Poniedziałek to dla wielu osób dość ciężkie i dojmujące wyzwanie, a dla niektórych wręcz trauma. Pan C. nie jest tu żadnym wyjątkiem - można wręcz powiedzieć, że jest podręcznikowym przykładem osób cierpiących na syndrom poniedziałku. Kiedyś, gdy jeszcze jego młodość - nadal jest bardzo młody - była znacznie młodsza, rwał się do pracy, jak koń do owsa, a urlop po tygodniu męczył go niemiłosiernie. Dziś potrafi docenić wolny czas i chwile odpoczynku. Poniedziałkowa poranna kawa i coś słodkiego w przyjemny sposób wprowadza go w rytm nadchodzącego tygodnia.
Jeszcze tylko cztery raz wstać i... weekend!!!

Ja tam zawsze doceniałam urlopy, zwłaszcza, że u mnie nazywają się... wakacje;)
OdpowiedzUsuńNie ma to, jak belfrem być:-)
UsuńTeż się kiedyś było, ale to było daaaaawno temu. Łezka się w oku kręci.
Z syndromu poniedziałkowego skutecznie wyleczył ...system zmianowy :) I tak niedzielę mam w środę, poniedziałek w piątek - też fajnie :)))
OdpowiedzUsuńTeż lubię takie dopalacze - później tylko z kijkami trochę dłużej czasu spędzam, bo w naturze nic nie ginie ;)
Ile to człowiek traci przez taki system!!! Wolę już moje cotygodniowe narzekanie.
UsuńKażdy poniedziałek jest dla mnie trudny.
OdpowiedzUsuńPowrót z wsi sielskiej, gdzie czas toczy się
leniwie pośród sadów, koników i w towarzystwie
bliskiej mi osoby bywa traumatyczny niemal...
Na pocieszenie liczę sobie jeszcze cztery...
trzy... dwa... dni i będzie piątek, piąteczek,
piątuś, piątunio, piątulek UKOCHANY!!!!!
Byle do emerytury, a później jakoś to będzie:-)
UsuńTak i oby się jeszcze
Usuńwtedy chciało... cokolwiek. ;-))))))
Łasuchom się takich rzeczy nie robi... Ciastko na zdjęciu..:(
OdpowiedzUsuńNie mogę rozpoznać, co to za ciacho?
A dlaczego nie? To miło łechtać podniebienie takimi smakowitościami:-)
UsuńTaaa... Też tak kiedyś lubiłem - kawka i dwie smaczne drożdżówki z makiem. A teraz w żaden sposób nie mogę zgubić nadliczbowych kilogramów.
OdpowiedzUsuńNie ma nadliczbowych kilogramów są tylko... odłożone na trudniejsze czasy:-)))
UsuńJa kawę tylko saute. Mocna, gorzka, sypana. A coś słodkiego potem. Jakie dwie drożdżówki... Albo dwa batony... Albo słone paluszki o smaku czosnku i pietruszki. Lub też m&m'sy. Znaczy to jest moje śniadanie. Albowiem na śniadanie jem to, co posiada w swych zasobach automat w holu firmy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam przedwyjazdowo :)
Jużem myślał, że z Pokerem brodzicie brzegiem morza:-)))
UsuńNo nie, jemu udało się wcześniej, a mnie trzyma moja kochanka praca jeszcze chwil parę...
OdpowiedzUsuńDotrzesz i Ty, a wtedy wszystko inne nie będzie już miało znaczenia:-)
UsuńCaddi, mam trochę wątpliwości... taka rozpuszczalska to niby też może być dopalaczem??? Mimo wszystko preferuję smolistą, aromatyczną, mocną sypankę... na każdy dzień, by się przyjemnie obudzić, rzecz jasna! Oczywiście, najlepiej smakuje podana do łóżeczka...:)
OdpowiedzUsuńPomarzyć zawsze można, albo można delikatnie podpowiedzieć ulubionemu domownikowi, by sprawił nam taką przyjemność... z tym podaniem oczywiście:-)
UsuńAno, wychowuję, wychowuję...;) nieraz się udaje:)))
UsuńJako niepracującej rencistce poniedziałek nie robi na mnie wrażenia.
OdpowiedzUsuńAle bez porannej kawy życia sobie nie wyobrażam.