Poprzedni wpis wywołał zdziwienie i delikatne oburzenie u niektórych czytelników. Opisane reakcje w ogóle nie zdziwiły Pana C., który niejedno w życiu widział i nie o jednym podobnym przypadku przeczytał. Takie reakcje są czymś naturalnym i oczywistym, bo warstwie deklaratywnej wszyscy jesteśmy za wolnością i za prawem wyboru. Schody zaczynają się, gdy napotykamy tego diabła, który utkwił w szczegółach. Patrzymy na wybory i decyzje osób nam bliskich i nagle orientujemy się, że są to decyzje podejmowane obok nas. Jesteśmy zaskoczeni i zdziwieni, że ktoś śmiał właśnie tak postąpić? Jest to sytuacja precyzyjnie zdefiniowana przez jednego z bohaterów sienkiewiczowskiej powieści przygodowej W pustyni i w puszczy:
– Jak Kali ukraść krowa to jest dobrze, ale jak inny ukraść Kali krowa to jest źle.
Pan C. przypadkiem natrafił na znakomitą tekstową ilustrację poprzedniego wpisu. Otóż dwoje młodych ludzi zaczęło spotykać się ze sobą z dość sporą częstotliwością i z czasem pierwotne zauroczenie przerodziło się w zakochanie i trwałe uczucie. W normalnych układach i okolicznościach obydwoje dążyliby do sformalizowania związku, ale nie oni. Zachłyśnięcie wolnością i prawem wyboru skłoniło ich do podjęcia decyzji, że ich związek będzie nowoczesny i wolny od wszelkich formalizmów. Niekiedy współzamieszkiwali wynajmowane lokum, innym razem każde z nich przebywało u swoich rodziców. Uznawali, że tak jest dobrze i znakomicie wpływa na trwałość i dojrzałość ich związku.
Pewnego razu młoda kobieta poinformowała mężczyznę:
– Wybieram się w następny weekend na wesele.
– Super – odpowiedział – nieźle się ubawimy. Będą jeszcze jacyś wspólni znajomi?
– Wiesz – odpowiedziała dziewczyna – na tej imprezie chcę być sama.
– Oczywiście! w końcu jesteśmy nowocześni i nie musimy być, jak papużki nierozłączki.
W następnym tygodniu chłopak przyszedł do pracy przybity, co nie uszło uwagi kolegów. Podkrążone oczy i ziemista cera prowokowały pytania.
– Hej stary! Coś się stało, ktoś umarł? – zapytał kolega z pokoju.
– Nic szczególnego – próbował zbyć pytającego.
– Nie ściemniaj, tylko mów. W końcu od czego są koledzy?
– Cóż mam powiedzieć? W ubiegły weekend moja dziewczyna wybrała się na wesele beze mnie. Nie chciała mnie zabrać. Umówiliśmy się na początku znajomości, że będziemy tworzyć nowoczesny związek, więc nie protestowałem.
Kolega spojrzał zdziwiony.
– I to tak cię wyprowadziło z równowagi, że poszła sama?
– To akurat nie, ale w poniedziałek okazało się, że to było... jej własne wesele.
No nie! No gdzie? No jak? Nie mogła tak zrobić!
OdpowiedzUsuńTo zbyt okrutne!
Mocne :D
OdpowiedzUsuńNic a nic mnie ten finał nie zdziwił. Ale nie pytaj, bo nie wiem dlaczego. Tylko... już przy informacji, że wybiera się na wesele sama... coś mnie tknęło :)
OdpowiedzUsuńWedle mego myślenia kobieta powołana do małżeństwa wbrew pozorom i wcześniejszym umowom, w pewnym momencie zapragnie sformalizowania związku.
Julio, kobiety takie są... Zapytaj Mariana:-)
OdpowiedzUsuńW rzeczy samej jest, jak mówisz.
OdpowiedzUsuńTo kobieca intuicja Ci podpowiedziała taki przebieg zdarzeń. Chłopak nijak nie poczuł bluesa:-)
OdpowiedzUsuńTożsamości to (prawie) scenariusz "500 dni miłości".
OdpowiedzUsuńKobiety wcale takie nie są. Marian się nie zna na kobietach i tyle ;)
OdpowiedzUsuń"Prawie" a czyni różnicę:-)
OdpowiedzUsuńMarian sporo przeszedł w życiu z kobietami, więc ma praktyczną wiedzę:-)
OdpowiedzUsuńBo on na złe kobiety trafiał. Bo tak już jest że dobre kobiety trafiają na złych mężczyzn i odwrotnie. A tak w ogóle to doszłam ostatnio do wniosku, że lepiej byłoby być zołzą....one mają lżej
OdpowiedzUsuńNormalne zakończenie "nowoczesnego" związku. :)
OdpowiedzUsuńChyba nie jestem na bieżąco z obowiązującymi trendami:-)
OdpowiedzUsuńMoże zatem podeprę się komentarzem Lindy:
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=KVvWg3EZK1g
To tak jak ja. ;)
OdpowiedzUsuńI ja się cieszę że Ty się ze mną zgadzasz :)
OdpowiedzUsuńno było się tą harcerką,"niewidzialną ręką "też....:P)))
OdpowiedzUsuńa swoją drogą,coś mi się wydaje,że tu w ich relacjach nastąpił już wcześniej jakiś wyłom,tylko on udawał,że ..nie widzi,nie dostrzega,nie wie o co jej chodzi i takie tam...:P)))
Dziwny jest ten swiat, a ja mochrowy beret!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Caddi, jesteś niemożliwy ;)))
OdpowiedzUsuńOsobiście jestem zwolennikiem wolnych związków, bo jak widać: jest duże bogactwo emocji. Od uniesienia pod niebiosa, aż po obudzenie z ręką w nocniku.
