szans tego sprawić (zmiękczenie etc.), ale próbowali uzasadnić i wykazać swoją intelektualną lotność wobec magistrów i inżynierów.
UsuńSą tacy, co twierdzą, że wojsko z chłopaków robiło prawdziwych mężczyzn;)
UsuńDziś, znów w modzie przedwojenne zawołanie: "nie matura, lecz chęć szczera...":)
a poważnie mówiąc - szmat czasu wyrwany z życiorysu, dobrze, że moi chłopcy nie muszą, a mają wybór, choć żaden kariery wojskowej raczej nie wybierze:)))
Mnie bardziej podoba się ta wersja dotycząca weryfikacji prawdziwych mężczyzn, w której mowa o postawieniu domu, posadzeniu drzewa i... spłodzeniu syna. Ten ostatni test niczego sobie:-)
UsuńRacja, Caddi:) choć jako matka synów, nie pogniewam się, jeśli podczas weryfikacji pojawią się w rodzinie małe kobietki:))) mam nadzieję, że nie umniejszy to męskości - w końcu byłaby jakaś równowaga;))))
Usuńno proszę...jacy chłopcy malowani...P
OdpowiedzUsuńmojego męża też na tej zasadzie wzięli...znam to...a Twoja Córcia bardzo spostrzegawcza,głównych atrybutów Taty przecież nie było...hahaha
Mała zobaczyła taką jakąś wybrakowaną twarz,już sobie wyobrażam Twoją minę....P
Innego mnie nie znała, więc szok ogromny: głos niby taty, ale facet w jakimś dziwnym ubraniu i jeszcze do ojca ni w ząb niepodobny:-)
UsuńBiedna córcia , to się zestresowała...
OdpowiedzUsuńJacy piękni i młodzi :-)
Jak ten czas leci..
Wspomnień czar. Chciałoby się cofnąć o te dzieścia lat i może parę rzeczy ułożyć inaczej, ale cóż...
Usuńmałe dzieci przyzwyczajają sie do naszego stałego wyglądu...
Usuńpamiętam,kiedy zmieniałam kolor włosów,to synek zawsze sie krzywił...i zawsze jak sie go pytałam,czy mi ładnie,odpowiadał,że nie...wolał zawsze mamę taką samą...P
o kurcze...podpięłam się nie tam gdzie nie miałam w planie,sorki...P
UsuńTo prawda, Krakusku. Córka zapowiedziała mi, że nie ma mowy, bym kiedykolwiek był bez brody:-)
Usuńoby nigdy nie było potrzeby znów
OdpowiedzUsuńzgolić tej brody, ze względów estetycznych,
ale zwłaszcza w nacisku karty mobilizacyjnej
z czerwonym paskiem.
tam się kończy zabawa w wojnę, gdzie wojna
zaczyna się na prawdę.
Si vis pacem para bellum - to starorzymska maksyma, ale zawsze prawdziwa.
UsuńParabellum, ileż problemów by mi ten sprzęt rozwiązał...
UsuńZwykła wiatrówka, czy pistolet gazowy już byłby w sam raz. W ostateczności proca na opornych:-0
Usuńpax et panem. te słowa najbardziej mnie
Usuńkręcą w łacinie.
Jeśli już to wolę "panem et circenses" tak jak lud rzymski, któremu schlebiali cesarze:-)
Usuńja dałabym wiele, żeby mieć takie
Usuńokulary jak masz na tym foto. choruję
na oprawki z temtej epoki. nazwjmy ją:
" balceroooowicz muuuusi odejść- balcerowiczowskiej" ;)
choć nie wiem, czy jednak nie byłby zbyt męskie.
Mam list mojego Taty, ktory napisal do mojej Mamy jak byl na kolejnych cwiczeniach... Piekny list... Na koncu mozna przeczytac: Reniu, powiedz Jolce i Hani, ze Tata nie przyjedzie na przpustke, bo musi kartofle obierac...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Obowiązek obierania ziemniaków w wojsku mnie nie dotyczył, ale na obozach harcerskich,jak najbardziej:-)
UsuńJa jeszcze nie digitalizowałem starych zdjęć ojca, ale kolekcjonuję i chronię gdy tylko jakieś wpadną mi w ręce. Wsród nich jest spory zestaw mundurowych. Tym cenniejsze, że ja takich nie mam. :)
OdpowiedzUsuńWażne, by zgromadzić jak najwięcej tego typu pamiątek rodzinnych: zdjęcia, listy, kartki, drobne przedmioty, rachunki, umowy. To wszystko stanowi ogromną kopalnię wiedzy o przodkach i rodzinnych relacjach.
