Się przyszłam usprawiedliwić, bo znów wyjdzie, że upierdliwy babol ze mnie, ale zasadniczo i pobieżnie, to cieszy mnie fakt, że dołączyłeś do grona "przyjaciół karpia".:) Są tacy, którzy dojrzewają do pewnych decyzji i na to potrzebują czasu czy odpowiednich okoliczności a są też inni, którym nawet wagon grochu rzucanego o ścinę nic nie powie. Nie walczę o wegetarianizm, bo sama, z wiadomych względów zaprzepaściłam te idee, ale ten dzień akurat, kojarzony z morderstwem sprawia, że te dni zwane adwentem przebiegają mi na zastanawianiu się nad sensem wiary chrześcijańskiej, na której temat mam coraz gorsze zdanie. Byłam tu wcześniej, ale obiecałam sobie nie udzielać się na "poważne" tematy w necie. Zdecydowanie wolę być postrzegana jako niepoważny żartowniś, bo taka bywam częściej..no a tu masz! :D Pocieszam się faktem, że od każdej reguły są wyjątki. P.S. Nie bez kozery zaproponowałam Ci pod Twym komentem na mym blogu , konfrontację na temat ontologii i jej twórcy C. Wollfa, który odwrócił się od pietyzmu, za co groziła mu kara śmierci...
Podejrzewam, że gdyby zajrzeć do Księgi Wpisów i Podziękowań, to znaleźlibyśmy tam wiele słów uznania i wdzięczności, że o szlachetnej dumie tego, który świadczy usługi krycia nie wspomnę:-)
Człowiek jest zwierzęciem, który nie dość, że ma poglądy, to może je jeszcze zmieniać i modyfikować. Gdyby tego nie czynił, świadczyłoby to o jego miałkości i umysłowej stagnacji. Przyjacielem karpia się stałem pod wpływem tego co widziałem w sklepie. Zdjecie nei oddaje drastyczności i walki karpi o życie. Na zdjęciu jeden z nich, który pomykał po posadzce. Bunt przeciwko okrucieństwu narastał we mnie wcześniej. Nie oznacza to mojego ewoluowania ku wegetarianizmowi, ale na pewno ku żywności, która nie jest oznaczona barbarzyństwem. PS. Do C. Wollfa odniosę się w ciągu dnia, gdy złapię chwilę wolnego.
Otóż to! Nawet w swojej "mizantropii" nie popadam w skrajności, podejmując dyskusję z tymi, którzy mają elastyczny mózg.:) Na blogu pisałam o innej "grupie docelowej", która nie zna drugiej, z czterech umów Tolteców. Moja miłość do zwierzyny i przyrody narodziła się w dzieciństwie, kiedy pomykałam z ojcem do lasu. Wówczas nie byłam świadoma wielu rzeczy, także tego, co spotyka i w jaki sposób traktowany bywa zwierz, nasz przyjaciel. Wyobrażasz sobie zjeść konia, który pomaga w polu przez całe życie? zapewne nie, ale świnie sąsiada to już zjemy, bo nie mamy do niej sentymentu. Ludzie zachowują się wobec siebie podobnie. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, przestałam ich "dotykać", nawet słowami, zamieniając rzeczywistość w żart. Bunt się naradza gdy masz świadomość i jest związana z celami poznawczymi, natomiast rewolucje, walki i zrywy narodowościowe, są często podpisaniem konwencji pod petycją sąsiada i nijak się mają do mojej ideologii. Tak jak wspomniałeś, każdy ma swoje sumienie. Nie mam prawa, ani nawet już wewnętrznego obowiązku przemawiać na temat dobra i zła. Z tej długoletniej walki naradza się piękny stan ignorancji, wyrównanego ciśnienia, dystansu i wzięcia życia w swoje dłonie. Las jest świetnym przykładem miejsca, gdzie niczego nie musisz szukać. To "coś" samo się znajduje, nawet wówczas gdy jest tylko iluminacją. :) Filozofię liznęłam jako dziecko. No takie książki były na półce w dużym pokoju. To nie moja wina, że zamiast matmy czytałam pod ławką Freuda.:D. Póżniej przytargałam od mamsi z pracy słownik filozoficzny..no i poszło. Wątki filozoficzne odnoszę raczej do sztuki, tworząc jakby osobny rozdział a wręcz dystans w procesie poznawczym. "Dasein", fajnie pachnie, nawet bez względu na to, kto go wymyślił (ktoś w końcu musiał) ;) Wiesz, że nie o nazwiska mi idzie. :)
jako szlachcicowi,nie wypada wlóczyc się ...ale przyjmowac gościnnie klacze w swej posiadłości a jakże...i przybywają '"w gości" szlachcianki maści rożnej...i wyjeżdżają już nie takie...:P)))
A, to na wiosnę. Niedługo będę w CK, a tam w piwnicy, albo na strychu nawet, zapewne znajdzie się ktoś/coś, co mi obniży ciśnienie i zmieni nastrój.;) Ale to na parę dni tylko. Później znów będę niepoważna.