I mam prawo takie sądy wygłaszać. Się tak żyło, więc się wie.
W moim przypadku się czytało i...:-)
OdpowiedzUsuńOby jak najwięcej takich beretów Judytko:-)
OdpowiedzUsuńnie powinien sie facet martwic. W imie odpowiednio pojetej nowoczesnosci, ich zwiazek moze trwac dalej zgodnie ze slowami znanej piosenki: "...Ela całowała cudnie. Nawet tuż po swoim ślubie..." wyszla za maz - zaraz wroci! :)
OdpowiedzUsuńNo tak! Wszak znane jest stare powiedzenie: Wyszłam za mąż, zaraz wracam:-)
OdpowiedzUsuńchyba jednak się nie dogadali. wolne związki (na czymkolwiek nie polegają) muszą być oparte na szczerości. a nawet jeżeli związane są z jakąś tajemnicą, to musi być przyzwolenie na posiadanie takowych.
OdpowiedzUsuńW tym problem, że tak naprawdę nie wiemy do końca na czym miałby polegać tzw. wolny związek. On jest wolny od definicji i reguł. tak więc tajemnice, czy szczerość są w takim układzie wolną amerykanką. Opisana wyżej historia pokazuje tylko rafy, na jakie wpadają ludzie wywracający znaczenie pojęć i zastany porządek społeczny.
OdpowiedzUsuńciekawe czy dowiedział się o tym fakcie z smsa :-D
OdpowiedzUsuńczy jednak bardziej klasycznie -- gębofonem
Świetne. Podobnie zakończył się związek mojej znajomej, która twierdziła, że na wakacje wyjeżdżają osobno, bo mają do siebie zaufanie i znają się jak łyse konie. Ich związek nie przetrwał, któreś z nich trafiło na swoje przeznaczenie.
OdpowiedzUsuńJaki związek, takie jego zakończenie ;)))
OdpowiedzUsuń-zgoda wolne związki nie są określone,ale trudno musimy to sami zrobić dla siebie
OdpowiedzUsuńWolna amerykanka puka do naszych drzwi.Czy jej pozwolimy wejśc do środka ?to już każdego z osobna wybór.
OdpowiedzUsuńWolna... amerykanka:-)
OdpowiedzUsuńTu na poziomie ogółu było porozumienie, natomiast zabrakło wspólnego rozumienia szczegółów.
OdpowiedzUsuńTo już się dzieje. Ciekawe, jakto będzie wyglądać za lat dwadzieścia.
OdpowiedzUsuńNawet wolny związek musi się opierać na jakichś zasadach - ich brak, też jest regułą:) Zycie nie znosi próżni;)
OdpowiedzUsuńa za dwadzieścia lat? może ludzie zatęsknią za starą, dobrą stabilizacją? ;)
:) czyli jak zła kobieta to mężczyzna jest święty ?
OdpowiedzUsuńKrzysiu w sposób żartobliwy poruszasz bardzo poważne struny :)
Bycie ze sobą , tworzenie szczęśliwego związku jest bardzo trudne i wymaga z obu stron starań. Jestem zawsze pełna podziwu dla wieloletnich związków , które funkcjonują , w których jest uczucie a najważniejsze które się sobą nie znudziły i nadal szanują :) co do nowoczesności to ja jestem "stara konserwa" :)) zawsze taka byłam , nawet do gadżetów nie mam głowy ...
Поживем увидим, jak mawiają nasi wschodni bracia
OdpowiedzUsuńJustyno, w każdym z nas jest coś z konserwy i progresisty. Wszystko zależy od okoliczności. Gdy jesteśmy młodzi chcemy wszystko zmieniac i nadawać nowy sznyt, natomiast z wiekiem widzimy wszystko w innej i konserwatywniejszej perspektywie. Mamy dystans do siebie i do nowinek, jakimi epatuje świat.
OdpowiedzUsuńW tej sytuacji przeznaczenie musiało, na któreś z nich czyhać i się doigrali.
OdpowiedzUsuńNooo, bo miłość nie ustaje...
OdpowiedzUsuńi lepiej poznać jak nawięcej jej tajemnic, być blisko, żeby nie uronić kropelek... to jednak jest trochę inaczej w życiu... jak komuś zależy, to bycie częściowo dla siebie jest niewystarczające, w kółko chcemy się doskonalić dla siebie, więc po co szukać innych, otwierać się na związki niejasne, cześciowe...
Hm...
oj tam rafy od razu - jakkolwiek by związek miał nie wyglądać to chodzi o porozumienie. w tradycyjnym małżeństwie też to nieporozumień dochodzi - nie widzę różnicy.
OdpowiedzUsuńWspaniały wpis, wcale nie odzwierciedla tego, że miłość jest ulotna, że wszystko jest zmienne i nie należy się wiązać, tylko wręcz przeciwnie - że dla drugiej osoby właśnie należy poświęcić wszystko i wejść w ten związek na całego. Ja odkryłem to już dawno i dobrze mi z tym, że mam ślub i chcę budować zawsze razem, bez wyjść awaryjnych i niedomkniętych furtek.
OdpowiedzUsuńŻycie w związku to zawsze stan podwyższonej gotowości:-)
OdpowiedzUsuń