UsuńA mowia, ze broda nie czyni filozofem...:-)
OdpowiedzUsuńFilozofem nie czyni, choć niektórzy filozofowie nosili brody:-)
Usuń-długo tam byłeś,a mała miała swoje prawa;-)
OdpowiedzUsuńCóż, takie małe kobietki są bardzo zaborcze:-)
Usuńale karabin odłożyłeś, mam nadzieję ;-)
OdpowiedzUsuńeh, ja nie będę miał takich wspomnień, bo wojsko mnie nie chciało... ;-(
a jeszcze młodsze pokolenia to nawet nie będą wiedziały, że nie mają takich wspomnień bo wojsko to tylko w tiwi widzą...
Z giwerą nie chodziło się po placu, a jedynie na warcie lub na zajęciach w terenie. Fajna zabawa w wojsko z tym, że o wiele fajniejsza była w moim ogrodzie, gdzie w wieku kilku lat walczyliśmy z Niemcami:-)
UsuńA pamiętasz jeszcze, która stroną karabinu się strzela? :P
OdpowiedzUsuńPamiętać pamiętam, ale niekoniecznie chciałbym znów z niego strzelać. Nie jestem jednak pacyfistą:-)
UsuńDlatego cieszę się, że ominęła mnie ta "przyjemność". :)
OdpowiedzUsuńA żałuj, żałuj. To bardzo ciekawe doświadczenie.
UsuńHahaha,
OdpowiedzUsuńi ja, gdy zobaczyłam zdjęcie swego Ojca bez brody, nie mogłam uwierzyć, że to mój Tata! Ale na szczęście to było tylko zdjęcie z młodości Ojca;
na szczęście tylko zdjęcie!
:)))
No, a ja wtedy jaki byłym mając trzyletnią córcię?
UsuńMłody, że hoho!:-)))
Mundur zmienia, a na dodatek obcięte na krótko włosy i ogolone policzki, mogły dziecko zmylić. Ciekawe czy po pewnym czasie zaakceptowała "nowego tatę". Miłej niedzieli.
OdpowiedzUsuńTak, po pół godzinie już było w porządku, ale będąc na kolanach cały czas dotykała rączkami mojej twarzy sprawdzała, czy ten gość pasuje do jej ojca. Głos się zgadzał, ale nie była pewna.
Usuńto i tak nieźle - ja ponoć przez dłuższy czas mówiłam mojej mamie dzień dobry i zwracałam się do niej "Pani Mamo" (nie widziałam Jej miesiąc jakiś...), a miałam 2 latka:)
UsuńSzczęśliwie memu mężowi upiekł się ten wątpliwy zaszczyt, a póxniej już zdjęli obowiązek.
OdpowiedzUsuńUniknęłaś rozłąki ze swoim tatą, choć bardziej dolegliwe to jest chyba dla ojców:-)
UsuńMój Tato był lekarzem wojskowym , chodził w mundurze i byłam z tego bardzo dumna. Kiedy salutował mijanym żołnierzom poziom dumy wzrastał :) do dzisiaj mam jego kordzik oficerski. Tata czasami zabierał mnie na objazd jednostek. Pamiętam jak spałam na noszach w dużej sanitarce oznakowanej czerwonym krzyżem, a Tata o 2 w nocy budził mnie przynosząc do jedzenia wędzonego węgorza i zimną polokoktę do picia:))) dodam że miałam wtedy jakieś 4-5 lat a akcja miała kryptonim "bankiet " ;))) super czasy , super wspomnienia :)) męski wychów się przydał na męskich studiach ;)J<
OdpowiedzUsuńFaceci tak naprawdę to chcą mieć córki, wbrew obiegowym opiniom, że prawdziwy facet powinien chcieć syna.
UsuńPiękne wspomnienia i ten smak... Polo Cocty:-)
Moja córka to jeszcze krzyczała - zostaw moją mamusię!