Spisałam numer telefonu...tak na wszelki wypadek - w końcu nie codziennie obcuje się z rasą szlachetną:)
OdpowiedzUsuńCzyżby chodziło o dowartościowanie samicy?
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że źrebie na tym skorzysta..,
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
Ogier nie tylko rasy szlachetnej (może nawet HRABIA), ale też postępowy, już ma komórkę
OdpowiedzUsuńFajny koński dom publiczny. Nie on uczęszcza i nie on płaci, tylko do niego przyjeżdżają i jemu płacą. Dobre!
OdpowiedzUsuń:) uwielbiam takie teksty ;)))
OdpowiedzUsuńJak nie patrzeć seks na telefon :P
OdpowiedzUsuńW wersji zezwierzęconej ;)
OdpowiedzUsuńTelefon to erzatz... nic nie zastąpi realności:-)
OdpowiedzUsuńAtawizm.
OdpowiedzUsuńA działania?
OdpowiedzUsuńW wersji pozaludzkiej wygląda to tak, jak mężczyźni chcieliby, aby wyglądało:-)
OdpowiedzUsuńWie, jak nawiązać pierwszy kontakt. reszta to już techniczne szczegóły:-)
OdpowiedzUsuńKtóż to wie, ale samiec jest dowartościowany:-)
OdpowiedzUsuńAno ba!:-)))
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie dołączyć krótką instrukcję obsługi: ona powinna być dobrze ułożona, a on wejść w jej położenie.
OdpowiedzUsuńI to jest pierwsza merytoryczna wypowiedź "w temacie" :-)
OdpowiedzUsuńNie jem karpi od najmłodszych lat, mało tego, nie kupiję i nie lubię, no nie i już
OdpowiedzUsuńa te wszystkie rytuały przejścia do mnie nie przemawiają
Ogierem się teraz kryje, a co!
OdpowiedzUsuńSię przyszłam usprawiedliwić, bo znów wyjdzie, że upierdliwy babol ze mnie, ale zasadniczo i pobieżnie, to cieszy mnie fakt, że dołączyłeś do grona "przyjaciół karpia".:)
OdpowiedzUsuńSą tacy, którzy dojrzewają do pewnych decyzji i na to potrzebują czasu czy odpowiednich okoliczności a są też inni, którym nawet wagon grochu rzucanego o ścinę nic nie powie.
Nie walczę o wegetarianizm, bo sama, z wiadomych względów zaprzepaściłam te idee, ale ten dzień akurat, kojarzony z morderstwem sprawia, że te dni zwane adwentem przebiegają mi na zastanawianiu się nad sensem wiary chrześcijańskiej, na której temat mam coraz gorsze zdanie.
Byłam tu wcześniej, ale obiecałam sobie nie udzielać się na "poważne" tematy w necie. Zdecydowanie wolę być postrzegana jako niepoważny żartowniś, bo taka bywam częściej..no a tu masz! :D
Pocieszam się faktem, że od każdej reguły są wyjątki.
