Ponad czterdzieści lat temu, gdy Pan C. chodził do szkoły podstawowej, wszystkich elektryzowała wieść, że po zmroku krąży czarna wołga i porywa dzieci znajdujące się bez opieki dorosłych. Sensacja była powtarzana z takimi detalami, że przekonanie równało się pewności. Opowiadano kogo i gdzie porwano, komu udało się uciec, a podawane nazwy miejscowości i imiona dzieci bardzo uprawdopodobniały doniesienia. Jedno, co w tym wszystkim było pewne to blady strach, jaki padł na małolatów, którzy z napięciem przypatrywały się każdemu samochodowi i oddychały z ulgą, gdy okazywało się, że nie jest to czarna wołga. Podobne zdarzenia, owszem, miały miejsce dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej, ale w Moskwie. Sprawcą ich był Ławrientij Beria, najbardziej zaufany człowiek Stalina i szef NKWD. Dla zaspokojenia swoich seksualnych żądz uprowadzał z ulicy młode dziewczęta, które wpadły mu w oko.
Te smutne wspomnienia wywołało coś całkiem pozytywnego, co pan C. spotkał... przy drodze. Czasami już tak jest, że skojarzenia uruchamiają najdziwniejsze pudełka z pamięcią. Oto warszawa 223 - samochód produkowany w latach 1968-1973. Odrestaurowany, sprawny i miły dla oka. Pan C. nie miał wyjścia i kierowany imperatywem zatrzymał swą marną furę, chwycił aparat i uwiecznił to cacko. W kabinie warszawy 223 nie było porwanych dzieci, co widać poniżej.
Przede wszystkim - piękny samochód! Czarna Warszawa to rzadkość, mysle, że ktoś ją tak wtórnie pomalował, bo nie przypominam sobie, żeby Warszawy były czarne.. W mojej rodzinie było ich sporo - garbusy i te nowsze. Super auta!:))
OdpowiedzUsuńO czarnej wołdze też pamiętam różne opowieści. Straszyli nas starsi, czym popadnie;)
Właśnie, jak nie czarną wołgą, to wampirem ze Śląska.
;)
To nowy lakier, gdyż 'warszawy' nie miały takich kolorów nakładanych fabrycznie.
UsuńPisałam kiedyś na bloxie o naszych "staruszkach"..
OdpowiedzUsuńZnalazłam link:
http://goldenbrown.blox.pl/2011/05/Kochane-Polskie-Oldsmobile.html
:)
U mnie na wsi taka warszawa w początkach lat siedemdziesiątych robiła za taksówkę :)
OdpowiedzUsuńU mnie też jeździły dwie w latach 60. i 70. w tym jedna w wersji garbus.
UsuńPrzywołałeś i moje wspomnienia Caddi. O ile się nie mylę,w początkach lat 70ych czymś podobnym jeździł( a raczej wożony był) mój, dziś już Śp. Dziadek, ważna osoba wówczas :>
OdpowiedzUsuńCiiiiii! Bo zaczną grzebać w Twojej genealogii:-)
UsuńMoze byc...choc wole te,ktorymi jezdze teraz...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
W Twoim miejscu obecnej pracy warszawa 223 nie miałaby szansy się sprawdzić. Pokazany egzemplarz tylko dla koneserów:-)))
UsuńKolor podstawowy był szary, jak pamiętam. I koła nieoryginalne ma, mniejsze. Ale miło że jeszcze służy...
OdpowiedzUsuńMasz rację. Poza tym także lampy nie są oryginalne, ale robi wrażenie lepsze na żywo niż na zdjęciach. Naprawdę przyciąga wzrok.
UsuńI biały -oprócz szarego :) Teść miał dwie, w tym "garbuskę" - zgniły w sadze bidulki...
OdpowiedzUsuńTak czytam o tych antykach i smutno mi, bo sama osobiście parę dosiadałam - znaczy stara już jestem :(
Posiadanie antyków nie świadczy jeszcze o starości, która jest raczej stanem umysłu niż metryki:-)
Usuńale DOsiadanie i to w czasach, kiedy antykami jeszcze nie były już tak :)))
UsuńCzarna wołga porywająca dzieci
OdpowiedzUsuńpamiętam
a co najśmieszniejsze (dzisiaj) ja się jej autentycznie bałam :)
Wszyscy oglądali się za siebie:-)
UsuńHistoria z czarną wołgą obiegła chyba cały świat...
OdpowiedzUsuńLudziska lubią się straszyć...
UsuńI u mnie baliśmy się czarnej wołgi.Pewnego razu zatrzymała się takowa kierowca pytał o drogę a pytane dziecko zaczęło krzyczec na cały głos ze chcą go porwać!To zdarzenie utwierdziło nas w tym ze czarna wołga ISTNIEJE.Po zmroku na ulicach było pusto.Jeszcze teraz pamiętam ten strach.Mój wujek kupił później wołgę ale ja za nic w świecie nie chciałam do niej wsąsć -)))
OdpowiedzUsuńWujek nawet nie przypuszczał, jakim stresem była złożona propozycja przejażdżki. On kupił taka wypasioną furę a ty niekoniecznie chciałaś jechać:-)
UsuńNo to udalo Ci sie niezly "obiekt" uchwycic. Toz to cacko, prezentuje sie wspaniale!
OdpowiedzUsuńAle ja tez nie pamietam tych aut w czarnym kolorze, pamietam jasne i jakies bure, a chyba taki czarny lakier byl tylko dla nielicznych marek zastrzezony, w tym dla Wolg :)
Czarna wołga - jedyny samochód, który ówcześnie wzbudzał mój "podziw".
OdpowiedzUsuńZ radością woziłam swój młody tyłek w samochodzie ojca kolegi, który to ówcześnie, był ważnym trepem we wojsku ;)
Śliczna fura, nie pogardziłabym przejażdzką.
OdpowiedzUsuńTo na mnie działało...
OdpowiedzUsuńi to jak!!!
Zmykałam do domu jak tylko
pomyślałam, że mogłaby
niespodziewanie zajechać mi drogę.
Łezka w oku, prawo jazdy robiłam na Warszawie i ... gaziku!
OdpowiedzUsuńJak wyżej- prawko na "TYM". A potem było takie bankiecisko, że do dziś pamiętam. Przed zakończeniem egzaminu szef kursu palce rozdzielacza z aut powyjmował i trzymał w teczce... Nie dopowiadam-dlaczego...
OdpowiedzUsuńŚliczne cacko! Wcale się nie dziwię, że się zatrzymałeś, żeby je uwiecznić!
OdpowiedzUsuńA historie o czarnej wołdze także pamiętam... to chyba była jakaś ogólnokrajowa histeria, we wszystkich budziła strach...:)
W czasach świetności warszawy jako taksówki zawsze moi rodzice robili zakłady czy podjedzie na postój warszawa czy wołga. Pamiętam, że wołgi podobnie jak mercedesy były mniej liczne, a podróż nimi bardziej tajemnicza i komfortowa. Jest to też przyczynek do opowieści z cyklu "Polak potrafi", bo wielu taksówkarzy skutecznie montowało w warszawach jeden z dość wytrzymałych silników peugeota co gwarantowało dużo mniejsze koszty i długie bezproblemowe użytkowanie.
OdpowiedzUsuń