OdpowiedzUsuńTak, zgolenie brody może wiele zmienić
:)
I słusznie! ta a propos przypomniał mi się taki dowcip:
Usuń- Kto to jest tata?
- Tata, to taki facet, który się kręci w pobliżu mamy.
hehe, dobre :)i fajnie jak się kręci :)
UsuńW mojej wówczas najbliższej rodzinie miało miejsce podobne zdarzenie z tym, że "MAMA, MAMA!" było... :)))
OdpowiedzUsuń/Krzysztofie, zainspirowałeś mnie do wpisu u siebie na ten temat - podejmę wieczorem ;)/
Czekam na opowieść o "mama, mama":-)
UsuńOpuściła mnie wena albo leń pospolity dopadł ;)
UsuńAle było to tak... /w skrócie/.
Pewnego ciepłego przedpołudnia rodzicielka wybrała się "gdzieś" na miasto. Oczywiście dorośli byli wtajemniczeni i znali powody tej eskapady. Musiało to być coś nadzwyczajnego, bo nie wiem, co musiało się dziać, żeby mama nas tak zostawiała. W tym celu całą swą gromadkę /w ilości sztuk pięć/ zaprowadziła do dziadków. Tata był w tym czasie w pracy. Babcia i dziadek dawali sobie świetnie z nami radę, czego efektem był bilans końcowy przy zdawaniu dzieci - bez manka i superatyw wychodziło - jest OK ;) Minęły ze 3 godziny, tata z robotniczego autobusu prosto do babci przybył, dzieciarnia przywitala radośnie, obiad na stół, maluchom śliniaki pod brodę i po obiedzie. Znaczy 4 godziny już... Jest! "MAMA, MAMA!" - wyłania się zza rogu, dzieciarnia biegnie, od największego po kolei dopada jej objęć, czyli ja, brat, brat ...i tu też brat miał być ale zamiast przywitania wrzask niemiłosierny się rozlega. Do siostry juz nawet nie doszło, bo całe towarzystwo probuje wydedukować, o co małemu chodzi. Pszczoła użądliła??? "TO NIE JEST MOJA MAMA! ŁEEEE...!!!" - Adaś wtula się przerażony w tatusia. "jak to nie?" - myślę. "Adaś, to ja, chodż do mnie" - teraz mama w ryk, bo mały słysząc to rozdarł się jeszcze gorzej. I tak przez kolejne 2-3 dni za mamę najmłodszego brata pod nieobecność taty ciocia robiła, musiała go karmić, przebierać, czytać bajeczki, wychodzić na spacery... Powoli dał się przekonać, że nikt jego kochanej mamusi nie uwięził w ciele tej pani z dziwną głową.
I weż tu kobieto idź do fryzjera :)
/mama na rzecz długich do pasa i prostych włosów zrobiła krótką trwałą ondulację/
UPS! Znów namodziłam...
Rewelacja! Dzieci wiedzą lepiej:-)
UsuńTwój komentarz nadaje się na oddzielny wpis.
Za mundurem panny sznurem, ale już zmieniony tata, niekoniecznie.:)
OdpowiedzUsuńFajnie się czyta Panie C.
Pozdrawiam.
A niech się czyta na zdrowie:-)
UsuńŚwietna opowieść :) Uśmiałem się :))))
OdpowiedzUsuńTakie rzeczy tylko w... wojsku:-)
UsuńCaddi jak zwykle przepisowy- lufa w niebo........
OdpowiedzUsuńNa to wychodzi, ale cóż mogę za tę lufę.
UsuńOj napatrzyłam się tych powitań na przysięgach.
OdpowiedzUsuńOjciec był oficerem a ja właściwie wychowałam
się na poligonach.
Najfajniejszym wspomnieniem z wojska były przeloty
ANTKIEM dwupłatowcem. ;-)
Skoro tyle czasu spędziłaś w wojsku, to powinnaś mieć już jakiś honorowy stopień pułkownika:-)
UsuńMam... Marszałka ;-)))
OdpowiedzUsuńUps, ale wtopa! :-)))
UsuńNie, nie wtopa. ;-)))))
OdpowiedzUsuńTo Bo ma na nazwisko Marszałek. ;-)))))