P.S. Nie bez kozery zaproponowałam Ci pod Twym komentem na mym blogu , konfrontację na temat ontologii i jej twórcy C. Wollfa, który odwrócił się od pietyzmu, za co groziła mu kara śmierci...
ogier klasy szlachetnej brzmi dumnie :)) ciekawe czy krycie jet równie dumne i szlachetne :))
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że gdyby zajrzeć do Księgi Wpisów i Podziękowań, to znaleźlibyśmy tam wiele słów uznania i wdzięczności, że o szlachetnej dumie tego, który świadczy usługi krycia nie wspomnę:-)
OdpowiedzUsuńCzłowiek jest zwierzęciem, który nie dość, że ma poglądy, to może je jeszcze zmieniać i modyfikować. Gdyby tego nie czynił, świadczyłoby to o jego miałkości i umysłowej stagnacji.
OdpowiedzUsuńPrzyjacielem karpia się stałem pod wpływem tego co widziałem w sklepie. Zdjecie nei oddaje drastyczności i walki karpi o życie. Na zdjęciu jeden z nich, który pomykał po posadzce.
Bunt przeciwko okrucieństwu narastał we mnie wcześniej. Nie oznacza to mojego ewoluowania ku wegetarianizmowi, ale na pewno ku żywności, która nie jest oznaczona barbarzyństwem.
PS. Do C. Wollfa odniosę się w ciągu dnia, gdy złapię chwilę wolnego.
Otóż to! Nawet w swojej "mizantropii" nie popadam w skrajności, podejmując dyskusję z tymi, którzy mają elastyczny mózg.:)
OdpowiedzUsuńNa blogu pisałam o innej "grupie docelowej", która nie zna drugiej, z czterech umów Tolteców.
Moja miłość do zwierzyny i przyrody narodziła się w dzieciństwie, kiedy pomykałam z ojcem do lasu. Wówczas nie byłam świadoma wielu rzeczy, także tego, co spotyka i w jaki sposób traktowany bywa zwierz, nasz przyjaciel. Wyobrażasz sobie zjeść konia, który pomaga w polu przez całe życie? zapewne nie, ale świnie sąsiada to już zjemy, bo nie mamy do niej sentymentu.
Ludzie zachowują się wobec siebie podobnie. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, przestałam ich "dotykać", nawet słowami, zamieniając rzeczywistość w żart.
Bunt się naradza gdy masz świadomość i jest związana z celami poznawczymi, natomiast rewolucje, walki i zrywy narodowościowe, są często podpisaniem konwencji pod petycją sąsiada i nijak się mają do mojej ideologii.
Tak jak wspomniałeś, każdy ma swoje sumienie. Nie mam prawa, ani nawet już wewnętrznego obowiązku przemawiać na temat dobra i zła.
Z tej długoletniej walki naradza się piękny stan ignorancji, wyrównanego ciśnienia, dystansu i wzięcia życia w swoje dłonie.
Las jest świetnym przykładem miejsca, gdzie niczego nie musisz szukać. To "coś" samo się znajduje, nawet wówczas gdy jest tylko iluminacją. :)
Filozofię liznęłam jako dziecko. No takie książki były na półce w dużym pokoju. To nie moja wina, że zamiast matmy czytałam pod ławką Freuda.:D. Póżniej przytargałam od mamsi z pracy słownik filozoficzny..no i poszło. Wątki filozoficzne odnoszę raczej do sztuki, tworząc jakby osobny rozdział a wręcz dystans w procesie poznawczym.
"Dasein", fajnie pachnie, nawet bez względu na to, kto go wymyślił (ktoś w końcu musiał) ;) Wiesz, że nie o nazwiska mi idzie. :)
się uchachałam :)))) klacz musi czuć się "zaszczycona" :)))))))))
OdpowiedzUsuńDobrze, że teraz jeździ się samochodami, a nie konno... ;)
OdpowiedzUsuńGdybym był klaczą też odczuwałbym zaSZCZYT:-)
OdpowiedzUsuńAle ta tablica nie stanowi zagrożenia dla jeźdźców, no chyba że pełni funkcję skojarzeniową.... i tak jest w istocie:-)
OdpowiedzUsuńGdyby klacz prowadziła wóz, to na widok tej tablicy... czyż właściciel wozu dojechałby do swego celu? ;)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, tego aspektu nie wziąłem pod uwagę. Zew natury jest wstanie pokrzyżować wszelkie plany:-)
OdpowiedzUsuńNoblesse ou non...ogierowi i tak wsio ryba:)
OdpowiedzUsuńRyba, jak ryba, ale każda klacz jest OK.
OdpowiedzUsuńjest to na pewno SZCZEGÓLNY punkt...i ważny z drugiej strony patrząc,chociaż "zapracowany" ogier pewnie o tym nie wie...i jemu wsjo rawno...hhahaha
OdpowiedzUsuńJako ogier szlachetnej klasy chciałem powiedzieć, że... a nic nie powiem. ;)
OdpowiedzUsuńCzyżbym na powyższym zdjęciu niechcący ujawnił Twój numer telefonu?:-)
OdpowiedzUsuńNie wiem dokładnie jak, ale na pewno jest mu dobrze:-)
OdpowiedzUsuńheh... wszędobylski sex ;-)
OdpowiedzUsuńA niech dzwonią. ;)
OdpowiedzUsuńNie lubisz, że tak się żachnąłeś?:-)
OdpowiedzUsuńNo cóż... tak było, jest i będzie. Amen(t).
OdpowiedzUsuńwręcz naprzeciwko, lubiem bardzo ;-). Ale dla fasonu muszę udawać ;-D
OdpowiedzUsuńRozumiem, że zazdrościsz, jako i ja, temu, do którego można umawiać się przez telefon:-)))
OdpowiedzUsuńdzwonią, doprowadzają klacze i jeszcze płacą... eh... niektóre ogiery to się ustawiły ;-)
OdpowiedzUsuńNie to, co my... marzyciele:-)
OdpowiedzUsuńI jak? Masz na głośno, czy cichaczem?
OdpowiedzUsuńjako szlachcicowi,nie wypada wlóczyc się ...ale przyjmowac gościnnie klacze w swej posiadłości a jakże...i przybywają '"w gości" szlachcianki maści rożnej...i wyjeżdżają już nie takie...:P)))
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńNa głośno! A jak!? Iiii-ha! ;)
OdpowiedzUsuńJak to koń... rasy szlachetnej;-)
OdpowiedzUsuńO tak tym bardziej że zbliżają się święta i szał gorączkowych zakupów
OdpowiedzUsuńpotrafisz Ula ,tylko jeszcze nie wiesz o tym....tylko ostrzegam ! nie po spożyciu czegokolwiek bo się oczka "migają" ;-)
OdpowiedzUsuńwiem,o czym piszesz ! ta zakładka to dopiero majstersztyk :)) wprost cudo
OdpowiedzUsuńRany julek, Hela! Czyli kiedy ?
OdpowiedzUsuńW nocy czasami sypiam. Zwykle po herbacie z ziół utajnionych, a te się skończyły.. ;)
leć do Wugusiowej piwniczki.On tam pewnie trochę ziół ma ;)
OdpowiedzUsuńA, to na wiosnę.
OdpowiedzUsuńNiedługo będę w CK, a tam w piwnicy, albo na strychu nawet, zapewne znajdzie się ktoś/coś, co mi obniży ciśnienie i zmieni nastrój.;)
Ale to na parę dni tylko. Później znów będę niepoważna.
Jaki ten ogier ma moce przerobowe, że dla jednego displej postawili.
OdpowiedzUsuńTo trza było go zostawić w stawie hodowlanym. Bosz, to takie proste.
OdpowiedzUsuńW końcu nie bez kozery nazywa się Ogier:-)
OdpowiedzUsuń